Nie milkną echa ubiegłotygodniowej wizyty przedstawicieli stowarzyszenia Helper w Środowiskowym Domu Samopomocy w Jedwabnie. Jak się okazuje, wywieźli oni z budynku nie tylko jego wyposażenie warte pół miliona złotych, ale nawet część prac wykonanych przez podopiecznych. O zwrot mienia gmina będzie teraz walczyć w sądzie.
CZY POLICJA BYŁA BIERNA?
Przypomnijmy. We wtorek 9 stycznia w Środowiskowym Domu Samopomocy pojawili się przedstawiciele stowarzyszenia Helper, na czele z Katarzyną Kaczmarek, żoną prezesa Tomasza Kaczmarka, który kilka dni wcześniej ogłosił swoją rezygnację z tej funkcji. Na podstawie wystawionego przez niego upoważnienia z budynku zabrano wyposażenie warte pół miliona złotych. Członkowie stowarzyszenia nie pogardzili nawet pracami wykonanymi przez uczestników ŚDS. Na miejsce przybyła wezwana przez wójta gminy Jedwabno Sławomira Ambroziaka policja, która jednak nie zapobiegła wywózce sprzętów. Postawa szczycieńskich stróżów prawa spotkała się z krytyką ze strony rzeczniczki wojewody warmińsko – mazurskiego, która zarzuciła im bierność. Czy tak było rzeczywiście? {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Wójt Ambroziak zaprzecza, aby gmina nie posiadała spisu wyposażenia. - Wszystko mamy dokładnie spisane i oszacowane jeśli chodzi o wartość – mówi, dziwiąc się wydanemu przez policję komunikatowi. Zaprzecza też, aby strony doszły do porozumienia.
GMINA ODZYSKAŁA KLUCZE
We wtorek 16 stycznia gmina odzyskała klucze do budynku ŚDS. Wcześniej nie chciał ich wydać prezes Helpera, pomimo kolejnych wyznaczanych mu terminów. - Odzyskanie budynku powoduje, że możemy podjąć wszelkie niezbędne czynności zmierzające do przywrócenia działalności domu jako jednostki samorządowej – mówi wójt. Zdradza, że klucze przekazał mu Tomasz Kaczmarek, występujący nadal w charakterze prezesa Helpera. - Informacje o jego rezygnacji najwyraźniej okazały się nieprawdą. W dalszym ciągu pan Kaczmarek figuruje w Krajowym Rejestrze Sądowym jako prezes Helpera – komentuje Ambroziak. Zapowiada, że wkrótce gmina wystąpi na drogę sądową, aby odzyskać zakupione w ramach dotacji wyposażenie placówki. Na razie budynek jest pusty, ogołocony niemal ze wszystkiego. - W pomieszczeniach zostały tylko grzejniki, zlewy, krany i muszle klozetowe oraz część drobniejszych prac uczestników – opisuje wójt, tuż po obejrzeniu budynku. - Sposób, w jaki postąpiło stowarzyszenie, r odzi pytanie o jego prawdziwe intencje. Czy tak ma wyglądać dobroczynność i charytatywność? - zastanawia się Ambroziak.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
