Nie ma tygodnia, by z terenu powiatu nie napływały nowe informacje o atakach wilków na zwierzęta gospodarskie. Ostatnio drapieżniki urządziły sobie polowania na jałówki i cielaki w Lipowcu oraz Piecuchach. W tej ostatniej wsi zaatakowały niemal na podwórku. Choć eksperci uspokajają, że wilki unikają ludzi, wśród mieszkańców narasta obawa o bezpieczeństwo.

Wilki znów atakują
W ataku wilków sołtys Piecuchów Anna Pietrzak straciła 9-miesięcznego cielaka

ŚLEPIA ŚWIECĄCE W CIEMNOŚCI

Od kilku tygodni z terenu gmin Szczytno i Wielbark nieustannie spływają informacje o atakach wilków na bydło. Zaczęło się pod koniec sierpnia w Niedźwiedziach, gdzie w bliskiej odległości od domu gospodarzy zagryzły i pożarły półroczną jałówkę. Dwa tygodnie temu zabiły trzy młode krowy należące do rolnika z Jesionowca, dwa miesiące wcześniej u tego samego gospodarza także rozszarpały jedną sztukę. W minionym tygodniu wyrządziły szkody rolnikom w Lipowcu i Piecuchach.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W środę 5 września wieczorem pojawiły się w gospodarstwie sołtys tej ostatniej wsi, Anny Pietrzak. - Było to między 21.00 a 22.00. Usłyszałam przerażający ryk krów będących na pastwisku i jęki duszonego cielaka – relacjonuje Halina Sygnowska, matka sołtys. Zaniepokojona wybiegła z domu i zaalarmowała pozostałych członków rodziny. Gospodarz, aby przestraszyć drapieżniki, odpalił petardę służącą do przeganiania dzików. Następnie uruchomił ciągnik, aby oświetlić teren. Z kolei pani Halina wraz z córką wzięły latarki i poszły na pastwisko. - Wilki całkiem przed nami nie uciekły. Chodziły między krowami. W ciemnościach widziałyśmy tylko ich świecące ślepia – opowiada pani Halina, dodając, że drapieżników na pewno było kilka.

LUDZIE ZACZYNAJĄ SIĘ BAĆ

Spłoszone wilki nie zdołały uśmiercić cielaka. Mocno go jednak poraniły – uszkodziły ścięgna tak, że miał bezwładne nogi i okaleczyły brzuch. Wezwany na miejsce lekarz weterynarii podjął decyzję o uśpieniu zwierzęcia. To nie pierwszy atak drapieżników w Piecuchach. Rok temu zagryzły kilka sztuk innemu rolnikowi. Sołtys Anna Pietrzak mówi, że wcześniej wypasała swoje stado na pastwisku położonym z dala od domu, pod lasem. - Jednak po ubiegłorocznych wydarzeniach nie robiliśmy tego, bojąc się wilków i przenieśliśmy zwierzęta bliżej domu – mówi. Była pewna, że w ten sposób zabezpieczy je przed atakiem. - Nic to jednak nie pomogło – kręci głową sołtys. Dodaje, że już wcześniej zaobserwowała dziwne zachowanie krów. Raz nawet wyszła z latarką sprawdzić, co się dzieje. Nic niepokojącego wtedy nie zauważyła. - Jednak następnego dnia rano, kiedy poszłam po krowy, to jak nigdy biegły do obory. Wilki musiały tędy przechodzić już wcześniej, czekając na odpowiedni moment do ataku – przypuszcza.

Mieszkańcy coraz bardziej obawiają się o swoje bezpieczeństwo. Niezbyt przekonują ich zapewniania przyrodników, że wilki boją się ludzi i nie stanowią dla nich zagrożenia. Strach potęguje fakt, że do ataków na krowy dochodzi w bardzo bliskim sąsiedztwie domostw. - Do tej pory dzieci nosiły krowom wodę do picia, ale teraz strach je puszczać – mówi pani Anna. - Zawsze chodziłam na grzyby do lasu. Teraz się boję – wtóruje jej pani Halina.

Następnego dnia rano drapieżniki zaatakowały w Lipowcu. Ich łupem padł cielak, a jałówka została pogryziona.

DWIE WATAHY

Nadleśniczy Nadleśnictwa Szczytno Janusz Kleszczewski informuje, że na tym terenie bytują dwie wilcze watahy. Jedna pojawia się od strony Spychowa, druga od Jedwabna. - Więcej ich nie ma. Wilk ma bardzo duży rewir, więc jednego dnia te watahy mogą być u nas, a następnego w rejonie Spychowa albo Wielbarka – mówi nadleśniczy. Jak liczne są watahy, tego dokładnie nie wiadomo. Nadleśniczy szacuje, że składają się nie więcej niż z 6 osobników – rodziców oraz młodych. - Akurat w tym okresie muszą odkarmić młode i dlatego atakują zwierzęta gospodarskie, które stosunkowo łatwo upolować – tłumaczy nadleśniczy.

(ew){/akeebasubs}