Ciągłe imprezy zakrapiane alkoholem, awantury i głośne przekleństwa, a także notoryczne zakłócanie ciszy nocnej – taki obraz swojego życia pod jednym dachem ze studentami WSPol w akademiku na ul. Chrobrego przedstawia pan Robert. – Ani policjantom szczycieńskiej komendy, ani władzom uczelni nie zależy na ukróceniu tych ekscesów. Mają to gdzieś – komentuje zdesperowany mieszkaniec.
WYBRYKI PRZYSZŁEJ INTELIGENCJI
Pan Robert (nazwisko do wiadomości redakcji) w budynku obecnego akademika WSPol mieszka wraz z rodziną od 1966 r. Wcześniej był to internat Kolegium Nauczycielskiego, w którym pracowali jego rodzice. Blisko dziesięć lat temu zamieszkali tu studenci cywilni policyjnej uczelni. Wtedy, jak relacjonuje nasz rozmówca, zaczęło się piekło. – Na początku były krzyki. Kiedy zwróciłem uwagę ówczesnemu kierownikowi akademika, zignorował sprawę – opowiada nasz rozmówca.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Uciążliwe sąsiedztwo w końcu zaczęło się odbijać na jego zdrowiu. – Zdarzało się, że w ciągu dziesięciu lat sypiałem po 2 – 3 godziny na dobę i kiedy szedłem do pracy, to oczy same mi się zamykały. Nie wytrzymywałem psychicznie – mówi pan Robert. Kilka lat temu przeszedł na emeryturę, ale, jak twierdzi, żaden to odpoczynek, kiedy we własnym domu nie ma odrobiny spokoju. Wiosną ubiegłego roku doznał rozległego zawału. Nie ma wątpliwości, że jego choroba to wynik życia w nieustannym stresie.
PRZYMYKAJĄ OKO
Mężczyzna uważa, że zarówno Komenda Powiatowa Policji w Szczytnie, jak i władze WSPol przymykają oko na ekscesy z udziałem studentów. Mężczyzna wielokrotnie zgłaszał przypadki zakłócania ciszy nocnej i informował policję o tym, co się dzieje w akademiku. – Kończyło się co najwyższej na mandatach i pouczeniach, a najczęściej umarzano sprawy z powodu niewykrycia sprawców – mówi. Ostatnie jego zgłoszenie na policję miało miejsce w pierwszy weekend grudnia. – W nocy z soboty na niedzielę ktoś wykrzykiwał pod moim adresem „ty ch...” Potem usłyszałem walenie pięścią w okno – opowiada pan Robert, nie kryjąc zdenerwowania. Jego zdaniem szczycieńska policja działa nieudolnie, bo choć internat jest monitorowany i kamery rejestrują kto i o której godzinie opuszcza budynek, to nie potrafi ustalić sprawców. Jako przykład podaje incydent z grudnia ubiegłego roku, kiedy zawiadomił funkcjonariuszy o zakłóceniu ciszy nocnej i dołączył dowód w postaci płyty CD z nagraniem. Mimo to sprawców nie ustalono, a informację o zakończeniu postępowania otrzymał dopiero po trzech miesiącach. – Sposób prowadzenia spraw przez policję jest lekceważący – uważa mieszkaniec, sugerując, że dostarczone przez niego nagranie nie zostało nawet przejrzane. Swoje uwagi na temat pracy policji w tej konkretnej sprawie przedstawił w piśmie do komendanta powiatowego podinsp. Tomasza Bzymka. Ten w odpowiedzi zapewnił, że policja zabezpieczyła nagrania z monitoringu pochodzące z kamer zamontowanych przed akademikiem i poddała je analizie. Podjęte czynności identyfikacyjne sprawców nie przyniosły jednak pozytywnego rezultatu, bo pracownicy portierni ich nie rozpoznali. – Trudno się dziwić, skoro się boją. Im zależy tylko na tym, żeby jakoś przetrwać nocny dyżur i nie narażać się studentom – komentuje pan Robert.
W 2011 jego żona oraz ośmioro mieszkańców sąsiedniego bloku wystosowali do kanclerza uczelni skargę na poczynania studentów. Ówczesny komendant rektor Arkadiusz Letkiewicz odpisał, że wykonane czynności pozwoliły stwierdzić, iż faktycznie część opisywanych zachowań miało miejsce. Zapowiedział, że w związku z tym uczelnia wprowadzi zmiany z funkcjonowaniu akademika, by wyeliminować negatywne zjawiska, zwłaszcza w porze nocnej. Jednak zdaniem pana Roberta nic się zmieniło. – Ani policji, ani władzom WSPol nie zależy na ukróceniu tych ekscesów. Wszyscy mają to gdzieś – komentuje dosadnie mieszkaniec.
