Jedni się cieszą, drudzy złoszczą, jeszcze inni zachowują powściągliwość. W niedzielę wybraliśmy prezydenta, do czego potrzebna była druga tura – co w naszym kraju jest regułą, z jednym wyjątkiem.

Wulgarny finał kampaniiNietrudno nie zauważyć, że od paru lat metody przedwyborczej walki stały się brutalne i zapomniano o szacunku względem osób mających inne niż nasze zapatrywania na sprawy kraju. Oto zestaw zdjęć z minionego tygodnia – widać na nich ślady działań znieważających osoby kandydatów do prezydenckiego fotela (fot. 1) . Można odnieść wrażenie, że w Szczytnie więcej oszpeconych wulgaryzmami lub bazgrołami banerów miał Andrzej Duda. Część banerów wyglądała tak aż do dnia wyborów, część szybko wymieniono.

Czy zawsze wyglądało to w podobny sposób? Z pewnością nie. Z lat 90. ubiegłego wieku, czyli z początków naszej demokracji, „Kurek” pamięta umieszczany niekiedy na ścianach napis „Bułęsa z Balceronem”, który w dowcipny i niewulgarny sposób odwoływał się do dwóch pierwszoligowych wówczas polityków. A oto scenka, którą mniej przed dekadą uchwyciliśmy w patriotycznym miejscu daleko od naszego powiatu – w bezpośrednim sąsiedztwie wiekowego dębu Bartek

(fot. 2). Kartek do drzew przypinać nie można (podobnie jak pisać czegoś na Wałęsę i Balcerowicza po ścianach), ale poglądy polityczne wyrażane są w stonowany sposób. Teraz baner wyborczy trzeba zerwać, porysować, opluć, należy umieścić na nim coś obscenicznego – niektórzy innych środków wyrazu po prostu nie znają.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

MAESTRO GRYWAŁ W SZCZYTNIE

W ostatnim czasie na słupach ogłoszeniowych w Szczytnie próbowały rywalizować z plakatami wyborczymi afisze filmowe (fot. 3). To znak, że do naszego miasta wróciło stacjonarne kino. „Cinema Lumiere” znajduje się bardzo blisko wyburzonego „Juranda”. „Juranda”, w którym całkiem często bywał zmarły w minionym tygodniu światowej sławy kompozytor Ennio Morricone (fot. 4). Włoski maestro muzyki filmowej nie był, rzecz jasna,  w Szczytnie osobiście, ale fani kina mieli okazję wysłuchać w „Jurandzie” pewną część spośród jego ponad 500 filmowych kompozycji. Sławę przyniosły mu oryginalne ścieżki dźwiękowe do hiszpańsko-włoskich westernów, które niekoniecznie były u nas przed półwieczem rozpowszechniane w dystrybucji kinowej. W latach 80. ubiegłego wieku  telewidzowie (także w Szczytnie) śledzili losy bohaterów serialu „Ośmiornica”, do której odpowiednio drapieżną muzykę skomponował właśnie Morricone. Drapieżność z liryką łączył w soundtrackach do wyświetlanych w „Jurandzie” „Nietykalnych”, „Franticu”, „Wilku”, „Na linii ognia” czy „Dawno temu w Ameryce”. 

Co ciekawe, nazwiska tego kompozytora częstokroć nie widzieliśmy na charakterystycznych (do końca lat 80.) polskich plakatach – jak na tym z  ostatniego z wymienionych filmów (fot. 5). Wiele osób zachwyciła muzyka do  „Misji”, którą u nas można było obejrzeć w MDK-u („Jurand” był wówczas remontowany). Warto dodać, że przed rokiem 1989 praktycznie wszystkie zagraniczne  filmy trafiały na polskie ekrany z rocznym bądź kilkuletnim poślizgiem, a do „Juranda” jeszcze co najmniej parę tygodni po krajowej premierze. Dopiero wtedy nasi melomani i kinomani mogli połączyć obraz z ewentualnie wysłuchanym już wcześniej dźwiękiem. Takie to były czasy… Innym paradoksem pozostaje to, że za żadną z wymienionych ścieżek filmowych (niektóre były prawdziwymi muzycznymi dziełami sztuki)  Morricone nie otrzymał Oscara. Przyznano mu go dopiero w 2007 r. za całokształt twórczości, a kilka lat temu uhonorowano w ten sposób jego pracę nad westernem „Nienawistna ósemka”.
Muzyki usłyszeć słowem drukowanym się nie da – pozostaje włączenie soundtracków z muzyką Morriconego  i nostalgiczne przypomnienie wizyt w nieistniejącym „Jurandzie”.  

