Niedawno, w jednym z tygodników, przeczytałem wypowiedź Kuby Wojewódzkiego, recenzującego niewyczerpanego kabareciarza, czyli Jana Pietrzaka.

Krytyka brzmiała mniej więcej tak – cytuję z pamięci: „Kabareciarza przebranego za babę można jakoś znieść na estradzie, ale kabareciarz występujący w roli hejtera jest nie do przyjęcia”. Kto to jest hejter? Jest to osoba, która publikuje obraźliwe, skrajnie krytyczne opinie, pozbawione rzeczowej argumentacji. Pod adresem konkretnych osób. Poznałem Jana Pietrzaka wiele lat temu i pamiętam szereg jego piosenek, które w swoim czasie były przebojami. Na przykład „Spokojnie chłopie”, albo „Za trzydzieści parę lat”. No, ale to było bardzo dawno temu. Dziś jest inaczej. Ta znajomość, to żaden dla mnie zaszczyt. Teksty Pietrzaka przestały być dowcipne, a stały się żenująco obraźliwe i nienawistne wobec wielu osób. Czyli hejterskie. Wojewódzki, niestety, ma całkowitą rację. Szkoda. Taki sposób wypowiadania się nazywamy mową nienawiści. Szczególnie natrętną pośród polityków, ale nie tylko. Skąd to się wzięło? Dlaczego używanie słów złych, obraźliwych stało się modą dzisiejszej rzeczywistości? Pytanie interesujące niemal wszystkich. W łódzkim Teatrze Komedia Impro wystawiono sztukę „Hejter, czyli jeden z nas”. Jest to spektakl interaktywny, to jest taki, w którym widzowie współtworzą widowisko wspólnie z artystami. Cieszy się on ogromnym zainteresowaniem.

Złe słowa, dzisiaj rozkwitłe w szczególnej atmosferze internetu, to nie tylko komputerowe publikacje.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} To przecież także zwykłe, popularne przekleństwa. Szczególnie wulgaryzmy. A także wredne życzenia skierowane do osób nielubianych. Na wzór uroków rzucanych niegdyś przez czarownice. No właśnie. Jak to było przed wiekami? Jeszcze w XIX wieku, podczas kazań, piętnowano wiarę w czarownice, w wielu prowincjonalnych kościołach. W Sierpcu funkcjonuje Muzeum Wsi Mazowieckiej. Tam można wiele dowiedzieć się na temat naszych rodzimych wiedźm. Były to istoty półdemoniczne, obdarzone szczególnymi siłami dzięki konszachtom z diabłem. To właśnie owe czarownice rzucały uroki, trudniły się złą magią, a także potrafiły sprowadzić choroby i inne nieszczęścia na wybranych ludzi.

A jak to wygląda dzisiaj? Znamy mnóstwo współczesnych złych życzeń, przesyłanych słownie ludziom nieakceptowanym. Na przykład „a niech go szlak trafi”, albo „niech cię cholera”, a także „a żeby cię pokręciło”. Często tego rodzaju „złe słowa” są wykorzystywane żartobliwie. Kiedy byłem w chicagowskim muzeum, prawie pięćdziesiąt lat temu, pamiętam, że jeden z szefów tej instytucji kultury, Polak z pochodzenia, pochwalił się znajomością polskiego języka, używając powiedzenia „a żeby ich gęś kopła”. Był dumny z tego, podkreślając, że jest z rodzimym językiem na co dzień i zna mnóstwo podobnych, modnych – jego zdaniem – aktualnych, polskich dziwolągów językowych.

A co do wulgaryzmów i przekleństw. Wulgaryzmy, to grupa wyrazów powszechnie uważanych za obsceniczne. Profesor Jerzy Bralczyk wyliczył, że w języku polskim jest tylko pięć takich wyrazów. Używa się ich w kombinacjach dobranych stosownie do sytuacji. Chętnie wymieniłbym owe wyrazy, ale nie zabrzmiałoby to elegancko, tylko… po prostu wulgarnie.

Co do polskich przekleństw, to istnieje mnóstwo lepszych i gorszych pisemnych opracowań na ten temat. Między innymi Ludwika Stommy oraz Macieja Grochowskiego. Opracowania historyczne, sięgające do przeklinania dawnych sarmatów. Ciekawe. Polecam.

Na zakończenie chcę podkreślić, że owe tytułowe złe słowa, to nieoficjalne, personalne obelgi, adresowane do konkretnej osoby przez postać doskonale znaną mu. Co do polityki lub biznesu, jest to tylko gra. Warto także dodać, że istnieją tacy ludzie, o których mówi się, że dziurki nie zrobią, ale krew wypiją. Ci są najgorsi.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}