W tym roku Polska jest jednym z ulubionych wakacyjnych kierunków Czechów. Najchętniej wybierają odpoczynek nad polskim morzem, ale okazuje się, że nie tylko. Prowadzony w Jedwabnie rodzinny kemping państwa Biernackich przeżywa tego lata istny najazd naszych południowych sąsiadów, którzy dzięki pobytowi tutaj odkrywają piękno Mazur.

Za co Czesi pokochali Jedwabno?
Rodzinny kemping państwa Biernackich (na zdjęciu od prawej Stanisław, jego żona Anezka i syn Svatopluk) przyciąga coraz więcej turystów z Czech, którzy dzięki pobytowi w Jedwabnie i okolicach poznają uroki Mazur

MODA NA POLSKĘ

Czesi coraz chętniej decydują się na spędzenie wakacji w Polsce. Potwierdzają to dane biur podróży i organizacji turystycznych, które szacują, że zainteresowanie wypoczynkiem w naszym kraju u sąsiadów z południa znacząco wzrosło w porównaniu z poprzednimi latami. Czesi odkryli polskie morze i to tam najczęściej spędzają urlopy. Jednym z powodów jest to, że popularna dotąd wśród nich Chorwacja stała się zbyt droga ze względu na inflację oraz wejście do strefy euro. Okazuje się jednak, że Czesi wybierają nie tylko morskie kurorty, ale i Mazury, w tym powiat szczycieński.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Niewiele osób pewnie wie, że nasi południowi sąsiedzi upodobali sobie także Jedwabno. Tłumnie przyjeżdżają tu na rodzinny wypoczynek do kempingu „Mazury Kemp” prowadzonego przez polsko – czeską rodzinę państwa Biernackich. Jego właścicielem jest Svatopluk Biernacki, a pomagają mu tata – Stanisław i mama Anežka.

POLSKO – CZESKI KEMPING

Wszystko tak naprawdę zaczęło się od pana Stanisława, który pochodzi z Jedwabna. W 1973 r., mając 23 lata, wyjechał do Czech na kontrakt jako pracownik olsztyńskiej fabryki opon samochodowych. Miał tam pozostać 18 miesięcy, ale los sprawił, że stało się inaczej. W Czechach poznał swoją przyszłą żonę i założył rodzinę. Jak mówi, nie był wtedy jedynym Polakiem, który związał się z Czeszką. Wraz z bliskimi zamieszkał w położonej na Morawach miejscowości Otrokovice w kraju (odpowiednik polskiego województwa) zlińskim. - To miasto zbliżone wielkością do Szczytna – mówi pan Stanisław.

W Jedwabnie pozostała jego najbliższa rodzina, w tym rodzice. Po ich śmierci odziedziczył działkę, którą następnie przekazał jednemu ze swoich synów, Svatoplukovi. Ten pięć lat temu założył na niej kemping „Mazury Kemp”. Pomysł na ten biznes zrodził się podczas jego rowerowych wypraw z kolegami na Mazury. - Pomyślałem, że trzeba coś w końcu z tą działką zrobić. I tak najpierw postawiłem tam jeden domek holenderski, a za rok dwa kolejne – wspomina pan Svatopluk.

CISZA I SPOKÓJ ZAMIAST TECHNO

Kemping funkcjonuje od początku maja do końca sierpnia. Mogą tu wypoczywać zarówno miłośnicy turystyki rowerowej, jak i osoby podróżujące kamperami, czy motocyklami. Oczywiście jest też możliwość rozbicia namiotów. Jak mówią ojciec i syn, zależało im na tym, aby ich kemping miał rodzinny charakter. - Nie chcieliśmy tu głośnych dyskotek i muzyki techno – zaznacza pan Stanisław. Miejsce to staje się bardzo popularne wśród Czechów, którzy cenią sobie ciszę i spokój. W tym roku ich liczba na kempingu jest rekordowa. Obecnie stanowią oni ok. 90% wypoczywających tu turystów. „Mazury Kemp” to dla nich doskonała baza wypadowa do innych miejscowości położonych na Mazurach, np. Mikołajek, ale nie tylko. - Nocując u nas, zwiedzają Malbork, Gierłoż, a nawet wyjeżdżają nad morze – mówi pan Stanisław. Dodaje, że wiadomości o kempingu Czesi przekazują sobie tzw. pocztą pantoflową. Ci, którzy tu już byli, opowiadają o tym znajomym, którzy, zachęceni, przejeżdżają na wypoczynek. Wakacjom na kempingu sprzyja też panująca wśród naszych południowych sąsiadów moda na organizowanie letnich zjazdów rodzinnych. - Zjeżdżają się wtedy w jedno miejsce z różnych miejsc zamieszkania i spędzają razem czas w domkach albo pod namiotami – opowiada właściciel kempingu. W tym roku do Jedwabna przyjechała grupa Czechów z dziećmi w wieku od 7 do 15 lat. Szybko znalazły one wspólny język z polskimi rówieśnikami. - Na boisku szkolnym rozegrały nawet mecz Polska – Czechy – opowiada ze śmiechem pan Stanisław.

