NISZCZEJĄCE PERŁY ARCHITEKTURY

Klon jest wsią, o której pisano stosunkowo często. Złożyły się na to dwie przyczyny.

Z historii Klonu cz. 5
Klon w trakcie I wojny światowej

Pierwsza to zachowane tu liczne przykłady drewnianego budownictwa. W latach 70. z inicjatywy Lucjana Czubiela - wojewódzkiego konserwatora zabytków, dokonano inwentaryzacji zachowanych chałup oraz oznakowano je jako zabytki i na tym się skończyło. Do dnia dzisiejszego chałupy systematycznie niszczeją. Rozpadły się najciekawsze spośród nich, które można już tylko zobaczyć w wydanej w 1965 r.  książce Franciszka Klonowskiego: „Drewniane budownictwo Warmii i Mazur”, czy na zdjęciach Henryka Hermanowicza i Wacława Kapusty. Na remont drewnianych, będących zabytkami chałup brakuje pieniędzy. Nie każdy też chce w takiej chałupie mieszkać. Wszak wieś to nie skansen a żyjący w niej ludzie chcą mieć nowoczesne i wygodne domy. Najłatwiej więc jest pozostawić takie chałupy samym sobie, by się rozpadły. Dla porządku zaznaczyć jednak trzeba, że część drewnianych obiektów jest nadal zamieszkana i zadbana. Niestety czas będzie robił swoje i jeszcze wiele razy przeczytamy o niszczejących perłach drewnianej architektury w Klonie.

OŚRODEK RUCHU POLSKIEGO

Drugim powodem, dla którego o Klonie pisano często było to, że stanowił on w czasach niemieckich silny ośrodkek ruchu polskiego na Mazurach. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} W 1920 r. w trakcie plebiscytu oddano tu na Polskę tylko 19 głosów. Natomiast za Prusami Wschodnimi, czyli za Niemcami, oddano 887 głosów. Te 19 oddanych na Polskę głosów wydaje się być niewielką liczbą, ale trzeba pamiętać, że bycie za Polską wymagało wielkiej odwagi i wiązało się z bardzo przykrymi konsekwencjami, wśród których była nawet konieczność opuszczenia swojej miejscowości. Dodatkowo w miejscowości, która była znana z dużej aktywności Polaków, Niemcy mocno się przyłożyli i za pomocą propagandy i terroru robili wszystko, by wynik był dla nich jak najbardziej korzystny. Niemniej jednak zdecydowana większość mieszkańców Klonu była wiernymi obywatelami Niemiec.

Po plebiscycie ruch polski w Prusach Wschodnich się załamał, jednak Polacy dalej wspierali tych Mazurów, którzy z Polską sympatyzowali. Między innymi udzielali poprzez Mazurski Bank Ludowy w Szczytnie korzystnych pożyczek. Aby temu przeciwdziałać utworzono w Klonie w 1928 r. z inicjatywy Karla Schwiddera niemiecką kasę oszczędnościowo-pożyczkową.

NIEUDANE PRÓBY ZAŁOŻENIA POLSKIEJ SZKOŁY

Już w 1929 r. rozpoczęły się próby utworzenia polskiej szkoły w Klonie. W 1931 r. za jej utworzeniem bezskutecznie agitowali Fryderyk Piotrowski z Suchorowca oraz Gotfryd Linka z Wawroch. Polacy nie poddawali się i w 1935 r. Wilhelm Graborz podjął kolejną, również bezskuteczną, próbę założenia polskiej szkoły. Ostatnią próbę założenia polskiej szkoły podjął w 1936 r., po powrocie z zachodnich Niemiec, Jan Dopadka. Był on znanym działaczem mazurskiem i prezesem Związku Polaków na terenie Mazur. Chciał, by do planowanej szkoły chodziły dzieci katolickie. Jego sprzymierzeńcem w tej sprawie był ksiądz Ziemecki. Udało się nawet zebrać sporą grupę dzieci chętnych do nauki w tej szkole. Jednak Niemcy wyznawali zasadę, że żadne mazurskie dziecko nie może być Polakiem. Stosowano różnego rodzaju presję na rodziców deklarujących chęć posyłania dzieci do polskiej szkoły. Wobec nich stosowano najczęściej szantaż ekonomiczny, natomiast dzieci były prześladowane przez swoich rówieśników. W nocy z 30 na 31 marca 1937 r. zebrał się 50-osobowy tłum domagający się opuszczenia przez rodzinę Dopadków Klonu. Po tym incydencie Dopadka, wobec zagrożenia bezpieczeństwa własnej rodziny, przeniósł się do Szczytna.

EXODUS MAZURÓW

W Klonie działało również koło Towarzystw Młodzieży. Związani z nim Hasselbergowie (ojciec i syn) zostali przez nazistow zamrodowani. Funkcjonowała tu też niewielka polska biblioteka. Warto też dodać, że 3 marca 1877 r. urodził się w Klonie Jan Lippert, mazurski działacz społeczny i narodowościowy.

W Klonie bez wątpienia była spora grupa Mazurów, która zdecydowanie bardziej czuła się Polakami niż Niemcami. Jednak w państwie niemieckim nie mieli szansy zachowania swojej tożsamości. W 1945 r. nazistowskie Niemcy upadły, a Mazury przyznane zostały Polsce. Do Klonu zaczęli napływać osadnicy z sąsiedniej Kurpiowszczyzny i zajmowali opuszczone gospodarstwa. W latach 50. i 60. żyło w Klonie jeszcze sporo mazurskich rodzin. Z żalem patrzyły one na to, co się z ich wsią dzieje. Wspominano przedwojenny dobrobyt, gdy poziom życia na wsi bardzo się podniósł. Mazurzy patrzyli jak nowi osadnicy niszczą gospodarstwa. W reportażu z 1958 r. podsumowano to następująco: dawni parobkowie są teraz panami na gospodarstwach swoich dawnych pracodawców. Ci nowi gospodarze nie potrafili gospodarować na takim poziomie jak Mazurzy. Nie sprzyjał temu system polityczny, poczucie tymczasowości i wyniesione z Kongresówki, z biednych Kurpi nawyki. Ostatecznie w latach 70. Mazurzy wyjechali. Klon opuściły nawet rodziny związane przed wojną z ruchem polskim.

Witold Olbryś{/akeebasubs}