Kontynuujemy cykl tekstów poświęconych Zbigniewowi Dobkowskiemu, prezesowi KSRTKKF, organizatorowi wielu imprez dla dużych i małych, byłemu sędziemu piłkarskiemu, wcześniej – czynnemu zawodnikowi. Dziś między innymi o jego spotkaniach z gwiazdami naszej piłki nożnej.

Ze wspomnień pana Zbyszka (3)
Dawna Szkoła Podstawowa nr 1 w Szczytnie. Uczęszczał do niej Zbigniew Dobkowski. To w tej placówce przeprowadzono nabór do szkoły górniczej i nasz rozmówca, skuszony propozycją, przeniósł się na Śląsk

Prawdziwa piłka to mecze rozgrywane na pełnowymiarowych boiskach. Dla nastoletniego Zbyszka takim debiutem był wspomniany na końcu poprzedniego odcinka sparing jego podwórkowej Sparty z młodymi piłkarzami poważnego Podchorążaka. Spotkanie odbyło się na bocznej płycie obiektu przy ulicy Ostrołęckiej – kiedyś stadion był przypisywany ul. Podleśnej. Nasz rozmówca pewnych szczegółów nie pamięta, ale jednego jest pewien: - Wygraliśmy ten mecz. Jedną bramką albo dwiema – tłumaczy. Ze zrozumiałych względów chłopakami ze Sparty zainteresowano się w klubie i już wkrótce kilku z nich zaczęło trenować w Podchorążaku. Trafili oni do grupy juniorów prowadzonej przez Wacława Maciochę. W gronie nowych zawodników znalazł się także Zbigniew Dobkowski.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} – W Podchorążaku grałem w latach 1973-1975. Właśnie tam rozpoczęła się moja mała piłkarska kariera – słyszymy. – Graliśmy mecze z naszymi rówieśnikami z dawnego województwa olsztyńskiego oraz w turniejach pionu gwardyjskiego w Szczytnie, Poznaniu, Koszalinie, Ciechanowie i Warszawie. Dobrze pamiętam mecz z Arkonią Szczecin oraz spotkanie z reprezentacją Koszalina. Oba mecz były bardzo wyrównane. Z Koszalinem przegraliśmy minimalnie 1:2.

W tamtej drużynie wystąpił o rok starszy od Zbyszka Mirosław Okoński, jedna z najciekawszych postaci polskiego futbolu, późniejszy reprezentant kraju, prawdziwa legenda Lecha Poznań, czołowy zawodnik Legii Warszawa czy Hamburgera SV. – Bramkę z rzutu karnego strzelił właśnie Mirosław Okoński – wspomina Zbigniew Dobkowski. „Okoń” nie był jedynym młodym piłkarzem – późniejszą twarzą rodzimego futbolu - z którym na boisku spotykał się bohater wspomnieniowego cyklu.

Zbigniew Dobkowski

Przygoda z Podchorążakiem skończyła się dość szybko, ponieważ wkrótce po ukończeniu podstawówki dorastający Zbyszek przeniósł się na Górny Śląsk do Szkoły Górniczej przy KWK Staszic w Katowicach Giszowcu. Równolegle kontynuował karierę piłkarską. – Najpierw trafiłem do GKS-u Katowice, gdzie trenerem był Ewald Cebula. Drużyna dzięki moim bramkom niejednokrotnie wychodziła obronną ręką. Najlepiej przypominam sobie mecz z Ruchem Chorzów, gdzie w drużynie przeciwnika grał Krzysztof Kajrys.

Zapewne nieco starsi kibice wiedzą, że parę lat później Kajrys z seniorskim Ruchem wywalczy tytuł mistrza kraju, a w latach 80. zostanie zawodnikiem Widzewa Łódź.

Po ukończeniu szkoły w Katowicach Zbigniew Dobkowski rozpoczął pracę w Hucie Kościuszko i zaczął trenować w AKS-ie Chorzów, występującym wówczas w klasie okręgowej. W pożegnalnym meczu przeciwko drużynie GKS-u Katowice w barwach katowickiego klubu zagrał m.in. Jan Furtok. Wielu złośliwców pamięta tylko jego zaliczone jako bramka trafienie ręką w eliminacyjnych męczarniach przeciwko San Marino (1993 r.), ale ostatecznie do reprezentacji (zagrał w niej 36 razy) nie trafił za nic. To chyba najbardziej rozpoznawalna twarz klubu z Katowic.

W tamtym spotkaniu Zbigniew Dobkowski zagrał już w barwach AKS-u. Z Furtokiem w jednej drużynie występował w reprezentacji szkół górniczych. Furtok grał w ataku, Dobkowski – w pomocy.

- W AKS-ie Chorzów spędziłem kilka sezonów do czasu, kiedy w 1981 roku rozpocząłem służbę wojskową w Szczecinie – kontynuuje swoje wspomnienia nasz rozmówca. - Tam chciałem trenować w Arkonii lub Pogoni.

Plany zmienił jednak stan wojenny…

(gp)

(Cdn.){/akeebasubs}