Kilka dni temu zmarł w Olsztynie znakomity artysta plastyk Aleksander Wołos. Znaliśmy się. Śmiem twierdzić, że także lubiliśmy się wzajemnie. Przy tym ja zawsze byłem pełen podziwu dla jego talentu, a jego to chyba cieszyło.
Olek zdawał sobie sprawę, że mam stosowną wiedzę, aby bezstronnie ocenić plastyczne dzieło i jeśli wpadam w zachwyt nad którąś z jego artystycznych prac, to wiem co mówię i nie jest to jakiś tam okolicznościowy komplement. Olek był artystą niesłychanie wszechstronnym, a jego twórczość, w każdej z dziedzin sztuk plastycznych, możemy uznać za wybitną.
Z nazwiskiem Wołos zetknąłem się już w latach sześćdziesiątych. Byłem stałym czytelnikiem warszawskiego, satyrycznego tygodnika „Szpilki”, a także od czasu do czasu przeglądałem inny żartobliwy tygodnik, bodajże łódzki, „Karuzela”. W obu tych tygodnikach Aleksander Wołos, już od drugiej połowy lat pięćdziesiątych, prezentował swoje rysunki satyryczne popularnie wówczas nazywane humorkami.
Osobiście poznałem Aleksandra dużo później. Odkąd zamieszkałem w Szczytnie. Około dziesięć lat temu. Wówczas to dowiedziałem się, że oprócz satyrycznych rysunków artysta ów wspaniale maluje, zwłaszcza pastelami, także rzeźbi, uprawia grafikę (zarówno warsztatową jak i użytkową) oraz projektuje - na przykład okładki do książek. Co więcej, że jest to artysta amator, który nigdy nie kształcił się na jakichkolwiek kierunkach artystycznych.
Aleksander Wołos studiował w latach 1953-1960 na Wydziale Zootechniki Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie. W roku 1968 uzyskał na swojej uczelni stopień doktora, a w roku 1980 doktora habilitowanego ze specjalnością biochemia zwierząt. Do roku 1982 pracował jako adiunkt. Równolegle tworzył. Także na użytek rodzimej uczelni. Miałem okazję oglądać szereg studenckich podręczników i skryptów, do których okładki opracował graficznie Pan Doktor. Znakomite. Poznałem także ogromną ilość jego wspaniałych, kolorowych obrazów pastelowych. Jest to trudna technika malarska. Współcześnie uprawia ją bardzo niewielu twórców. W Polsce mieliśmy niegdyś mistrza słynącego ze swoich pastelowych obrazów, a był nim Stanisław Wyspiański. Zapamiętany między innymi jako autor pastelowych portretów. Aleksander Wołos wydał trzy albumy pastelowego malarstwa. Są tam przepiękne pejzaże, a także portrety znanych osób. Oglądając te twarze łatwo dostrzec jak Olek potrafił czerpać artystyczną wiedzę obserwując pracę takich wielkich mistrzów jak Wyspiański. A także jak tę wiedzę potrafił przetworzyć, bowiem maniera portretowania pastelowego naszego niezapomnianego Aleksandra zdecydowanie odbiega od znanych nam historycznych prac wymienionego mistrza. No cóż, tak mają ci naprawdę wielcy. Żadna artystyczna uczelnia tego nie nauczy.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W roku 2008, w Muzeum Mazurskim w Szczytnie zorganizowaliśmy ogromną wystawę prac Aleksandra Wołosa. Pełny przegląd jego twórczości. Rodzaj Benefisu. Była to ekspozycja naprawdę imponująca. Obejrzała tę wystawę rekordowa liczba zwiedzających. Podczas wernisażu Aleksander siedział na pięknym, zabytkowym fotelu, przyjmując hołdy przybyłych gości. Zaprosiliśmy znakomitego warszawskiego saksofonistę Aleksandra (!) Michalskiego, który na powitanie zagrał ze swoim zespołem słynny utwór „Aleksander ragtime jazz band”, Wszystko pod znakiem Aleksandra! Później odśpiewano piosenkę na melodię starego przeboju „Pierwszy siwy włos”, do której napisałem osobiście tekst pod tytułem „Pierwszy siwy Wołos”. Początek piosenki brzmiał tak:
„Gościmy dzisiaj wielką postać,
o szczęśliwy losie...
Ach witaj Aleksandrze nam,
ach witaj nam Wołosie”.
Później było wspaniale, bowiem Aleksander Wołos to była prawdziwa klasa. Talent talentem, ale ponadto cechowało go cudowne poczucie humoru, a także pewna nieco staroświecka elegancja. Wysławiał się jak na doktora przystało, to jest precyzyjnie, a jednocześnie emanował nieco naiwną sympatią do otaczającego go świata. Był ode mnie starszy o dziesięć lat, ale psychicznie był tak młodym człowiekiem jak tylko potrafią być prawdziwi artyści. Pamiętajmy o nim.
Andrzej Symonowicz
{/akeebasubs}
