W mroźne zimy, gdy na Jeziorze Leleskim zalega gruba warstwa lodu, ktoś wycina na nim trzcinę. Być może nikt nie zwróciłby na to większej uwagi, gdyby nie fakt, że resztki pozostawionego surowca zaśmiecają plażę na polu biwakowym prowadzonym przez Romana Starczaka. Ponosi on koszty sprzątania, które sięgają nawet kilku tysięcy złotych.

Zaśmiecona plaża
Roman Starczak jest zbulwersowany tym, że osoby wycinające trzcinę czerpią z tego zyski, a on ponosi wysokie koszty związane ze sprzątaniem po nich swojej plaży

GRUBĘ TYSIĄCE ZA SPRZĄTNIE

Roman Starczak jest mieszkańcem Pasymia, ale od wielu lat prowadzi pole biwakowe nad Jeziorem Leleskim, przy drodze z Gromu do Elganowa. Tę z pozoru spokojną działalność, zakłócają mu osoby wycinające na akwenie trzcinę. - Dzieje się to zazwyczaj w mroźne zimy, gdy na jeziorze jest gruby lód – mówi pan Roman. Prowadzący wycinkę robią to bez wymaganych pozwoleń, a sposób ich działania pozostawia wiele do życzenia. - Zabierają tylko odpowiadającą im trzcinę i wywożą ją. Połamane resztki zostawiają. Kiedy przychodzi wiosna, to wszystko spływa z wodą na plażę – opowiada pan Roman. Ilości zalegających odpadów są ogromne.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Właściciel pola wspomina, że cztery lata temu zebrało się aż sześć przyczep traktorowych połamanej trzciny plus dziesięć przyczepek samochodowych. - Ręcznie czy przy pomocy wideł nie da się tego usunąć, dlatego musiałem wynająć traktor z urządzeniem do ładowania obornika – wspomina. Koszt uprzątnięcia plaży sięgnął wtedy ok. 4 tys. złotych.

BEZSKUTECZNE INTERWENCJE

Właściciel pola biwakowego zgłosił problem władzom gminy Pasym, starostwu, interweniował nawet w Urzędzie Wojewódzkim, a także u dzierżawcy jeziora, Kompanii Mazurskiej. Bez skutku. Urzędnicy poradzili mu jedynie, by zawiadomił policję. - Policjant powiedział, że jak znajdę świadków, którzy wskażą sprawcę, to zostanie on ukarany mandatem i zobowiązany do uprzątnięcia plaży – relacjonuje pan Roman. Udało mu się wprawdzie taką osobę znaleźć i skłonić do złożenia zeznań, ale po kilku dniach rozmyśliła się, obawiając zemsty ze strony tych, którzy wycinają trzcinę. Nasz rozmówca podejrzewa, że ktoś, kto się tym zajmuje, sprzedaje pozyskany surowiec, czerpiąc z tego korzyści. Trzcina jest bowiem cenionym materiałem dekarskim, służy do pokrywania dachów domów. - Najbardziej bulwersuje mnie, że on na tym zarabia, a ja ponoszę dodatkowe koszty – skarży się pan Roman.

Wycinanie trzciny wymaga uzyskania pozwolenia wodno – prawnego. Jeszcze do niedawna ich wydawanie należało do kompetencji starostwa. Według wiedzy uzyskanej przez Romana Starczaka, zgody na wycinkę trzciny w Elganowie nigdy ono nie wydawało. Z początkiem tego roku w życie weszła nowa ustawa Prawo wodne. Zgodnie z jej zapisami, wycinanie trzciny zostało zakwalifikowane jako szczególne korzystanie z wód. Pozwoleń na to nie wydają już starostwa, lecz nowo powstały twór, Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie” działające poprzez regionalne zarządy zlewni.

(ew), (o){/akeebasubs}