Tegoroczna susza dała się mocno we znaki rolnikom. Rekompensatą w przypadku strat większych niż 30% ma być pomoc ze środków unijnych. Szacunkami zajęły się specjalne komisje. Zdaniem rolników kryteria, jakimi się one posługiwały, były niezrozumiałe i nie oddawały rzeczywistych strat poniesionych przez gospodarzy.

Z każdej strony wiatr w oczy

WYPALONE ŁĄKI

Najwięcej skarg otrzymaliśmy od hodowców bydła z okolic Wielbarka. Tamtejsze ziemie są piaszczyste, głównie V i VI klasy. To powoduje, że woda nie utrzymuje się w glebie i gdy brakuje opadów, jej niedobór staje się od razu odczuwalny.

Jednym z rolników mieszkającym na kolonii Wielbark, których mocno dotknęła susza jest Krzysztof Krawczyk. Utrzymuje się on z hodowli bydła mlecznego. W poprzednich latach oddawał mleko w ilości 12 – 13 tys. litrów rocznie, w tym zaledwie 4 tys., bo nie miał czym karmić krów.

- Siano z pierwszego pokosu, które miało iść na kiszonki dałem krowom, bo pastwiska i łąki w tym czasie wypaliło do cna – skarży się rolnik.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Siano jednak szybko się skończyło, więc został zmuszony do zredukowania stada liczącego 8 krów do 4 sztuk. Niewiele to jednak pomogło, bo nie zebrał w ogóle drugiego pokosu i paszy brakuje nadal. Dopiero obecnie trawa odrasta, choć jest jeszcze za niska, by mogła zebrać ją kosiarka.

Szkody wywołane suszą ocenia na ponad 70%, bo w ubiegłym roku sprzedał ok. 13 tys. litrów mleka, a w bieżącym zaledwie 4 tys. Tymczasem w protokołach komisji, która szacowała jego gospodarstwo, wyszło, że poniósł jedynie 18% strat i pomocy żadnej nie otrzyma.

- Jak to możliwe? - pyta.

Podobne problemy zgłaszają także inni rolnicy, m. in. państwo Mrozowie z Wielbarka oraz Krzysztof Majewski z miejscowości Wyżegi.

- W zeszłym roku ze swoich łąk zebrałem 13 bel siana, w obecnym zaledwie 2 – żali się pan Krzysztof. On również prowadzi hodowlę bydła mlecznego. Do tej pory sprzedawał przeciętnie 100 tys. litrów mleka. W tym roku nawet jednej czwartej tego nie udało mu się osiągnąć. Dodaje, że produkcja mleka załamałaby się całkiem, gdyby nie to, że wydzierżawił dodatkowe grunty. Dzięki temu miał gdzie wypasać krowy i utrzymał liczebność stada. Poniósł jednak dodatkowe niemałe koszty, ale to w ogóle nie było brane pod uwagę podczas szacowania strat z powodu suszy. Także i w jego przypadku komisja wyliczyła je na mniejsze niż wymagane 30%. Był już zdecydowany sprzedać część bydła, ale za krowy wychudzone z powodu braku paszy oferowano mu jedynie 1000 zł za sztukę, przy dotąd obowiązującej cenie ok. 4000 zł. Żali się, że rolnikowi z każdej strony wieje wiatr w oczy. Przejął on gospodarstwo od ojca, bo lubi prace na roli. Sądził, że przynajmniej jeden jego syn pozostanie w gospodarstwie, ale obaj wyemigrowali już na Zachód.

ROZPORZĄDZENIE WOJEWODY I TYLE!

Komisje ustalające straty składały się z pracowników gminnych i Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Szczytnie.

- Ustalanie strat w przypadku produkcji roślinnej jest proste, wystarczy oszacować stan upraw – tłumaczy nam Jolanta Falarz, kierownik Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Szczytnie. Natomiast jeśli chodzi o producentów, to pod uwagę brane są nie tylko straty np. w zbiorze siana, ale i poniesione w całym gospodarstwie. Najpierw komisje ustalały średnią dochodu danego producenta z trzech ostatnich lat i na tej podstawie, porównując rok bieżący, wyliczały straty. Kierownik przyznaje, że nie jest to do końca zrozumiałe, ale takie są wytyczne wojewody i tego musi trzymać się Powiatowy Zespół Doradztwa Rolniczego.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}