Przed tygodniem opublikowaliśmy artykuł dotyczący grubiańskiego zachowania jednego z lekarzy chirurgów szczycieńskiego szpitala. Po jego lekturze swoimi przykrymi przeżyciami z pobytu w szczycieńskiej placówce zdecydowała się podzielić inna pacjentka.

W kwietniu ubiegłego roku spotkałam się z wielką obojętnością i brakiem współczucia ze strony lekarzy ginekologów w szpitalu w Szczytnie. Trafiłam tam około północy z strasznym bólem w prawym boku, będąc w 17. tygodniu ciąży bliźniaczej, która dotąd przebiegała prawidłowo. Przyjęto mnie jako drugą. Pani pielęgniarka zapytała, czy plamię. Odparłam, że nie, ale bardzo boli. Na to ona odpowiedziała, że jak nie plamię, to mam czekać. Ból się nasilał - strasznie się bałam, czekałam nadal, aż w końcu obudzili lekarza, który okazał się moim prowadzącym. Po wykonaniu usg stwierdził, że wszystko jest w porządku. Pomimo tego zostałam na oddziale ginekologicznym przez kolejne 7 dni, najgorsze 7 dni w moim życiu. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Badano mnie pod kątem kolki nerkowej, kamicy, choroby kręgosłupa, podawano kroplówki, leki na nerkę, choć badania nie wskazywały na problemy z nerką. Wyniki krwi były bardzo złe, wykazywały stan zapalny organizmu, wszystkie parametry były mocno podwyższone, ale dalej nic nie robiono w kierunku ciąży. Nie zrobiono mi ponownego usg, nie zbadano tętna płodu - pomimo próśb. Zarzucono mi również, że to ból psychogenny i wszystko jest w głowie. Ból był nie do opisania, nie mogłam spać, jeść, odbierał mi trzeźwość umysłu. Moje prośby o przewiezienie do Olsztyna były ignorowane, lekarze zaglądali na chwilę i przepisywali kolejne leki. Nawet doszło do tego, że nie byłam w stanie iść sama do toalety-korzystałam z kaczki, a w kąpieli pomagał mi partner. Lekarze twierdzili, że przy kolce nerkowej boleć musi, więc boli. To już było nie do zniesienia. Zaufałam lekarzom, a oni mi nie chcieli pomóc. Po 7 dniach wypisano mnie z oddziału w stanie ogólnym dobrym, choć nie byłam w stanie przejść 10 metrów. Przepisano leki i wysłano do domu. Tam leżałam, oszczędzałam się, ale ból zmniejszył się nieznacznie. Mimo to miałam nadzieję, że będzie dobrze. Do czasu... Po kilku dniach z bólem brzucha trafiłam z powrotem do szpitala. Lekarz prowadzący zbadał mnie palpacyjnie - widziałam strach w jego oczach. Pomyślałam: jest źle. Nie było dla mnie karetki, lekarz kazał na własną rękę jechać do Olsztyna. Pojechaliśmy. Jak się okazało, byłam w trakcie poronienia - kolejny dzień zmagania się z bólem i niepewnością, nie wiedząc, co mnie czeka i co się ze mną dzieje. W Szpitalu Wojewódzkim zadbano o mnie natychmiast, lecz ratować już nie było kogo. O 17.50 urodziłam pierwszego synka, o 18.00 drugiego. Właśnie tu skończył się ból fizyczny, a zaczął psychiczny, który trwa i trwać będzie przez znieczulicę i brak zaangażowania ze strony ludzi, którzy zostali lekarzami. Moja historia nie ujrzała dotąd światła dziennego, ponieważ zabrakło mi siły do walki o sprawiedliwość, lecz mam siłę, by podzielić się z nią z Wami.

imię i nazwisko

autorki do

wiadomości redakcji{/akeebasubs}