ZŁOTA JESIEŃ

Złota jesień

Tegoroczna jesień, jak dotąd, jest bardzo ciepła, co sprzyja spacerom i wycieczkom nawet poza miasto. Nareszcie można podziwiać uroki przyrody ubranej w złoto-czerwono-zielone barwy. No tak, ale gdy mamy tę porę roku, to liście gromadnie spadają z drzew i coś trzeba z nimi zrobić. W związku z tym ci nasi Czytelnicy, którzy korzystają ze ścieżki pieszo-rowerowej biegnącej nad dużym jeziorem, skarżą się, że zalegają na niej liście, utrudniające maszerowanie. Nie jest to akurat jakieś wielkie utrudnienie, ale głównie chodziłoby o to, aby je zebrać póki jest jeszcze w miarę sucho i zalegają one luźno. Za chwilę, gdy zostaną wdeptane w nawierzchnię i trochę popada, na ścieżce wytworzy się śliska maź, trudna do usunięcia.

GRABIE W ODSTAWCE

Gdy jednak na ścieżce nie widać służb porządkowych, to na pozostałym miejskim obszarze odbywa się wielka krzątanina związana z usuwaniem liści. Spacerując ul. Kolejową natknęliśmy się na niemałe sprzątanie. Na całej długości ulicy leżały plastikowe maty wypełnione opadłym listowiem. Nie tak dawno do tego celu używało się grabi. Pewnie dziś dużo młodych osób nie wie, co to w ogóle są te grabie. Zastąpiły je dmuchawki, za pomocą których zręczny operator jest w stanie szybko uprzątnąć wszelkie śmieci z nawet z dużego obszaru.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

LIŚCIOWE OBŁOKI

Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że taką dmuchawą niewiele można zdziałać, że liście wzbiją się bezładnie w powietrze i tyle z tego będzie. Tymczasem, jak zauważyliśmy, wystarczy umiejętna manipulacja mobilną dmuchawą i już pół trawnika staje się czyste. Potem jeszcze kilka następnych ruchów i liście zbijają się w zwartą kupkę, łatwą do zebrania i odtransportowania.

DZIWY PRZYRODY

W poprzednim numerze „KM” pisaliśmy o niezwykłym kasztanowcu rosnącym przy ul. Warszawskiej. Wówczas drzewko zakwitło i wpuściło pączki. Aktualnie kończy kwitnienie i teraz uwaga, bo w miejscu kwiatów zawiązują się owoce, czyli w tym przypadku kasztany. Na gałązkach wdać nieduże kolczaste kuleczki.

ŚMIECIUCHY

Gdy jedni zajęci są sprzątaniem, inni odwrotnie – śmieceniem. Kiedy obserwowaliśmy prace porządkowe prowadzone na ul. Kolejowej i przy ul. Warszawskiej na skwerku pod Urzędem Skarbowym zauważyliśmy śmieci podrzucone pod lokalny kosz na drobne odpadki. Zapewne komuś z sąsiedztwa nie bardzo chciało się nieść domowe nieczystości do kontenera, więc podrzucił je w takie oto miejsce.

Dodajmy jeszcze, że pilnej interwencji wymagałyby ławeczki, które ustawiono na opisywanym skwerku już w dość odległych czasach. No i niestety, po jednej z nich pozostały obecnie tylko metalowe ramy, na których jeszcze do niedawna były zamontowane deski siedziska. Z kolei w zupełnie innym punkcie miasta natknęliśmy się na bardzo specyficzny śmieć-nie śmieć. Na chodniku leżała sobie... sedesowa deska. Rzeczy o tak sporych gabarytach zgubić nie sposób.

Wygląda na to, jakby ktoś celowo podrzucił przedmiot w to akurat miejsce – byłaby to taki oryginalny przejaw sąsiedzkiej złośliwości?

UTRACONY SENS

W Szczytnie, m. in. na ul. Odrodzenia i ul. Warszawskiej, stroją budki telefoniczne. Na tej ostatniej aż dwie - przy PKO i pod pomnikiem Orła Białego. Choć przebywaliśmy obok nich przez dłuższy czas, nie zauważyliśmy, aby ktokolwiek z nich korzystał. Właściwie to niby w jakim celu miałby do nich wchodzić, skoro każdy nosi przy sobie swój indywidualny aparat telefoniczny – komórkę. Dziś zatem budki utraciły sens istnienia, ale mimo to nadal stoją. Podobnie jak w Anglii, gdzie jednak w odróżnieniu od naszych, zachowały swój starodawny, ciekawy wygląd.

A MOŻE TAK I U NAS?

Jedna z takich zapomnianych, czerwonych podlońdyńskich budek została zaadaptowana przez Daniela Sticklanda, piętnastoletniego chłopca, który wymyślił sposób na jej ożywienie. Wraz ze swoim dziadkiem odrestaurowali przerdzewiałą już konstrukcję a potem zamontowali w środku półki, urządzając w niej... minibibliotekę. Pomysł tak spodobał się lokalnym władzom, że postanowiły one odkupić budkę od brytyjskiej telekomunikacji, a ta z kolei nie była zachłanna, bo zażyczyła sobie tylko symbolicznego 1 funta. Obecnie takie minibiblioteki funkcjonują już w wielu angielskich miastach i także innych krajach, m. in. w Portugalii. Niektóre z nich wykorzystywane są z kolei jako punkty przeciwpożarowe – znajduje się w nich sprzęt gaśniczy, a jeszcze inne służą jako punkty pierwszej pomocy medycznej. Są w nich zgromadzone materiały opatrunkowe i inne medykamenty. Dodajmy jeszcze, że w budkach telefonicznych urządza się także publiczne hot-spoty oraz punkty ładowania aparatów komórkowych. Na daszku instaluje się panele słoneczne, które są w stanie w ciągu 10 minut naładować komórkę w 20% i to całkowicie za darmo. Może z któregoś pomysłu skorzysta nasze miasto?

{/akeebasubs}