W dniu 15 września br. zmarł dr Krzysztof Lejmanowicz. Mieszkańcom Szczytna znany był głównie jako ginekolog-położnik, który w naszym szpitalu towarzyszył przyjściu na świat wielu dzieciom. Jednak część z nas będzie wspominała Krzysztofa jako kolegę z maty, który swoją przygodę ze sportem rozpoczął w roku 1977 w sekcji judo „Gwardia” Szczytno jako 13-letni chłopiec.
Miałem przyjemność być jego pierwszym trenerem. Krzysztof po 2-letnim szkoleniu podstawowym przeszedł do starszej grupy prowadzonej przez trenera Pawła Dudo, pod którego opieką pozostawał do matury. W tym okresie zaliczał się do czołowych juniorów w kraju, wielokrotnie stawał na podium w zawodach ogólnopolskich i jako jeden z pierwszych judoków naszej sekcji został powołany do kadry narodowej juniorów.
Po ukończeniu Akademii Medycznej w Białymstoku wrócił do Szczytna, gdzie podjął pracę w naszym szpitalu. Równocześnie zaczął aktywnie uczestniczyć w życiu sekcji judo.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W roku 2010 zwrócił się do mnie z prośbą, czy bym mógł mu pomóc przygotować się do startu w Mistrzostwach Świata Lekarzy w judo. Chętnie na to przystałem. Po prawie rocznych przygotowaniach, w czerwcu 2011 r., Krzysztof wziął udział w Mistrzostwach Świata Lekarzy na Wyspach Kanaryjskich. Walczył tam znakomicie, wygrał 3 walki, wszystkie przed czasem i zdobył upragniony tytuł. Najbardziej był dumny z tego, że jedną z walk wygrał z Japończykiem.
Krótko po mistrzostwach poleciał do Japonii, gdzie odwiedził kolebkę judo, słynny Kodokan. Mam prezent od niego, czarny pas, który mi przywiózł z Japonii i który szczęśliwie towarzyszył mi podczas startów na Mistrzostwach Europy i Świata.
Krzysztof, jako jeden z niewielu wychowanków, mimo absorbującej i odpowiedzialnej pracy zawodowej podjął treningi i brał udział w zawodach. Nie zapomnę wspólnej wyprawy pełnej przygód na Mistrzostwa Polski do Sokółki oraz również ekscytującej eskapady na Mistrzostwa Europy do Leibnitz w Austrii.
Krzysztofa podziwiałem za to, że cały czas pracował nad sobą, że się rozwijał, stawiał sobie nowe cele i je konsekwentnie realizował. Przed pięćdziesiatką zdobył tytuł Mistrza Świata Lekarzy, a po pięćdziesiątce - tytuł dr. n. med. Znając go wiem, że na tym by nie skończył. Aktywność sportowa, a szczególnie jego ukochana dyscyplina judo były bardzo ważną częścią jego życia. W uznaniu jego zasług Polski Związek Judo przyznał mu stopień mistrzowski 2DAN.
Podczas mojej ostatniej, jakieś trzy tygodnie temu wizyty u Krzysztofa, rozmawialiśmy nie tylko o naszym judo. On, mimo ciężkiego stanu zdrowia, interesował się również trwającymi wtedy US OPEN w tenisie. Później mieliśmy jeszcze jedną krótką rozmowę telefoniczną.
Żegnaj, Krzysztofie. Pozostaniesz w mojej pamięci jako jeden z najwybitniejszych zawodników sekcji judo „Gwardii” Szczytno, a przede wszystkim jako wspaniały Człowiek.
Tadeusz Dymerski{/akeebasubs}
