Choć od likwidacji nielegalnego przejścia przez tory na wysokości ulicy Leśnej upłynął już blisko rok, to mieszkańcy wciąż nie mogą się z tym pogodzić i nie stosują się do zakazów nałożonych przez PKP. Za pośrednictwem radnej domagają się jego zalegalizowania. Szczycieńska policja przyznaje, że problem jest poważny, bo istniejąca sytuacja zagraża bezpieczeństwu.

Zalegalizujcie nam przejście
Wykopane przez kolejarzy rowy nie powstrzymują mieszkańców, którzy nadal korzystają z nielegalnego przejścia

ŁAMIĄ KOLEJOWY ZAKAZ

„Dzikie” przejście przez tory kolejowe prowadzące na lotnisko w Szymanach na wysokości ulicy Leśnej funkcjonuje od niepamiętnych czasów. Na pierwszy rzut oka do niedawna miało nawet pozory legalności, bo na sąsiadującej z nimi działce czynem społecznym położono chodnik oraz zainstalowano oświetlenie. Mieszkańcy osiedla Kochanowskiego oraz Leśnego Dworu często skracają sobie tędy drogę do kościoła, bo najbliższe przejścia są znacznie oddalone. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Ostatnio pojawił się jednak problem. Wiosną ubiegłego roku kolej podjęła w całym kraju działania zmierzające do likwidacji tego typu miejsc. Przedstawiciele PKP powoływali się przy tym na względy bezpieczeństwa. Z obu stron przejścia wykopano rów, aby uniemożliwić pokonywanie torów przez miejscowych. Kolej ustawiła również znaki ostrzegawcze, jednak te szybko zniknęły. Rowy są notorycznie rozkopywane, a znajdujące się tam kamienie usuwane. Piesi, udający się do kościoła, jak pokonywali, tak nadal pokonują nielegalnie przejście. - Mamy bardzo duży problem z mieszkańcami, którzy tamtędy chodzą – przyznaje st. asp. Krzysztof Zygmuntowicz, p.o. naczelnika Wydziału Prewencji Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie. Dodaje, że funkcjonariusze wielokrotnie pilnowali tego przejścia, a ostatnio pojawiła się tam nawet Straż Ochrony Kolei. Przedstawiciel szczycieńskiej komendy ostrzega, że policjanci będą reagować na każde zgłoszenie dotyczące naruszania w tym miejscu przepisów.

TRZEBA LUDZIOM WYJŚĆ NAPRZECIW

Radna Agnieszka Kosakowska wzywa władze miasta do podjęcia działań zmierzających do legalizacji przejścia. Wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk obawia się, że na przeszkodzie mogą stanąć kolejowe przepisy

Mieszkańcy o likwidacji przejścia nie chcą słyszeć. Ostatnio wystąpili do radnej miejskiej Agnieszki Kosakowskiej, aby w ich imieniu złożyła interpelację do burmistrz Szczytna dotyczącą przejścia przez tory. Domagają się, aby władze miasta pisemnie wystąpiły do kolei o jego zalegalizowanie. - Mieszkańcy chodzą tamtędy od lat do kościoła. Skoro widzimy tak dużą determinację i upór z ich strony, to należy im wyjść naprzeciw – argumentuje radna. Podpowiada miejskim decydentom, aby ci najpierw porozumieli się z prywatnym właścicielem gruntu sąsiadującego z torami. Mając prawo do tego terenu, jak argumentuje, miasto mogłoby podjąć już konkretne rozmowy z PKP. Wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk odpowiada jednak, że problem leży gdzie indziej. - Na przeszkodzie w zalegalizowaniu przejścia stoją przepisy kolejowe, które zabraniają ich lokalizowania w określonej odległości od istniejących już przejazdów – tłumaczy wiceburmistrz. W tym konkretnym przypadku najbliżej znajdują się dwa przejazdy – jeden strzeżony na ul. Kochanowskiego, drugi, niestrzeżony na ul. Leśnej. Kaczmarczyk dodaje, że PKP kieruje się również wytycznymi związanymi z ruchem pociągów na lotnisko w Szymanach.

NIEZROZUMIAŁY UPÓR

Postulaty zgłaszane przez mieszkańców popiera także sołtys Leśnego Dworu Teresa Siemiątkowska. Jej zdaniem przejście przez tory na wysokości ul. Leśnej jest bardzo potrzebne. Po objęciu w ubiegłym roku funkcji, prowadziła rozmowy z koleją, ale od jej przedstawicieli usłyszała te same argumenty, które przywoływał wiceburmistrz. Zdaniem sołtys, upór kolejarzy jest niezrozumiały. - Trudno ludzi odzwyczaić od tego, do czego przez lata przywykli. Nie wiem, czy nie byłoby bezpieczniej iść im na rękę i zalegalizować to przejście, niż trwać przy tym, co mamy obecnie – mówi Teresa Siemiątkowska.

(ew){/akeebasubs}