REAGUJĄ, ALE JEST GRADACJA
Rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie podkom. Ewa Szczepanek odpiera te zarzuty. – Reagujemy na każde zgłoszenie, ale obowiązuje nas pewna gradacja. Dyżurny, mając ich kilka jednocześnie, musi wybrać, co w danej chwili jest ważniejsze. Jeśli tylko zastajemy na miejscu sprawcę interwencji, to nakładamy na niego mandat karny – mówi. Dodaje, że w związku z ostatnim zgłoszeniem pana Roberta z początku grudnia komenda wystąpiła do WSPol o przekazanie nagrań z monitoringu domu studenckiego. – Zawsze, kiedy dana sprawa dotyczy studentów, to informujemy o tym komendanta rektora – zapewnia rzecznik. Według danych KPP w Szczytnie, w tym roku wpłynęły tylko trzy zgłoszenia związane z zakłócaniem porządku na ul. Chrobrego, z czego dwa nie dotyczyły samego akademika, ale jego okolic.
TO MŁODZI LUDZIE, KREW W NICH BUZUJE
Z kolei rzecznik WSPol podinsp. Marcin Piotrowski zapewnia, że dom studencki jest na bieżąco monitorowany i doglądany przez dyżurnego uczelni. – To chyba najlepiej patrolowany obiekt w Szczytnie – przekonuje. Jak mówi, ostatnie zgłoszenie od pana Roberta, które wpłynęło do dyżurnego pod koniec listopada, dotyczyło skargi na to, że ktoś z mieszkania piętro wyżej głośno przestawia meble w nocy. – Studenci zostali upomnieni, a dyżurny upewnił się, czy zgłaszający może już spać – informuje rzecznik. Wyjaśnia, że studenci cywilni podlegają innym rygorom niż funkcjonariusze. W związku z zachowaniem poza uczelnią żaden z nich nie został z niej relegowany, bo nie było do tego podstaw w postaci choćby prawomocnego wyroku sądu. Najostrzejszy środek, jaki zastosowano to rozmowy dyscyplinujące. – Te przypadki nie dotyczyły osób zamieszkujących w domu studenckim, ale na prywatnych kwaterach i zdaniem dziekanów odniosły skutek, bo skargi już się nie powtórzyły – mówi rzecznik, dając do zrozumienia, że życie studenckie rządzi się swoimi prawami. – Są to młodzi ludzie, u których krew buzuje – przekonuje.
TO ON NAS NĘKA
Radomir Jakubowski, przewodniczący Rady Mieszkańców Domu Studenckiego przy ul. Chrobrego zaprzecza, aby studenci nękali pana Roberta. Według niego jest wręcz odwrotnie. – To raczej studenci są przez niego nękani, co może potwierdzić wielu świadków, w tym pracownica recepcji – mówi student, który w akademiku na ul. Chrobrego mieszka od 2014 r. Dodaje, że mieszkańcy domu studenckiego pisali skargi do władz uczelni na zachowanie swojego sąsiada. – Zarzuty dotyczyły głównie kierowanych pod ich adresem wyzwisk. Pan Robert w sposób wulgarny i agresywny zwracał się nie tylko do studentów, ale zdarzały się sytuacje, kiedy wchodził na teren akademika i sam próbował ścigać tych, do których miał pretensje – mówi przewodniczący, dodając, że obiektem ataków była też kierownik domu studenckiego. Jak informuje, w wyniku skarg pan Robert otrzymał zakaz wstępu do akademika. Zdaniem Radomira Jakubowskiego nieprawdą jest, że odbywają się tam ciągłe imprezy alkoholowe, bo studenci, jeśli chcą się bawić, to zazwyczaj robią to w lokalach na terenie miasta. Pretensje sąsiada uważa za wyolbrzymione. – Wszystkim sprawom nadaje od razu niebywałej dramaturgii, a nie próbuje z nami wyjaśnić konfliktowych sytuacji – twierdzi student. Zapewnia, że jako osobom, które wiążą swoją przyszłość z pracą w służbach mundurowych zależy na tym, aby nie wchodzić w żaden sposób w konflikt z prawem. Jego zdaniem to, co się dzieje w akademiku nie odbiega od tego, z czym mają do czynienia mieszkańcy bloków mieszkalnych. Przy okazji pociesza sąsiada, że w związku z redukcją przez WSPol liczby studentów cywilnych, już teraz w akademiku mieszka ich tylko ok. 150, choć miejsc jest 300. W przyszłości będzie ich jeszcze mniej.
Pan Robert uważa, że bezkarność studentów to skutek tego, że w Szczytnie jest nad nimi rozpięty parasol ochronny. – Wszyscy mówią o tym, ile miasto ma z nich korzyści i ile dzięki nim zarabia. Czy jednak z tego powodu można przymykać oko na to, co oni tu wyrabiają? – zastanawia się mieszkaniec.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