NA PLAŻY SŁOŃCE NIE PRAŻY

Pogoda w pierwszej połowie lipca raczej nie rozpieszczała, co przełożyło się na frekwencję na szczycieńskiej plaży. Plaży, która trzeba przyznać, jest do sezonu przygotowana naprawdę nieźle. Tuż przy pasażu prowadzącym na molo ustawioną oszkloną tablicę (fot. 6), która swoją stylistyką przypomina tę znajdującą się przy wejściu na plażę od strony ul. Spacerowej. Jak widać, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, teren przeznaczony do opalania się  ogrodzono barierkami, nie zapomniano także o stoliczku z płynem do dezynfekcji. Od strony wspomnianego zjazdu z ul. Spacerowej ustawiono kontenery na śmieci (fot. 7). Wszystko wygląda schludnie  - i tylko pogoda na razie nie rozpieszcza miłośników plażowania.

DARY LASU

Aura była dotychczas niekoniecznie wakacyjna, przez co musiano już np. zmienić plany związane w muzycznymi imprezami pod chmurką.  Rosną jak grzyby po deszczu – mówi stare powiedzenie. Nie imprezy, rzecz jasna, tylko właśnie grzyby. Może więc czas do lasu? Wystarczy odpowiednie zabezpieczenie przed ewentualnymi opadami i można znaleźć tam sporo ciekawego. Po deszczu (i przy stosunkowo wysokiej temperaturze) rosną na razie głównie kurki, które można spotkać niekiedy całymi stadami. W lipcu pojawiają się także i inne gatunki. Oto np. obrazki z leśnego cmentarzyka w Sędańsku – wyrosły tu ładne prawdziwki (fot. 8), których ze względu na specyfikę miejsca zbierać trochę nie wypada. Całkiem nieźle przedstawia się sprawa z jagodami (fot. 9). Niewątpliwie jest ich więcej niż w ubiegłym roku i możemy trafić na prawdziwe pola. Dla części osób to okazja, by poprawić swój domowy budżet, handlując na targowisku lub np. przy drodze w kierunku Warszawy.

MONITORING NIE DZIAŁA

Tydzień temu było o „stanowysku”, dziś o innych słowach, które mogą mieć najwyraźniej alternatywne sposoby zapisu. Wyraz wymawiany mniej więcej jak „kobita” większość osób skojarzy z żartobliwą dzisiaj formą słowa „kobieta”. A czymże może być „obikt”? „Kurek” przyzna, że z podobną wersją dźwiękową dotąd nigdzie się nie spotkał. Tak zapisany wyraz zobaczyliśmy bodaj po raz pierwszy dopiero w miniony weekend, gdy bez żadnej złośliwości spojrzeliśmy przypadkiem na wejście do jednej ze szczycieńskich szkół (fot. 10). Literówki zdarzają się wszędzie, co bardziej uważni znajdą je pewnie i w naszym tygodniku, ale zastanawia nas to, że ktoś przeoczył takie coś najpierw w firmie wykonującej  tabliczkę z napisem, a później w poważnej bądź co bądź placówce, która takie coś u siebie powiesiła. Czcionka przecież jest naprawdę spora, a wyraz do specjalnie długich nie należy. Dłuższe słowo od „obiektu” to „monitorowany”, ale pozbawienie tego wyrazu literki „a” też trudno zrozumieć. Do kompletu przydałaby się jeszcze „uwga”. No cóż, najwyraźniej zabrakło monitoringu…  
Tekst i foto ( w większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}