Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Wileńsko – Nowogródzkiej jest jedną z prężniej działających organizacji pozarządowych w Szczytnie. Jego członkowie od trzydziestu lat krzewią wśród mieszkańców, w tym także młodzieży, wiedzę na temat Kresów Wschodnich II Rzeczpospolitej, inicjują szereg wydarzeń o charakterze naukowo – kulturalnym i, co szczególnie ważne, podtrzymują więzi z rodakami żyjącymi na Litwie, Ukrainie i Białorusi.
IMPULS PRZYSZEDŁ Z OLSZTYNA
Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Wileńsko – Nowogródzkiej w Szczytnie istnieje już 30 lat. Wszystko zaczęło się na fali przemian ustrojowych po 1989 r. Wtedy w Polsce, po latach komunizmu, zainteresowanie Kresami oraz tęsknota za nimi urodzonych tam ludzi, dały impuls do tworzenia lokalnych stowarzyszeń skupiających kresownian oraz miłośników tych ziem. Ważnym i silnym ośrodkiem środowisk kresowych, głównie związanych z Wileńszczyzną, był w tamtym okresie Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tam właśnie zaczęto inicjować tworzenie towarzystw kresowych. Jedno z nich w krótkim czasie powstało również w Olsztynie, z czasem ich działalność zaczęła się rozwijać też w mniejszych miastach.
W styczniu 1990 r. przedstawiciele olsztyńskiego Towarzystwa przyjechali do Szczytna, by zaproponować założenie tu takiej organizacji. Na pierwsze spotkanie, które odbyło się w Domu Nauczyciela, zaproszono wielu nauczycieli, w tym historyków. W tym gronie znalazła się m.in. Janina Surgał, późniejsza prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Wileńsko – Nowogródzkiej, która sprawuje tę funkcję od 1992 r. do dziś. – Na pierwszym zebraniu od razu jednomyślnie podjęto decyzję, aby również w Szczytnie utworzyć towarzystwo kresowe. Zapisali się wówczas do niego pierwsi członkowie, których było około dwudziestu – wspomina Janina Surgał.
PACZKI DLA RODAKÓW
Jednym z głównych celów Towarzystwa było nawiązanie kontaktów z rodakami mieszkającymi na Litwie, ale też Ukrainie i Białorusi, czyli na swojej rodzinnej ziemi, ale już nie w ojczyźnie. W tamtym okresie borykali się oni z wieloma problemami. – Żyło im się źle. Dlatego postanowiliśmy ich wspomóc poprzez przygotowywanie paczek z pomocą materialną – opowiada prezes. W pierwszej kolejności potrzebna była żywność i odzież. Paczki dla rodaków z Kresów przygotowywano w świetlicy w nieistniejącej już Biblioteki Pedagogicznej, będącej pierwszym miejscem spotkań szczycieńskiego Towarzystwa. – Tam nasi członkowie przynosili produkty i tam je pakowali. Ustalali też adresy osób, do których pomoc miała trafić – mówi pani Janina. Wspomina, że jednym z najbardziej aktywnych wówczas członków był pochodzący z Nowogródka Józef Wojnicki. – Bardzo pragnął, aby te paczki trafiły jak najszybciej do jego rodzinnej miejscowości – mówi prezes. Podkreśla, że pierwszy okres działalności charakteryzowała wielka radość z tego, że wreszcie, po latach, można było się spotkać z rodakami mieszkającymi na Kresach i nawiązać z nimi kontakty.
WSPÓŁPRACA Z MŁODZIEŻĄ
Od samego początku Towarzystwo koncentrowało się również na działalności edukacyjnej. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Ważną kartą w działalności szczycieńskiej organizacji było zainicjowanie powstania w Zespole Szkół nr 3 Koła Młodych Miłośników Kresów. Prowadziła je nauczycielka historii Krystyna Gełdon, która jest także członkinią Towarzystwa. Po jej odejściu na emeryturę opiekunką Koła została inna historyczka, Elżbieta Weichhaus. Wspólnie z młodzieżą przygotowano kilka sympozjów poświęconych tematyce kresowej, w tym m.in.: zbrodni na Wołyniu, przesiedleniom Polaków z Kresów, Sybirakom czy syberyjskim losom polskich dzieci w czasie II wojny światowej. Inną formą przekazu wiedzy o Kresach były konkursy dla młodzieży licealnej i gimnazjalnej oraz wycieczki do Wilna, w których brali udział nie tylko członkowie Towarzystwa.
DNI KRESOWE
W 1995 r., po raz pierwszy, wspólnie z Instytutem Historyczno – Społecznym Związku Gmin Mazurskich „Jurand” zorganizowano Dni Kresowe – imprezę, która przez 21 lat gromadziła liczną publiczność i cieszyła się ogromną popularnością wśród mieszkańców Szczytna i powiatu. Świadectwem tego była zapełniona do ostatniego miejsca sala widowiskowa MDK-u podczas kresowych koncertów. Jak wspomina Janina Surgał, początkowo odbywały się one bez udziału polskich zespołów z Litwy, Ukrainy i Białorusi. Pierwszy, złożony z dzieci z Wileńszczyzny, przyjechał do Szczytna w 1997 r. Wraz z nimi na Dni Kresowe przybył ich opiekun, Władysław Korkuć, postać mająca ogromne zasługi w obronie polskości w okresie komunizmu, prześladowany w latach stalinowskiego terroru. – Był to także ws paniały muzyk, twórca niezliczonej ilości zespołów muzycznych. Jego wielkim pragnieniem było, aby występujące w nich dzieci przywieźć do Polski – opowiada Janina Surgał.