MAZURY TO NIE FINLANDIA

Co przyciąga Czechów na Mazury? - Tu jest po prostu pięknie – odpowiada pan Svatopluk. Jego tata dodaje, że są zauroczeni jeziorami i lasami, po których mogą odbywać przejażdżki rowerowe. Właściciele kempingu chętnie podpowiadają, gdzie warto pojechać i jakie miejsca zwiedzić. Pan Stanisław wspomina, że jeszcze niedawno Czesi mieli małą wiedzę na temat Warmii i Mazur. Nazwa „kraina tysiąca jezior” kojarzyła się im z … Finlandią. To z kolei nie zachęcało ich wcale do przyjazdu, bo sądzili, że nasz region leży na dalekiej północy i panuje tu zimno. - Często musiałem tłumaczyć Czechom, że klimat na Mazurach jest podobny do tego u nich – mówi pan Stanisław. Wyjazdy do Polski nie były popularne również dlatego, że do niedawna wśród Czechów panowało przekonanie, że nasze drogi są w złym stanie, podobnie jak transport publiczny. Dopiero przyjeżdżając tu, zmieniają zdanie. Pan Stanisław zwraca uwagę na dogodne połączenia kolejowe, które w krótkim czasie pozwalają dotrzeć choćby do Działdowa.

PIWO TYLKO Z PIANĄ

Czesi to nasi bliscy sąsiedzi, ale tak naprawdę niewiele o nich wiemy. Pan Stanisław, który ma podwójne, polsko – czeskie obywatelstwo uważa, że obie nacje mają podobną mentalność. - Czesi są bardzo dowcipni, mają niezwykłe poczucie humoru, a do tego barwny język – mówi. Różnią się od Polaków tym, że są zdecydowanie mniej religijni. Nasi południowi sąsiedzi uchodzą za wielkich miłośników i znawców piwa. - Najbardziej lubią je z nalewaka, a u nas nie każdy umie je prawidłowo nalewać – zauważa pan Stanisław. Złocisty napój najlepiej smakuje im z obfitą pianą. - Musi być gęsta jak śmietana – śmieje się nasz rozmówca. Czechom bardzo smakują polskie wędliny oraz … cukierki.

PRZEŁAMAĆ HISTORYCZNE LODY

Jaki Czesi mają stosunek do Polaków? Pan Stanisław uważa, że relacje między nami popsuły się w czasach PRL-u. Wielu naszych południowych sąsiadów wciąż pamięta rok 1968, kiedy wojska Układu Warszawskiego, w tym polskie, brały udział w zdławieniu praskiej wiosny. - Tłumaczę Czechom, że to nie Polacy o tym decydowali, ale robił to za nas ktoś inny – mówi pan Stanisław. Negatywnie na naszych relacjach odbiło się inne historyczne wydarzenie, niechlubne dla Polski, kiedy to w 1938 r. wojsko polskie zajęło Zaolzie. - Za to nie dostałem kiedyś śmietany w sklepie. Starsza pani ekspedientka, jak usłyszała, że jestem Polakiem, powiedziała, że mi jej nie sprzeda. Był to dla mnie szok, bo ja o tym Zaolziu niewiele wiedziałem – wspomina nasz rozmówca.

Niewykluczone, że zainteresowanie Czechów wypoczynkiem w Polsce pozwoli ostatecznie przełamać historyczne lody. Fakt, że w Jedwabnie wypoczywa ich tak wielu, skłonił wójta Sławomira Ambroziaka do podjęcia działań zmierzających do nawiązania partnerskich kontaktów z którymś z czeskich samorządów. Pomoc w pośredniczeniu zadeklarowali już panowie Stanisław i Svatopluk Biernaccy.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}