Ferdynand Sosnowski, emerytowany pracownik TBS, to prawdziwy człowiek orkiestra. Żyje pasją, której można mu tylko pozazdrościć. Od dziecka skleja modele okrętów i samolotów, zbiera znaczki i fotografuje przyrodę. Ostatnio, ze zwykłej deski, zbudował miniaturę statku „Niña”, jednego z trzech, które brały udział w słynnej wyprawie Krzysztof Kolumba.
OKRĘT Z DESKI
Ferdynand Sosnowski to postać znana mieszkańcom Szczytna, zwłaszcza tym, którzy interesują się fotografią. Emerytowany pracownik TBS ma jednak wiele innych pasji. Poświęca im swój czas i energię, imponując przy tym cierpliwością i dokładnością.
Pan Ferdynand od dziecka zajmuje się modelarstwem. Dziś to już coraz rzadsze hobby, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Dawniej było bardzo popularne – niemal przy każdym domu kultury istniały pracownie modelarskie, a modele do sklejania pojawiały się w czasopismach dla dzieci i młodzieży. - Moje pierwsze wycinanki pochodziły z „Misia” i „Świerszczyka”, a potem „Świata Młodych” - wspomina pan Ferdynand.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Pasjonat jednak nie próżnuje i raz po raz tworzy coraz to nowe modele. Ostatnie jego dzieło to statek „Niña”, jeden z trzech biorących udział w pierwszej wyprawie Krzysztofa Kolumba w poszukiwaniu nowej drogi do Indii w 1492 r. Modelarz pracował nad nim blisko pół roku, od początku lipca do grudnia. Plan okrętu znalazł w internecie. Co ciekawe, model został wykonany … ze zwykłej deski. - Drewno musiało być pocięte na drobne paseczki i ugotowane, aby łatwo dało się formować – tłumaczy pan Ferdynand. Do tego model musi być bardzo lekki. - Najważniejszy jest tu pomiar, bo poszczególne elementy muszą się ze sobą idealnie i równo składać – opowiada o kulisach swojej pracy modelarz. Wykonany przez niego okręt również trafi na ekspozycję w ratuszowej wieży. Nasz rozmówca w planach ma już kolejny model. Tym razem będzie to bombowiec B-52, w „realu” jeden z największych w historii.
Praca modelarza wymaga nie tylko precyzji i cierpliwości, ale też niebywałego skupienia. - Cała sztuka polega na tym, że musi to być czysta robota. Model nie może być w żadnym miejscu pomazany np. klejem – wyjaśnia pan Ferdynand.
W DOMU ROZWIĄŻE KAŻDY PROBLEM
Pasji męża od lat kibicuje żona, pani Grażyna, emerytowana dyrektor szczycieńskiego sanepidu. - Kiedy jeszcze oboje pracowaliśmy zawodowo, to ja po powrocie do domu od razu szłam do kuchni, żeby ugotować obiad. Ferdynand wtedy gdzieś znikał. Okazywało się, że już coś tam sklejał – wspomina pani Grażyna. Podkreśla, że zawsze podchodziła do hobby małżonka ze zrozumieniem, ale też nie korciło jej, aby próbować mu pomóc. - Do tego trzeba mieć zdolności manualne i wyobraźnię – mówi, dodając, że te cechy przydają się w codziennym domowym życiu. - Jeśli jest jakiś techniczny problem w domu, to Ferdynand potrafi go rozwiązać, nawet, jeśli na początku wydaje się to niemożliwe – mówi pani Grażyna.
Jak na pasję modelarza reagują znajomi? - Większość z nich w ogóle się tym nie interesuje. Mam tylko jednego kolegę, który zajmuje się modelarstwem – odpowiada pasjonat.
PODRÓŻ W CZASIE ZE ZNACZKAMI
Sklejanie modeli to nie jedyne jego hobby. Od 1960 r. kolekcjonuje znaczki. Przez ten czas zapełnił już osiem klaserów. Dawniej zbiory pozyskiwał m.in. za pośrednictwem Stanisława Gołoty, nestora szczycieńskich filatelistów i propagatora tej pięknej, choć dziś nieco zapomnianej dziedziny. Obecnie ma wykupiony na poczcie specjalny abonament, dzięki któremu powiększa swoje zbiory. - Zbieram tylko polskie znaczki. Ich oglądanie przywołuje przeróżne wspomnienia, np. te związane z olimpiadami, czy też obchodami ważnych rocznic, jak choćby tysiąclecia państwa polskiego oraz wizytami papieża – mówi pan Ferdynand.
PORTRECISTA OWADÓW
Nasz rozmówca przyznaje, że jego największą pasją jest jednak fotografia. Wszystko zaczęło się od podarowanego mu na Pierwszą Komunię aparatu „Druh”. Początkowo uwieczniał rodzinne uroczystości. Wówczas zdjęcia wywoływało się samodzielnie, do czego potrzebna była wiedza i odpowiedni sprzęt. Obecnie pan Ferdynand fotografuje przyrodę, ze szczególnym naciskiem na owady. Jego makrofotografie można było podziwiać na wielu wystawach w Szczytnie i nie tylko. Swoje prace wysyła też na konkursy, jest laureatem nagród i wyróżnień. Ostatnio zajął III miejsce w konkursie fotograficznym „Książka na wakacjach” zorganizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną.
(ew), (o){/akeebasubs}
