Wiosna formalnie trwa od blisko miesiąca, ale aura sprawia, że odczuwamy ją tylko sporadycznie.

Jakiś czas temu przyleciały boćki i żurawie (taką romantyczną scenkę uchwyciliśmy niedaleko Rozóg – fot.1). Pogoda częściej kojarzy się z jesienią. Roślinność budzi się z zimowego snu jakoś z ociąganiem. Dopiero w okolicach minionego weekendu listki zaczęły powoli wychodzić i może najbliższe dni przyniosą przyspieszenie. Tam, gdzie przeprowadzono intensywną przycinkę koron drzew, ulice wyglądają na razie niezbyt wiosennie – nawet jeśli zza chmur wyjrzy słońce. Oto dla przykładu ul. Broniewskiego. Zamiast okrytych zielenią drzew, mamy raczej sterczące kikuty (fot. 2) 
Zieleń trawy dopiero powoli nabiera świeżości, a honoru kwietnia, będącego pierwszym w całości wiosennym miesiącem, bronił naszym zdaniem kolor niebieski. I nie chodzi tu o zachmurzone często niebo, ale kwiatki o niezbyt wdzięcznej nazwie – cebulice. Zakwitły one w wielu ogródkach i innych miejscach. Na terenie dawnego cmentarza ewangelickiego w Szczytnie cebulice utworzyły całe dywany (fot. 3), które mogłyby się stać lokalną atrakcją, podobnie jak krokusy w Tatrach czy na szczecińskich Wałach Chrobrego. Niestety, efekt psuje zaśmiecenie obrzeży tej starej nekropolii. Wskazanego strzałką fotela samochodowego (fot. 4) chyba nikt nie postawił po to, by podziwiać szafirowe kwiatki…{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ZNISZCZONE PRZYSTANKI

Nasze autobusy ZKM od dłuższego czasu wożą głównie powietrze. To przede wszystkim efekt trwającej od ponad roku epidemii. Ubyła pokaźna grupa pasażerów – uczniowie, którzy uczą się głównie zdalnie. Innych odstraszać może to, że środki komunikacji publicznej z powodu koronawirusa nie uchodzą za zbyt bezpieczne. Zdarza nam się mijać autobusy, w których znajduje się jedynie kierowca. Mamy nadzieję, że już wkrótce sytuacja się zmieni. Pamiętajmy choćby o tym, że planowane jest utworzenie nowej trasy połączone z zakupem autobusów elektrycznych.
Na razie mamy pewną stagnację, do której dochodzi zaobserwowane przez nas niszczenie wiat przystankowych. Przez dłuższy czas prezentowały się one nieźle i wandale jakby przestali się nimi interesować, ale nasza niedawna przejażdżka ulicami miasta pokazała po raz kolejny, że na głupotę lekarstwa nie ma. Oto dla przykładu pobazgrana wiata z pętli linii nr 1 (ul. Solidarności/Broniewskiego, ozdobiona m.in. wulgaryzmami (fot. 5). oraz przystanek na ul. Śląskiej (fot. 6). Tu dla odmiany ktoś musiał coś udowodnić, rozbijając boczną ściankę. Udowodnił wiadomo co.
BOMBOWIEC W SZCZYTNIE
Po drugiej wojnie światowej służył w siłach powietrznych USA, a ostatnio trafił do Szczytna. Mowa o słynnym bombowcu B-52, a konkretnie jego kartonowym modelu. Jego sklejenie to gratka dla pana Ferdynanda Sosnowskiego, o którego pasjach (nie tylko związanych z modelarstwem) pisaliśmy wielokrotnie.
Ile może zająć scalenie elementów modelu samolotu? Laik odpowie, że to kwestia kilku, no może kilkunastu parugodzinnych sesji. W przypadku znawcy tematu, czyli Ferdynanda Sosnowskiego, sklejenie B-52 zajęło… siedem miesięcy. Pracę nad modelem zaczął we wrześniu ubiegłego roku, a całość zakończył w ostatni weekend, gdy sklejony bombowiec polakierował. Jest to jednak model nie byle jaki. – Ten jest największy z największych – mówi pan Ferdynand. Podjął się on zadania sklejenia modelu w skali 1:33. Amerykański kolos w takim pomniejszeniu ma wymiary 1,48mx1,70m plus 0,44 m wysokości (fot.7). Bardzo czasochłonny charakter pracy nad tym modelem wynika nie tylko z jego wielkości. – Skleję i czekam – nasz rozmówca mówi w skrócie o kolejnych swoich poczynaniach. Elementów - większych i mniejszych – jest całe mnóstwo, a wszystko musi być robione z największą dokładnością i bez zbędnego pośpiechu. Inaczej wysiłek może obrócić się wniwecz.
Pan Ferdynand modelarstwem interesuje się od dziecka. Sklejał modele czołgów, różnego typu statków i samolotów. Podobną długość do B-52 miał złożony przez naszego rozmówcę model pancernika „Bismarck”. Dziś, będąc na emeryturze, czasu na modelarstwo ma teoretycznie więcej i może pozwolić sobie na precyzyjną pracę nad każdym elemencikiem. Tylko dzięki takiemu „roztkliwianiu się” nad szczegółami satysfakcja na koniec jest pełna.
Część swoich prac pan Ferdynand oddał do Urzędu Miejskiego – zdobią one ratuszowy hall. W domu na eksponowanym miejscu trzyma cztery modele drewniane. Nie ma jeszcze sprecyzowanych planów związanych z kartonowym amerykańskim bombowcem. – Na pewno dam go gdzieś do powieszenia, by ludzie zobaczyli – zapowiada.
Inną dość powszechnie znaną pasją emerytowanego pracownika szczycieńskiego TBS-u jest fotografia, a konkretnie makrofotografia. Wystudiowane zdjęcia owadów i roślin były wielokrotnie nagradzane. Przy okazji wędrówek i wypraw, których cel stanowiło m.in. wykonywanie zdjęć przyrodniczych, pana Ferdynanda zainteresowały także przydrożne kapliczki. Efektem tego jest wystawa zorganizowana w Bielańskim Ośrodku Kultury w Warszawie. Można ją oglądać do końca kwietnia w wersji on-line (www.bok-bielany.eu). Nasz rozmówca uwiecznił dzieła małej architektury sakralnej z różnych zakątków Polski. Na zdjęciach znajdziemy np. krzyż wykonany z lufy niemieckiego działa (fot. 8) czy kapliczki z Warmii, jak choćby tę z Gietrzwałdu (fot. 9)
PAMIĘCI KLENCZONA

Trwa Rok Klenczona. O paru przedsięwzięciach, związanych z inauguracją obchodów, pialiśmy ostatnio. Przed nami jeszcze niejedno wydarzenie upamiętniające artystę związanego blisko z naszym miastem.
Na chwilę chcielibyśmy wrócić do tego, co już za nami, a o czym jeszcze nie informowaliśmy. W 40. rocznicę śmierci Krzysztofa Klenczona na jego mogile złożono tekst z wierszem „Gdzie jesteś”, napisanym przez mieszkającego w Ostrołęce fana (fot. 10). Tekst przywołuje tytuły lub fragmenty kilku najbardziej znanych utworów piosenkarza. Na podobnym pomyśle oparta jest „Ballada o Krzyśku Klenczonie” naszego Sławomira Staszaka (fot. 11). Nostalgicznego utworu można wysłuchać na kanale YouTube.
Tekst i foto (w większości):
G.P.J.P.{/akeebasubs}
