Czwartego lutego zmarł Wojciech Pokora. Wybitny aktor komediowy. Określenie „komediowy” tak jakby trochę pomniejsza wielkość talentu artysty. Wybitny aktor dramatyczny pozornie brzmi znacznie godniej i poważniej.

Wojciech Pokora
Wojciech Pokora (Żorż Ponimirski) z Romanem Wilhelmim w serialu „Kariera Nikodema Dyzmy”

Tymczasem aktorski geniusz Wojciecha Pokory stawia go pośród największych artystów teatru i kina, niezależnie od repertuaru, w jakim się specjalizowali. Takich powszechnie uznanych mistrzów sceny, jak Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki, czy Janusz Gajos, możemy ustawić w jednym rzędzie z Wojciechem Pokorą. Na najwyższej półce!

Paradoksalną ciekawostkę stanowi współpraca Pokory z Olgą Lipińską, przy realizacji jej telewizyjnego kabareciku. Proszę zwrócić uwagę, że o ile w teatrze i filmie imponował on swoją vis comica w rolach komediowych, to w „Kabareciku” grał wprawdzie zabawnego dyrektora, ale kiedy śpiewał solową piosenkę, to była to niemal zawsze piosenka poważna, przejmująca, tak zwana aktorska, wymagająca najwyższych, dramatycznych umiejętności. Na przykład „Gdy rozum zmęczony” z tekstem Osieckiej, czy „Jest taka droga na skraju osiedla”. Olga Lipińska potrafiła, jak mało kto, dostrzec możliwości aktorskie swoich wykonawców i w stu procentach wykorzystać ich talent.

Wojciech Pokora urodził się w roku 1934.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Jako młodzieniec ukończył we Wrocławiu Technikum Budowy Silników Samolotowych. Potem przeniósł się do Warszawy i tam rozpoczął pracę w FSO Żerań. W fabryce poznał swojego rówieśnika Jerzego Turka, który co prawda ukończył dość specjalistyczne Liceum Technik Teatralnych, ale po szkole także wylądował w Fabryce Samochodów Osobowych. W zakładzie funkcjonowało amatorskie kółko teatralne i obaj młodzieńcy bardzo prędko znaleźli tam swoje miejsce. Do tego stopnia zafascynował ich świat teatru, że obaj zdecydowali się zdawać do Warszawskiej Wyższej Szkoły Teatralnej. Tak też zrobili. Dostali się do szkoły od pierwszego podejścia, co potwierdza ich talent. Aktorską uczelnię ukończyli także wspólnie, w roku 1958 i rozpoczęli swoją artystyczną karierę. To już każdy osobno. Zanim napiszę o debiucie i początkach owej kariery, warto powiedzieć, że obaj panowie byli wciąż bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni, a ich przyjaźń przetrwała aż do śmierci Jerzego Turka, który zmarł w roku 2010.

Wojciech Pokora nie od razu dał się poznać jako mistrz komedii. Zadebiutował w Warszawie, w Teatrze Dramatycznym. Grywał tam w repertuarze poważnym, klasycznym, aż do roku 1960, kiedy to wystawiono w teatrze komedię „Uczta morderców”, gdzie za namową Wiesława Gołasa wystąpił w jego towarzystwie, a także Barbary Krafftówny i Czesława Kalinowskiego. Od tej pory było już wiadomo, że to właśnie komedia jest powołaniem Pokory. Warto dodać, że Gołas, który pierwszy zauważył u swojego kolegi profesjonalne poczucie humoru, był absolwentem tej samej uczelni, tyle że o cztery lata starszym. Panowie znali się jeszcze ze studiów. Obaj byli wychowankami, jeśli chodzi o zajęcia estradowo-kabaretowe, profesora Ludwika Sempolińskiego. Podobnie zresztą jak Bohdan Łazuka i Jan Kobuszewski, rówieśnicy Pokory oraz Turka. Koledzy z tego samego roku studiów. Trzeba przyznać, że był to rocznik wyjątkowo udany.

W wspomnianym roku 1960 Wojciech Pokora zadebiutował w filmie. Jako malarz pokojowy Mietek w komedii „Mąż swojej żony”, oraz rólką podchorążego w „Zezowatym szczęściu”. To były pierwsze z 31 filmów fabularnych, w jakich zagrał. Do tego doszło 28 seriali telewizyjnych i około 100 ról teatralnych. On sam najwyżej cenił sobie dwie filmowe role. Oberleutnanta Franza von Nogaya w „CK dezerterzy” oraz hrabiego Żorża Ponimirskiego w „Karierze Nikodema Dyzmy”. Tu zgadzam się z nim całkowicie. Postać Żorża Ponimirskiego była kreacją wartą Oscara. Natomiast nie lubił nigdy wspominać swojej roli kobiecej w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Prawdopodobnie dlatego, że kiedy film wszedł na ekrany, przyjaciele złośliwie żartowali z artysty, że ma ładne nogi.

Wspomniałem na początku o wieloletniej przyjaźni dwóch aktorów - Pokory i Turka. Przypomnę zatem kinowy debiut Jerzego Turka. Była to bardzo poważna, dramatyczna rola w filmie Kazimierza Kutza „Krzyż Walecznych”, nakręconym w roku 1958. Wojenna nowela, w której wiejski fajtłapa, Franek Socha, za odwagę w boju, otrzymuje order. Poważną i tragiczną postać Franka zagrał znakomicie Jerzy Turek. Natomiast pięć lat później, w komediowym filmie Tadeusza Chmielewskiego „Gdzie jest generał”, mieliśmy okazję obejrzeć Turka w roli także mundurowej, ale zupełnie innej. Zabawnej. W roli Wacława Orzeszko. I tak to się zaczęło.

Ostatnią rolę teatralną zagrał Wojciech Pokora w sztuce „Trzeba zabić starszą panią”. Wspólnie z Barbarą Krafftówną. Przy boku pani Barbary debiutował młodziutki Pokora w swojej pierwszej komedii, w roku 1960 i także w jej towarzystwie zakończył swoją wielką, artystyczną karierę.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}