Trwający już blisko od dwóch tygodni zakaz spożywania wody coraz bardziej irytuje mieszkańców wsi, w których obowiązuje. Oprócz narzekań na powstałe w wyniku tego utrudnienia, pojawiają się skargi na niedostateczną akcję informacyjną ostrzegającą przed powstałym zagrożeniem.

Woda wciąż zakażona
Jeszcze co najmniej przez tydzień Zygmunt Zbrzyski i inni mieszkańcy Jabłonki będą musieli zaopatrywać się w nieskażoną wodę ze zbiorników przywożonych przez służby gminne

Blisko 2 tysiące mieszkańców z miejscowości, do których domostw płynie woda z ujęć w Spychowie, Nowych Kiejkutach i Grodziskach wciąż nie mogą używać jej do celów spożywczych. Przeprowadzone w ubiegłym tygodniu badania wykazały, że tylko woda dostarczana ze stacji w Świętajnie może być ponownie dopuszczona do spożycia. To dobra informacja dla 4,5 tysiąca osób korzystających z tego źródła. Blisko cofnięcia zakazu jest też Spychowo, gdzie ostatnie badania także nie wykazały śladów bakterii coli. Jeśli pobrane tam w poniedziałek próbki to potwierdzą, od czwartku także i tam woda zostanie dopuszczona do spożycia.

Na to niestety nie mogą liczyć mieszkańcy Nowych Kiejkut, Jabłonki, Olszewek, Stankowa, Grodzisk, Rutkowa i Popowej Woli.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - W dostarczanej do ich gospodarstw wodzie co prawda nie ma już bakterii coli, ale woda wciąż jest zanieczyszczona bakteriologicznie – informuje Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny Grażyna Sosnowska. - Trzeba tam będzie znowu przeprowadzić chlorowanie, przepłukać sieć i pobrać próbki. To trochę potrwa – dodaje.

Spokojnie mogą natomiast spać mieszkańcy Olszyn. Po krótkotrwałym podłączeniu tamtejszego ujęcia do sieci w Świętajnie pojawiło się zagrożenie, że i w Olszynach mogło dojść do skażenia. Przeprowadzone tam badania nie potwierdziły jednak tego.

W BECZKOWOZIE TEŻ BYŁY BAKTERIE COLI

Wydając zakaz używania wody z wodociągów do celów spożywczych, powiatowy inspektor sanitarny zobowiązał samorządy do dostarczania mieszkańcom nieskażonej wody w beczkowozach, cysternach, czy w butelkach. Gmina Dźwierzuty na taką sytuację była przygotowana. Kilka miesięcy temu zakupiła cztery zbiorniki, każdy o pojemności 1,2 tys. litrów. Tylko jeden podobny miał na swoim stanie Zakład Gospodarki Komunalnej w Świętajnie. Po pomoc zwrócił się do szczycieńskiej firmy „Aqua”, która użyczyła mu swojego beczkowozu o pojemności 3 tysiące litrów. Z niego jednak pożytek był niewielki, w przewożonej w nim wodzie po kilku dniach także wykryto bakterie coli. - Nasz beczkowóz dawno nie był używany – tłumaczy prezes spółki „Aqua” Marek Jasiński. Kolejny pożyczony zbiornik, tym razem z gminy Szczytno z zakładu w Kamionku, spełnia już wszelkie wymogi sanitarne.

WYSOKA TEMPERATURA, A MOŻE MAŁE ZUŻYCIE?

Wciąż nieznane są przyczyny obecności w wodzie bakterii coli. Urzędnicy z Dźwierzut dokładnie sprawdzili okolice dwóch zakażonych ujęć wody i nie stwierdzili niczego niepokojącego, np. śladów gnojowicy. - Powodem może być zbyt mały pobór wody w ostatnim czasie i wysoka temperatura – słyszymy od inspektor Sosnowskiej.

Z kolei prezes Jasiński zwraca uwagę na wymiary studni głębinowych. W gminach mają one ok. 30 metrów, podczas gdy w Szczytnie sięgają nawet 70 metrów.

SKARGI MIESZKAŃCÓW

Zaistniała sytuacja niepokoi mieszkańców miejscowości, w których wprowadzono zakaz spożywania wody z wodociągu. Oprócz codziennych perturbacji wynikających z konieczności poboru wody ze zbiorników i transportu jej do domów słychać narzekania na niedostateczną informację o powstałym zagrożeniu. Jedna z naszych czytelniczek żaliła się nam, że o skażeniu wody w Spychowie dowiedziała się przypadkowo w niedzielę, dwa dni po wprowadzeniu zakazu. - Od ludzi stojących pod sklepem, czekających na przyjazd beczkowozu – słyszymy od pani Krystyny. Dodaje, że w sobotę nie wychodziła z domu. Nie mogła więc przeczytać porozwieszanych na tablicach kartek z komunikatami sanepidu i ZGK, a przez ten cały czas pobierała wodę z kranu na zupę, herbatę i kawę. Podobną, oficjalną już skargę skierowało na ręce wójt Alicji Kołakowskiej małżeństwo z 30-letnim stażem, posiadające domek w Piasutnie. Po przyjeździe do domku nie chodzimy po wsi i nie czytamy wszystkich małych ogłoszeń wywieszanych na płotach czy drzewach. Nie zabieramy też ze sobą komputerów z łączami internetowymi. Uważamy, że o takim zagrożeniu winni być powiadomieni WSZYSCY poprzez ulotki, duże ogłoszenia, czy samochód z megafonem, jeżdżący po wsiach... - piszą do wójt małżonkowie z Piasutna. Dziwi ich takie lekceważące podejście władz gminy do zdrowia osób przebywających na jej terenie. Czy tak powinni być informowani mieszkańcy i przyjezdni o ewentualnym zagrożeniu? - pytają.

ZACHOWANE PROCEDURY

- Wszystkie obowiązujące nas procedury zostały zachowane – zapewnia Waldemar Popielarczyk, kierownik w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Świętajnie. - Może rzeczywiście przydałoby się więcej ulotek, ale zawsze wystąpią odosobnione przypadki, że ktoś nie wyjdzie z domu i nie przeczyta - dodaje.

Czy nie powinno się zatem najpierw zakręcić wody, potem poinformować społeczeństwa o zakazie wykorzystywania jej do celów do celów spożywczych, a dopiero na koniec udostępnić ją do innych celów niż spożywcze?

- Jeżeli byłoby zagrożenie życia na pewno tak byśmy uczynili. Wody z bakteriami coli nie zakręcamy, bo musimy ją chlorować. Po zakręceniu nie byłoby takiej możliwości. Naszym obowiązkiem było tylko podać, że nie nadaje się do spożycia – mówi kierownik Popielarczyk.

(o){/akeebasubs}