Podczas Dni Kresowych mieszkańcy Szczytna i okolic mieli okazje, by obejrzeć najznamienitsze polskie zespoły artystyczne z Litwy, Białorusi i Ukrainy. Koncertom towarzyszyły wystawy, loteria fantowa, bufet, a także stoisko z prasą i literaturą kresową. W ciągu ponad 20 lat w ramach imprezy do Szczytna przyjeżdżali wileńscy artyści i dziennikarze, którzy prezentowali tu swoją twórczość. Ważnym elementem kresowego święta były również msze w intencji kresowian w kościele Św. Brata Alberta z udziałem przybyłych gości oraz mieszkańców miasta. Organizację Dni Kresowych, a także działalność Towarzystwa w pierwszych latach wspierał ówczesny burmistrz Paweł Bielinowicz, który wraz z Janiną Surgał prowadził koncerty w MDK-u. Za jego kadencji, właśnie przy okazji tego wydarzenia, Szczytno nawiązało partnerską współpracę z Solecznikami w Rejonie Wileńskim, trwającą zresztą do dziś.
Od kilku lat Dni Kresowe się nie odbywają – zastąpiły je organizowane na przełomie lutego i marca „Kaziuki”.
POD OPIEKĄ OSTROBRAMSKIEJ PANI
Towarzystwo kultywuje szczególną cześć patronki Kresów – Matki Boskiej Ostrobramskiej. To właśnie kresowiacy zainicjowali Jej kult na Warmii i Mazurach, przybywając na te ziemie w 1945 r. i później. – Różnych rzeczy można było zapomnieć, wyjeżdżając z Kresów, ale nie obra zu Matki Boskiej Ostrobramskiej – mówi Janina Surgał. Przez 11 lat, od 2008 do 2019 r. zawsze w maju, członkowie Towarzystwa odbywali wycieczki regionalno – sakralne do miejsc na Warmii i Mazurach, gdzie ten kult się rozwinął. Na trasie znalazły się m.in.: Olsztyn, Pieniężno, Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, Stoczek Klasztorny, Reszel, Święta Lipka, Gietrzwałd i Frombork. Wyprawy te miały nie tylko charakter religijny, ale też stanowiły okazję do spotkań z ciekawymi ludźmi, pasjonatami i kolekcjonerami mieszkającymi w danej miejscowości.
KRESOWE ZAKĄTKI
Członkowie Towarzystwa starają się upamiętnić Kresy w Szczytnie także w symboliczny sposób. Z ich inicjatywy jednej z ulic nadano nazwę Wileńskiej, a pobliskiemu rondu – Kresowiaków. Z kolei przy parafii pw. Św. Brata Alberta, której proboszczem jest ks. Lech Lachowicz, kapelan szczycieńskich kresowian, powstała kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej. Przy parafii obecnie mieści się także siedziba Towarzystwa. Tam też odbywają się spotkania i sympozja historyczne. – Wszystkie te miejsca symbolizują więź z rodakami spoza granic i są miłym akcentem dla mieszkańców Szczytna o kresowym rodowodzie – zauważa prezes.
Jubileusz Towarzystwa zbiega się z 75. rocznicą pierwszego transportu do Szczytna przybyszów z Kresów. Dotarł on do zniszczonego przez Armię Czerwoną miasta 15 czerwca 1945 r. Zatrzymał się na rampie kolejowej przy dzisiejszej ul. Towarowej, sąsiadującej z ul. Wileńską. Janinie Surgał marzy się upamiętnienie także i tego miejsca.
Z KRESÓW BIJE MAGNETYZM SERCA
Na przestrzeni lat działalność Towarzystwa wspierały władze samorządowe. Jak podkreśla prezes, współpraca układała się bardzo dobrze niezależnie od tego, kto aktualnie rządził miastem. Czym tłumaczy ten sprzyjający klimat? – My reprezentujemy takie wartości jak polskość, pamięć i historię, a im nie można przecież nic zarzucić – odpowiada.
Obecnie Towarzystwo liczy ponad 40 członków. Jego zarząd tworzą: Janina Surgał – prezes, Danuta Legowicz – wiceprezes, Krystyna Gełdon – sekretarz, Antonina Adamska – skarbnik, Bożena Dermont – członek. Co ciekawe, sama szefowa stowarzyszenia, nie ma kresowych korzeni – pochodzi z Małopolski. – Mimo to Kresy są obecne w mojej rodzinie – mówi pani Janina. W Towarzystwie działa jeszcze więcej osób, które nie mają kresowych korzeni. Przyciąga je tam coś innego. – Jak ktoś pozna Kresy, pojedzie choć raz do Wilna, to jest już z nimi związany na całe życie i chce tam wrócić. Z Kresów bije po prostu magnetyzm serc – tłumaczy ten fenomen Janina Surgał.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
