Rozmowa z Alicją „Bibi” Klenczon

Wykorzystajcie szansę na promocjęMieszkająca w Stanach Zjednoczonych żona Krzysztofa Klenczona, Alicja, jest częstym gościem Dni i Nocy niemal od początku ich istnienia. Obecnie przebywa w Polsce, m.in. w związku z planami wydania przez koncern fonograficzny Warner Bros, który niedawno przejął Polskie Nagrania, utworów męża. Postanowiliśmy zapytać ją, jak z perspektywy czasu ocenia szczycieńską imprezę.

- Jak się Pani podobają tegoroczne Dni i Noce?

- Zauważyłam, że jest mniej ludzi. Niedawno uczestniczyłam w trzydniowym festiwalu Krzysztofa Klenczona w Pułtusku. Obie imprezy mi się podobają, choć uważam, że w Szczytnie zostało to lepiej zorganizowane pod względem wydarzeń towarzyszących. W Pułtusku gdzieś tak do późnego popołudnia nic się nie działo.

- A sam koncert pamięci Krzysztofa Klenczona? Nie brak głosów krytyki, że podczas Dni i Nocy coraz mniej jest akcentów z nim związanych.

- To chciałabym zmienić.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Rozmawiałam już na ten temat z panią burmistrz, niedawno założyłam też fundację imienia Krzysztofa. Wydaje mi się, że jego postać może bardzo dobrze służyć promocji miasta. Tymczasem na tegoroczną imprezę przyjechała kilkunastoosobowa grupa fanów z południa Polski. Wczoraj i dziś (rozmawialiśmy w sobotę – red.) próbowali w Szczytnie kupić gadżety i koszulki z Krzysztofem, ale nigdzie nie mogli ich dostać. Nie wiem, kto tu „zawalił”, bo przecież na tym można zarobić.

- Czy pani zdaniem konkurs piosenki Klenczona w Szczytnie powinien być reaktywowany?

- Uważam, że powinniśmy wrócić do formuły sprzed kilku lat. Odejście od niej to błąd i myślę, że miasto na tym traci. Na podobny konkurs w Pułtusku z roku na rok zgłasza się coraz więcej młodych ludzi, a jego poziom wzrasta, co świadczy o tym, że muzyka Krzysztofa, mimo 34 lat od jego śmierci, wciąż jest popularna.

- Co słychać u rodziny Krzysztofa Klenczona mieszkającej w Stanach?

- Córka Jackie ma sześcioro dzieci, mój najstarszy wnuk niedawno przez dwa tygodnie był w Warszawie. Druga córka Karolina miała przyjechać ze mną do Szczytna, ale ze względu na moją 93-letnią mamę musiała zostać w Stanach. Wybiera się tu jednak w sierpniu. Wtedy pobędziemy trochę na Mazurach i odwiedzimy grób Krzysztofa. W zeszłym roku córki i wnuki odwiedzili Polskę. Bardzo im się tu podoba, zaczynają też trochę mówić po polsku. Zresztą w Visconsin, gdzie obecnie mieszkają, jest wielu Polaków.

Rozmawiała:

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}