Zima, mróz, padający lub trzeszczący pod stopami śnieg, a do pracy „pod chmurką” trzeba pójść. Jak mieszkańcy Szczytna radzą sobie z pracą pod gołym niebem w okresie zimowym?

Pogoda obecnie nam dopisuje: dodatnie temperatury, brak śniegu. Zima nie powiedziała jednak ostatniego słowa i niewykluczone, że siarczyste mrozy jeszcze wrócą. Mimo ujemnej temperatury za oknem, padającego śniegu, czy silnego, mroźnego wiatru są wśród nas tacy, którzy muszą codziennie rano wyjść do pracy i przez kilka godzin pozostawać na „świeżym powietrzu”. Weźmy na przykład panią z cmentarza sprzedającą znicze. Dzień w dzień, od godziny 8.00, kobieta stoi ze swoim kramem, marznie, a spytana o to, jak radzi sobie z ujemną temperaturą, z uśmiechem na twarzy odpowiada: – Jak jest za zimno, to łapię za łopatę i odśnieżam chodnik. Utrzymać odpowiednią temperaturę ciała pomagają także termosy z kawą i herbatą. W tym samym czasie, również na otwartej przestrzeni, swoją pracę wykonują panie handlujące na rynku.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
CIEPŁE UBRANIE TO PODSTAWA
W terenie pracują także geodeci. Po kilka godzin dziennie wykonują pomiary, mając na sobie ocieplane obuwie oraz bardzo dużo ciepłych ubrań: -Im więcej tym lepiej - śmieje się Krzysztof Bromberek. Na głowach obowiązkowo czapki, a Mateusz Skrocki włożył nawet kominiarkę, by ochronić twarz przed mrozem. – Gdy człowiek stoi dłuższy czas, to mu zimno. Im więcej ruchu, tym lepiej – tłumaczy Grzegorz Zdunek.
KIOSKARKA I GONIEC
Zima mocno dała w kość pani Małgorzacie Piotrowskiej pracującej w kiosku z gazetami na ulicy Kościuszki.
– Ręce mam odmrożone - żali się. Mimo grzejnika oraz dmuchawy i tak czuć przejmujący chłód, dlatego twarz, zwłaszcza nos ma obficie wysmarowany kremem. Do tego garść witamin każdego dnia i gorąca zupa z kubka. To jednak nie wystarcza, bo zdarzają się przeziębienia, a to nie jedyny problem, z którym boryka się sprzedawczyni zimą. Po najbardziej mroźnych nocach ciężko było otworzyć kiosk, bo zamarzła kłódka.
– Płynem do chłodnic polewam szyny krat, by można je było porozsuwać – mówi pani Małgorzata.
Na mrozie pracuje także pani Ania, która jest gońcem.
– Lubię moją pracę. W ruchu jestem, niepotrzebny mi aerobik ani siłownia, a mróz? Ile my mamy tego mrozu? Gdy jest potrzeba podjechać gdzieś dalej, skorzysta z roweru.
UTRAPIENIE LISTONOSZA
Sceptycznie do tego pomysłu podchodzi Jerzy Pióro, szczycieński listonosz. – Dużo trudniej jest tym kolegom, którzy poruszają się rowerami. Śnieg między szprychami utrudnia jazdę. Podobnie jest z wózkami na listy, bo kółka się blokują i ciężko jest go ciągnąć.
Ale najgorszym utrapieniem pana Jerzego są domofony. Szczególnie, gdy adresata nie ma w domu, a jego sąsiedzi nie chcą otworzyć drzwi do klatki. Wtedy musi stać i marznąć, aż ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy. - Dobrze by było, gdyby skrzynki znajdowały się na zewnątrz budynków, to ułatwiłoby nam pracę. Jednak listonosz jest jak żołnierz, ma służyć czy deszcz, czy śnieg czy mróz! - uważa pan Jerzy. Bywają w jego pracy takie sytuacje, gdy ktoś zaprasza go na gorącą herbatę. Rzadko z tego korzysta, bo listów do rozniesienia ma sporo. Stara się nie ubierać za ciepło, dlatego zamiast zimowej kurtki, zakłada lżejszą, z polarem pod spodem, za to na stopach koniecznie ocieplane buty. Dłonie przed najcięższym mrozem można zabezpieczyć rękawiczkami, co trochę utrudnia pracę. Listonosz ma na to sposób - odcina końcówki palców, by móc bez problemu wyjmować listy bądź przeliczać pieniądze.
Jest jeszcze wiele innych osób wykonujących swoją pracę zimą pod gołym niebem, przy większym mrozie wręcz w ekstremalnych warunkach, ale przy pozytywnym nastawieniu i uśmiechu od samego rana, nawet zimą można pracować z przyjemnością.
Karolina Justyna Kukowska{/akeebasubs}
