Wybory do Sejmu i Senatu RP za nami. Znamy już wyniki, których jednych cieszą, innym psują humor. Na krajowej scenie politycznej dojdzie, jak to po wyborach, do pewnych zmian.

A czy pamiętamy wybory w Szczytnie sprzed 4 lat? Godziny głosowania były te same – czyli między 7.00 a 21.00. W niedzielę 25 października 2015 r. mieliśmy jednak więcej lokali wyborczych, bo 24 zamiast obecnych 20. Siłą rzeczy niektóre obiekty, w których głosowano, straciły taką funkcję. Tak stało się np. ze zlikwidowanym Gimnazjum nr 1 (fot. 1), będącym siedzibą aż dwóch komisji. Pojawiły się nowe siedziby, jak Urząd Miejski czy przedszkole na końcu ul. Władysława IV. Część obiektów zmieniła swoją nazwę. I tak budynek Gimnazjum nr 2 został przypisany Szkole Podstawowej nr 6, a Areszt Śledczy stał się po przekształceniach Oddziałem Zamkniętym Aresztu Śledczego w Olsztynie. Większa liczba lokali (11) była przystosowana do przyjęcia osób niepełnosprawnych (10 takich miejsc przed 4 laty). Niektórzy mieli swój lokal pod nosem, inni, choć lokal pod nosem, czyli za ogrodzeniem czy po drugiej stronie ulicy mieli również, nie był on ich. Należało się wtedy wybrać samochodem bądź udać na dłuższy spacer - takie były wyznaczone granice obwodów. Kto inny ponadto władał Szczytnem i podpisywał przedwyborcze obwieszczenia. Przed 4 laty była to Danuta Górska, teraz podpisy składał Krzysztof Mańkowski. Zmiany widzieliśmy również na ulicach. Przed czterema laty walczono o miejsce na tablicach i słupach ogłoszeniowych. Teraz były one nie do końca wykorzystane (fot. 2), przez znaczną część kampanii wręcz puste. Kandydaci spoglądali na swoich wyborców głównie z większych i mniejszych banerów umieszczanych w trochę innych miejscach.
DRZEWNA PRZYTULANKI
„Przytul się do drzewa” – z tym hasłem od paru ładnych lat możemy się co pewien czas zetknąć w rozmaitych mediach. Widoki z fot. 3 nie są ilustracją jakiegoś zjazdu szaleńców. Mają uświadamiać, że przytulanie się do pni dębów, brzóz, jarzębin czy kasztanowców korzystnie wpływa na nasze samopoczucie, pobudza krążenie, ożywia intelekt czy uwalnia od nałogów.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
drzewo (fot. 4). Nocą nie świeci – ostatnio sprawdzaliśmy. Parę metrów dalej mamy lampę ładnie podświetlającą jesienne liście (fot. 5). Ktoś to wszystko po zapewne dokładnych oględzinach miejsca zaprojektował, a ktoś bez mrugnięcia okiem przyjął. Drzewa są także lubiane przez znaki drogowe. Oto np. znak stopu połączony z informacją o przejściu dla pieszych, znajdujący się przy wyjeździe z osiedlowej uliczki w ulicę Leyka (fot. 6). Znak postawiony w słusznym miejscu, ale o koniecznym przycięciu gałęzi ktoś zapomniał. W prawdziwej symbiozie z krzewem żyje za to trójtabliczkowy znak przy wlocie w ul. Spacerową (fot.7). W sezonie, gdy na drzewie pojawiają się kwiaty, jest z pewnością jeszcze lepiej widoczny…
A więc - żyjmy bezpieczniej, jaśniej i przy okazji dłużej.



CO Z TĄ ZŁOTĄ POLSKĄ JESIENIĄ
Przed rokiem od września do października cieszyliśmy się przez większość dni prawdziwą złotą polską jesienią. Nazwa ta nie odnosi się wyłącznie do najpopularniejszej w pierwszej połowie tej pory roku barwy liści, ale i ciepłej, słonecznej pogody, wzmacniającej ową kolorystykę. Najzimniej w pierwszej połowie obecnego października może nie było, ale spacerując czy patrząc z okien, widzieliśmy głównie coś takiego (fot. 8): pluchę, kałuże i różne odcienie szarości.
