Interwencją policji zakończył się protest matek, które zatrzymały autobus dowożący uczniów do szkoły w Dąbrowach. Okazuje się, że kierowca nie chce zabierać ich dzieci ze starego przystanku, bo nie godzi się na to nowy właściciel terenu, na którym się on znajduje. - Mam inne plany na zagospodarowanie tego miejsca – tłumaczy Sławomir Zyśk, radny gminy Rozogi.
PROTEST MATEK NA DRODZE
Wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego na nowo odżył konflikt między mieszkańcami Dąbrów Działów. Sprawa dotyczy przystanku autobusowego umiejscowionego obok gospodarstwa rodziny Bałdygów, z którego dzieci od 4 lat dowożone są do szkoły w Dąbrowach. Na początku br. ich rodziców zbulwersował fakt, że kierowca busa, zamiast w dotychczasowym miejscu, zaczął stawać 100 metrów dalej, obok posesji radnego Sławomira Zyśka. Po wyjaśnienia udali się do Urzędu Gminy, do wójta. Ten i pilotująca temat urzędniczka byli równie zaskoczeni jak oni. Okazało się, że zmianę przystanku zaproponował radny Zyśk, zapewniając urzędników, że temat konsultował z mieszkańcami, uzyskując ich akceptację.
Żeby załagodzić sytuację, wójt Kudrzycki w porozumieniu z przewoźnikiem zadecydował, że autobus z dziećmi będzie się zatrzymywał w obu oddalonych od siebie o 100 metrów miejscach. Wydawało się, że konflikt został zażegnany, tym bardziej, że pierwszego dnia nowego roku szkolnego autobus zatrzymał się na obu przystankach. Drugiego dnia było już jednak inaczej.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Zareagował też wójt, wydając komunikat następującej treści: W związku z zaistniałą konfliktową sytuacją związaną z dowozem uczniów do Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Dąbrowach, do chwili podjęcia Uchwały przez Radę Gminy Rozogi, określającą miejsca przystanków na drogach gminnych, z dniem 7 września 2020 r. zawiesza się dowóz uczniów na odcinku drogi gminnej nr 199020 N od skrzyżowania z drogą powiatową nr 1524 N do skrzyżowania z drogą gminną 199017 N.
To oznacza, że rodzice z tego rejonu Dąbrów Działów muszą teraz swoje pociechy osobiście dowozić do szkoły, lub posyłać je do bardziej oddalonych przystanków. - W Dąbrowach Działach przy drogach gminnych nie ma określonych uchwałą Radą Gminy miejsc przystankowych. Niech to będzie poddane debacie publicznej, skoro dwie strony są tam tak mocno skonfliktowane. Chodzi też o to, żeby uniknąć wydarzeń, które później trudno byłoby wyjaśnić czy wytłumaczyć – uzasadnia swoją decyzję wójt. Dodaje, że szukając wcześniej kompromisu zaproponował nowe lokalizacje przystanków, ale nie zyskały one akceptacji protestujących rodziców.
CZUJEMY SIĘ OSZUKANI
Miejsce, w którym mieści się stary przystanek, leży na ziemi, którą zakupił niedawno radny Zyśk. Stąd całe zamieszanie. Radny nie godzi się, aby na jego gruncie stawał autobus. Protestujący uważają, że nie jest to do końca wyjaśnione, bo w sądzie toczy się w tej sprawie postępowanie. Poza tym autobus mógłby stawać kilka metrów dalej poza sporną ziemią. - Czujemy się oszukani – mówi Dariusz Murach. - Nie chcemy likwidacji przystanku przy radnym Zyśku. Niech go sobie ma, tylko niech nam z wójtem nie zabiera naszego.
Czemu nie godzą się na kompromisowe propozycje wójta? - To mogłoby doprowadzić do skłócenia nas z innymi mieszkańcami, których dzieci musiałyby pokonywać dłuższe odcinki – mówi Anna Murach. - Obecne rozwiązanie jest idealne dla wszystkich. Przede wszystkim ze względu na to, że szóstkę, spośród ośmiorga korzystających z przystanku dzieci, odbiera tu babcia jednego z nich i sprawuje nad nimi opiekę do powrotu rodziców z pracy – dodają Monika Kołodziejczak i Kornelia Bałdyga.
Wymienieni zapewniają, że szukali porozumienia z radnym za pośrednictwem wójta. Ale od tego ostatniego mieli usłyszeć, że Zyśk nie jest zainteresowany spotkaniem z nimi.
WKOŁO MNIE OBGADUJĄ
- Nie godzę się, by autobus zatrzymywał się przy posesji Bałdygów, to tam jest moja działka, na którą mam inne plany zagospodarowania – tłumaczy radny Zyśk. - Poza tym dlaczego mam iść na rękę ludziom, którzy psują mi reputację, obgadując wkoło. Jako przykład podaje przekazywaną przez nich informację, że lokalizację przystanku przy swojej posesji załatwił u wójta, z myślą o swoim wnuczku. - Uczyniłem to na prośbę innych mieszkańców, których dzieci mają teraz bliżej do autobusu – zapewnia radny, a jego wersję potwierdzają Anna Tuszyńska, Małgorzata Sulkowska i Justyna Zyśk – synowa radnego. Teraz, jak zapewniają, na tym przystanku wsiada do autobusu czworo dzieci, a nie jak twierdzą protestujący tylko dwoje. - Byłoby ich jeszcze więcej, ale rodzice czwórki dzieci, ze względu na powinowactwo rodzinne z protestującymi, wolą prowadzić je do dalej położonego przystanku – zauważa radny Zyśk. Zaprzecza, że unika kontaktu ze skonfliktowanymi sąsiadami. - Nie składali mi żadnej propozycji. Jakby do mnie przyszli, na pewno byśmy się dogadali – zapewnia.
Prośbę o interwencję, oprócz wezwania policji, protestujący rodzice skierowali już do wojewody i kuratora. Do tego załączyli nagrania video przedstawiające ich protest i skargi kierowane w jego trakcie w stronę radnego. Ten też nie pozostał dłużny i chwycił za kamerę, filmując w akcji swoich sąsiadów. Jaki będzie tego efekt, pokaże pewnie najbliższy czas.
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
