Niepubliczne Przedszkole „Pod Topolą” jest kolejną placówką, która ubiega się o wypłatę źle naliczonej przez miasto dotacji. Na razie ani jego dyrekcja, ani władze nie ujawniają, o jaką chodzi kwotę. Część radnych obawia się, że sprawa wypłynie dopiero po wyborach. Wtedy przed problemem znalezienia w budżecie należnych placówce środków stanie nowa rada, a niewykluczone, że także i burmistrz.
BĘDZIE PROBLEM PO WYBORACH
Sprawa niewłaściwie naliczonej dotacji Przedszkolu Niepublicznemu „Pod Topolą” owiana jest na razie zmową milczenia. To już nie pierwsza placówka, która ubiega się o wypłatę przez miasto należnych jej środków. Przypomnijmy, że z podobnej sprawy zwycięsko wyszło już inne Niepubliczne Przedszkole, „Kinderland” prowadzone przez Anetę Lenard. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
BURMISTRZ NABIERA WODY W USTA
Radni nie doczekali się jednak konkretnej odpowiedzi od burmistrz Górskiej. Tłumaczyła ona jedynie, że wypłata dotacji dla przedszkoli niepublicznych odbywała się w oparciu o opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej. Ustawa precyzująca te kwestie weszła w życie dopiero w 2013 r., natomiast placówki upominają się o kwoty z lat wcześniejszych. - Do przedszkola „Pod Topolą” chodzą nie tylko dzieci z miasta, ale i spoza niego. Trudno tu cokolwiek powiedzieć, ale na pewno nie są to kwoty milionowe – kluczyła burmistrz, dodając, że na razie pracownicy urzędu robią „orientację” jeśli chodzi o koszty, które może ponieść miasto.
Kwoty źle naliczonej dotacji nie chce ujawnić także dyrektor Niepublicznego Przedszkola „Pod Topolą” Bożena Mikielewicz. - Z przykrością stwierdzam, że nie rozmawiam na ten temat i nie udzielam żadnych informacji – ucina dalszą rozmowę z „Kurkiem”. Przecież chodzi tu o publiczne środki z budżetu miasta – naciskamy. - Proszę o nic nie pytać mnie ani moje go przedszkola – odpowiada Bożena Mikielewicz.
(ew){/akeebasubs}
