Zimowe zadymki i miejscowe oblodzenia nie są tylko bolączką kierowców. Ta pora roku to także trudny i pracowity okres dla lotniska w Szymanach. Opady śniegu oraz lód mogą w znacznym stopniu utrudnić funkcjonowanie każdego portu lotniczego. Na szczęście, w dzisiejszych czasach, przypadki gdy jakieś lotnisko zostaje zamknięte z powodu ataku zimy należą do rzadkości. Zeszłotygodniowy atak zimy zakłócił funkcjonowanie kilku lotnisk w Polsce. Doszło nawet do odwołania niektórych lotów. Postanowiliśmy sprawdzić jak z kapryśną aurą radzi sobie lotnisko w Szymanach.
PAS STARTOWY PRIORYTETEM
Zimowe opady nie ominęły lotniska w Szymanach. Podobnie jak w innych portach lotniczych, priorytetem jest utrzymanie w dobrym stanie pasa startowego oraz dróg dojazdowych. Pługi pracujące tutaj mają mało wspólnego z tymi, które na co dzień możemy spotkać na drogach. Maszyny odpowiadające za oczyszczanie pasa startowego to potężne zestawy, które oprócz zwyczajnych pługów wyposażone zostały w specjalne szczotki i dmuchawy.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SAMOLOT NIE LUBI LODU
Równie ważne jak odśnieżenie płyty lotniska jest oczyszczenie samego samolotu. Zalegający na nim lód powoduje zwiększenie jego masy, a także zmienia właściwości aerodynamiczne, co negatywnie wpływa na siłę nośną maszyny. W historii lotnictwa doszło już kilkukrotnie do katastrof, w których zginęło wielu ludzi, spowodowanych właśnie tym zjawiskiem. Choć lecący na wysokości około 10 kilometrów samolot narażony jest na ekstremalnie niskie temperatury, sięgające minus 50 stopni, to prawdopodobieństwo oblodzenia jest o wiele mniejsze niż na ziemi. Pojawieniu się lodu na poszyciu samolotu najbardziej sprzyjają temperatury w okolicach 0 stopni. Każdorazowo decyzję o rozpoczęciu procedury podejmuje kapitan. Na jego życzenie odladzanie może również zostać powtórzone.
KOSZTOWNE, ALE NIEZBĘDNE
Cały proces rozpoczyna się po wejściu na pokład wszystkich pasażerów i zamknięciu drzwi, gdy wszystko jest już przygotowywane do startu. Wtedy do samolotu podjeżdża specjalny pojazd z wysięgnikiem. Cały płatowiec oblewany jest mieszaniną glikolu i ciepłej wody. Proporcje poszczególnych cieczy zależne są od temperatury panującej na zewnątrz. Roztwór szybko rozprawia się z lodem i śniegiem. W przypadku ładnej pogody lub gdy samolot nie jest narażony na kolejne opady, proces na tym się kończy i maszyna może wzbić się w powietrze. W przypadku gorszej aury samolot pokrywa się kolejną warstwą glikolu, tym razem wymieszanego z zimną wodą. Takie działanie ma zapobiec ponownemu osadzaniu się lodu na poszyciu maszyny.
Po tej operacji samolot powinien wystartować w przeciągu 30-40 minut, w przeciwnym wypadku całą operację należy powtórzyć. Procedura zajmuje kilkanaście minut i jest niezmiernie kosztowna. Na odlodzenie samolotu typu airbus A320 lub boeing 737 zużywa się, w zależności od potrzeb, od 300 do 500 litrów płynu, którego 1 litr kosztuje około 5 euro. Trwają ciągle prace nad wprowadzeniem nowych rozwiązań. W Stanach Zjednoczonych z powodzeniem stosuje się np. promienniki podczerwieni, które bardzo dobrze sprawdzają się w walce z oblodzeniem.
Na szczęście mimo mało sprzyjających warunków atmosferycznych, lotnisko w Szymanach funkcjonuje normalnie i oprócz kilku opóźnień spowodowanych głównie koniecznością odladzania maszyn większych kłopotów nie odnotowano.
Łukasz Łogmin{/akeebasubs}
