Pierwszego maja, mając nieco więcej czasu niż zwykle, sięgnąłem do Internetu, aby poczytać komentarze na stronie Kurka Mazurskiego. Szczerze powiem, że to dla mnie fantastyczna sprawa, iż komuś nie tylko chce się przeczytać co kto napisał, ale także zabrać głos w sprawie. Akurat tym razem trafiłem na komentarze do wypowiedzi mojej żony i moich, toteż chętnie włączę się w dyskusję sześciorga internautów. W dyskusji jak to w dyskusji każdy ma trochę racji i jak pouczał mnie w dzieciństwie ojciec prawda zawsze leży po środku.
Ma oczywiście sporo racji autor Mirek, kiedy pisze, że nie uczęszczamy z żoną na miejscowe imprezy kulturalne. Rzeczywiście bywamy rzadko, co nie oznacza, że nie śledzimy na bieżąco tego co się w mieście dzieje. Ja z racji wolnego zawodu projektanta, który wciąż uprawiam, bardzo dużo czasu spędzam w Warszawie, bo tam realizuję większość zleconych prac. Nie mniej gdy jestem w Szczytnie można mnie spotkać w wielu miejscach. Natomiast nie wydaje mi się czymś dziwnym, że zawsze jesteśmy z żoną tam, gdzie zrobiliśmy coś osobiście. To chyba zupełnie oczywisty obowiązek.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Tu warto powiedzieć, że w Szczytnie mamy całą grupę znakomitych realizatorów wydarzeń kulturalnych. Są to po prostu zawodowcy. Z wielkim uznaniem śledzę działania Jagody Pijanowskiej szefowej naszej biblioteki. Mimo nie najlepszych warunków lokalowych stale organizuje ciekawe i mądre wystawy (rzadko bywam na wernisażach, ale zawsze owe wystawy oglądam), a także wspaniale popularyzuje, przy pomocy aktorów, znaczące fragmenty literatury.
Na szczególną uwagę zasługują działania Janka Napiórkowskiego, który organizując kolejne, profesjonalne ekspozycje w galerii Wyższej Szkoły Policji z uporem prezentuje przede wszystkim twórców miejscowych. I chwała mu za to!
Zupełnie inaczej działa sprawny Pub 9. Właściciel Jacek Jastrzębski wspólnie z moim ulubionym aktorem Wieśkiem Niderausem potrafią ściągnąć do swojego lokalu gwiazdy estrady ze wszystkich polskich miast. Nazwiska jakie odczytujemy na skromnych plakacikach rozwieszanych w mieście naprawdę budzą szacunek. Zawsze dziwię się, że żaden z przedstawicieli lokalnej prasy jakoś nigdy nie skorzystał z okazji przeprowadzeniu wywiadu z gwiazdą, że już nie wspomnę o komentarzu do szczycieńskiego występu. W dziewiątce rzeczywiście bywam rzadko, ale że sporo artystów przyjeżdżających z Warszawy lub Krakowa znam osobiście, czasem wpadam przed programem tylko po to, aby się z nimi przywitać.
Wreszcie mamy Miejski Dom Kultury prowadzony przez Piotra Filipowicza. Myślę, że Piotrowi najtrudniej jest prowadzić powierzoną mu placówkę. Dom Kultury jest zbrojnym ramieniem władz miasta w dziedzinie kultury. Musi zatem Piotr realizować wytyczne sprecyzowane przez miejską radę. W tej sytuacji ma on dość ograniczone możliwości w zakresie kreowania własnego programu. A jednak udaje mu się sprowadzać na scenę MDK-u interesujące spektakle. Nawet tak sławne jak gwiazdorskie Klimakterium Elżbiety Jodłowskiej.
A zatem skoro jest tak dobrze, to niby skąd ta krytyka. Otóż chciałbym, żeby opisane starania, a także te, do których i ja się przykładam (muzeum) miały szanse zauważenia i zrozumienia przez osoby, które z racji funkcji politycznych lub też stanowisk jakie piastują w ważnych urzędach powołani są do animacji i koordynacji działań na skalę miasta, powiatu, czy nawet województwa. A z tym jest kiepsko. Ogólnie polega to na braku kontaktu między władzą, a ludźmi sztuki. Moja propozycja balu nie miała polegać na tym, że akurat zamarzyło mi się pobalować w mieście Szczytno. Gdyby Pani mieszkanka należała do moich stałych czytelniczek, wiedziałaby, że czego jak czego, ale balów w moim życiu miewam pod dostatkiem i ogólnie biorąc jestem imprezowo nasycony. Moją intencją było raz wreszcie spotkać tych co tworzą z liczną rzeszą tych co decydują w nadziei, że coś z tego mądrego wyniknie. Słusznie napisał autor Zorroj, że obowiązkiem ludzi kultury jest szukanie nowych formuł dla miasta. A tu bez bliskich kontaktów stosownego stopnia się nie obejdzie.
W PRL-u żartowano, że istnieje coś takiego jak zawód dyrektor. Ten sam człowiek mógł kierować mleczarnią i oczywiście znał się na wszystkim co się z tym wiąże, a potem oddawano mu pod zarząd miejską filharmonię, a on i w tej dziedzinie sprawdzał się jako wyrocznia. Otóż wiele osób sądzi, że jest to oczywiste i naturalne. Tymczasem ja uważam, że nie każdy architekt może zostać marszałkiem Spychalskim, podobnie jak nie każdy elektryk musi być prezydentem.
Co do Dni i Nocy na terenie dziedzińca ratuszowego nie będę się wypowiadał, bo kiedy takie koncerty odbywały się, to ja o Szczytnie tylko słyszałem i to głównie, że jest to miasto na północy Polski, ze szkołą policji.
Przy okazji dzisiejszej wymiany poglądów zapewniam Panią mieszkankę, że zadowolony jestem, iż na ogół mamy z żoną identyczne lub podobne zdanie na wiele tematów. Życzę tego każdemu małżeństwu.
Andrzej Symonowicz
{/akeebasubs}