Padać lubiło głównie nad ranem i wieczorami. Barbara Krafftówna zapewniała przed laty w Kabarecie Starszych Panów, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Nam wydawało się w minionym tygodniu, że w czasie deszczu dzieci przede wszystkim mokną.
Wśród młokosów spieszących w pojedynkę czy grupowo do szkoły bardzo trudno było zauważyć osobę trzymającą w ręku parasol. Co najwyżej jakiś kapturek na głowie. Jeśli taki uczeń nie został podwieziony pod szkołę samochodem, niemal pewne było, że do budynku wejdzie niezbyt suchy. Zastanawia nas, kto takie dzieci wypuszcza na zajęcia i pilnuje, by na czyjeś życzenie się nie przeziębiły.
W weekend na kilka dni wróciła ładna pogoda. Cieplutko i dość słonecznie było w niedzielę. Sporo osób wyruszyło na wyasfaltowany już w całości szlak rowerowy w kierunku Ochódna. Usunięto zakazy ruchu, w odpowiednich miejscach wstawiono słupki blokujące wjazd samochodów i rowerzyści mogli bez stresu podziwiać uroki jesiennej przyrody (fot. 9).
DOM PO PRAWEJ STRONIE
Zapewne spora część osób jeżdżących drogą krajową nr 57 w stronę Warszawy zastanawia się, dlaczego pewien spory budynek, stojący spory kawałek poza strefą zabudowaną Wielbarka (ale znajdujący się w jego granicach administracyjnych), znajduje się tak blisko prawej krawędzi ruchliwej jezdni (fot.10). Gdyby dobudować tu chodnik, byłby on bardzo wąski. No tak, ale warto wziąć pod uwagę fakt, że dom ma już swoje lata i pamięta czasy, gdy tą trasą nie jeździły hałaśliwe TIR-y, autobusy i – szczególnie w sezonie wakacyjnym – całe sznury samochodów osobowych. Tak czy owak, lokalizacja budynku wygląda dość osobliwie, ale nie jest przypadkowa. Grubo ponad półtora wieku temu w byłych Prusach (na tych terenach przecież żyjemy) zaczęto stawiać w bezpośredniej bliskości dróg tzw. domy szosowe. Urzędowali w nich (i mieszkali) dróżnicy, czyli strażnicy drogowi, oraz poborcy opłat za korzystanie z drogi. Ci drudzy byli odpowiedzialni za ściąganie należności za pokonanie określonego odcinka trasy. Ułatwiać pracę miała widoczna za zdjęciu nr 10 spora wypustka w ścianie, niebędącą wyłącznie ozdobą architektoniczną. Wystarczyło przez okno w owym niby-wykuszu wyciągnąć kijek z sakiewką, a osoba przejeżdżająca wozem (były to czasy przedmotoryzacyjne) czy pędząca zwierzęta uiszczała opłatę. Po chwili sakiewka wędrowała w drugą stronę z kwitkiem potwierdzającym, że ktoś nie przedarł się przez strefę domu szosowego na gapę. Utrudniały to zresztą przeciągnięte w poprzek drogi szlabany czy łańcuchy.
Podobny sposób pobierania opłaty „Kurek” widział nie tak dawno na śluzie Guzianka w Rucianem-Nidzie. Poborca kierował w stronę właścicieli czekających w kolejce jednostek pływających (lub osób je wypożyczających) coś w rodzaju siatki na motyle, tam wrzucano monety i po wyrównaniu poziomu wody można było legalnie płynąć dalej. Zainteresowani historycznymi pamiątkami mogą kupić przez Internet XIX-wieczne kwitki wystawiane w domach szosowych. Ich cena przewyższa dziś dawne opłaty – trzeba wysupłać kwotę nawet trzycyfrową.
Domy szosowe straciły swoje znaczenie w roku 1875, gdy zmieniono w Prusach zasady związane z korzystaniem z dróg. Takich domów jest w naszym województwie całkiem sporo. Minęły dziesięciolecia, trasy przemieszczania się coraz nowocześniejszych pojazdów często się nie zmieniły, na drogach położono najpierw bruk, potem asfalt. Swojej pierwotnej funkcji domy szosowe już nie pełnią – i mimo trochę niedogodnej z obecnej perspektywy lokalizacji – zazwyczaj są zamieszkane. Tak jak dom na rogatkach Wielbarka.
Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}
