Przyszły wybory, nastała nowa władza. Burmistrzem został Paweł Bielinowicz a jego zastępcą Danuta Górska, która wcześniej pracowała jako zastępca dyrektora sanepidu w Szczytnie. Przewodniczącą Rady Miejskiej została Monika Hausman - Pniewska. Nastały nowe rządy, nowe czasy. Przychodziłem do pracy jak do opery, a właściwie jak na jakiś dramat.

Ze stołka na stołekDotychczasowy Urząd Miejski momentalnie został wywrócony do góry nogami. Znałem od lat szczenięcych Burmistrza Pawła Bielinowicza. Popatrzcie na jego sylwetkę (zdj. 1) jak był młodym chłopakiem, wtedy byliśmy super kolegami nieuzależnionymi od polityki.

Gdy został burmistrzem, niejednokrotnie prosił mnie do gabinetu, by pogadać jak kolega z kolegą. Kiedyś zapytałem go, co zamierza, jak widzi dalszą reorganizację w Urzędzie Miejskim, bo sam nie byłem pewny swojego jutra. Radziłem mu, że jak pociąg dobrze jedzie, to go w pełnym biegu nie ma sensu zatrzymywać, a co najgorsze odwracać kierunku jazdy! {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Zachowałem w pamięci jego odpowiedź: - Takie czasy, trzeba wszystko zmieniać, nawet to, co dobre.

Łączył wydziały, przyjmował do pracy zbędnych ludzi, tworzył jakieś niepotrzebne sekcje, był podpuszczany przez różne osoby, które w niedługim czasie odchodziły z urzędu. Nasz wydział połączył z innym, tworząc moloch: WYDZIAŁ GOSPODARKI MIEJSKIEJ, który do dnia dzisiejszego funkcjonuje. Do pracy w naszym wydziale byli przyjmowani ludzie z układów, zbędni i ponad stan! Ale co najgorsze bezwartościowi pracownicy, którzy zbijali bąki!

Na szczęście Pan Bóg mnie chronił, a faktycznie, to dzięki protekcji wiceburmistrz Danucie Górskiej, no i mojej naczelnik Ilonie Bańkowskiej - zostałem awansowany na stanowisko dyrektora Zakładu Gospodarki Komunalnej w Szczytnie. 1 stycznia 2004 roku zwinąłem swój majdan i przeniosłem się z ulicy Sienkiewicza nr 1 na ulicę Polską nr 36.

Sam, bez niczyjej pomocy zacząłem tworzyć nowy zakład, przenosząc administracyjnie z TBS wszystkie zasoby mieszkaniowe o statucie komunalnym i dzierżawione od miasta lokale użytkowe. Zarejestrowałem zakład, zatrudniłem pracowników w części z TBS, w części nowo zatrudnionych. Po kilku latach zakład funkcjonował w pełnym rozkwicie. Popatrzcie na załogę pracowników umysłowych w Wigilię 2007 roku (zdj. 2) – od lewej stoją: Mariusz Dykty, Małgorzata Marczuk, Hanna Serowik, Leszek Mierzejewski, Dorota Gąsiorowska, Teresa Jaros, Alicja Gładkowska, Elżbieta Możejko i Edward Czajkowski. Brak jest kilku pracowników z sekcji technicznej.

Kiedy byłem dyrektorem Zakładu Gospodarki Komunalnej odbyły się kolejne wybory samorządowe. Przegrał urzędujący Paweł Bielinowicz, nie dostał się na najwyższy stołek w mieście Henryk Żuchowski - wygrała Danuta Górska. Na swojego zastępcę powołała Krzysztofa Kaczmarczyka. Przewodniczącą Rady Miejskiej została Beata Boczar. Moją bezpośrednią przełożoną z ramienia Urzędu Miejskiego była Ilona Bańkowska. Nastała dla mnie złota era w zarządzaniu. Pracowało mi się lepiej niż dobrze! Z racji obowiązków byłem bardzo częstym gościem w Urzędzie Miejskim, można powiedzieć, że na co dzień magistrat był moim drugim domem i pracodawcą. Ze wszystkimi pracownikami urzędu i radnymi znałem się bardzo dobrze, to był czas współpracy, jakby w rodzinie. Przyjąłem zasadę, że nie patrzyłem na osoby ze strony politycznej, według ich przynależności, ale starałem się z każdym mieć poprawne układy i dobrze na tym wychodziłem, tzn. mój zakład dobrze na tym wychodził, a co za tym idzie lokatorzy komunalni. Uczestniczyłem we wszystkich sesjach Rady Miejskiej, prowadzonej nadzwyczaj sprawnie i przyjemnie przez przewodnicząca Beatę Boczar – popatrzcie na jedno ze zdjęć (zdj. 3) z takiej sesji, która odbyła się w 2007 roku.

Leszek Mierzejewski

Cdn.{/akeebasubs}