W Szczytnie, wzdłuż ul. Brzechwy i Gałczyńskiego, jakieś dwa tygodnie temu prowadzono wykopy pod instalację gazową.

Zrób to sam Skraj ulic o gruntowej nawierzchni został wówczas dość głęboko rozryty. Potem oczywiście wykopy zasypano, ale zbyt luźnym gruntem. Dało to taki wynik, że po niedawnych opadach niezagęszczony grunt rozmiękł i w jezdni utworzyły się pokaźne  koleiny. Słowem robota została spartaczona.  - Jak teraz poruszać się po takiej ulicy? - skarżyli się „Kurkowi” okoliczni mieszkańcy. Kiedy zjawiliśmy się na miejscu rzeczywiście zauważyliśmy rozmiękły skraj jezdni, ale rzuciły się w oczy także kupki żwiru i piasku leżące pod poszczególnymi posesjami.  Okazało się, że to mieszkańcy wspomnianych ulic własnym sumptem zgromadzili kruszywo. I co?{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Otóż teraz na zasadzie hasła: zrób to sam, rozrzucają żwir wzdłuż ulicy, aby wyrównać jej nawierzchnię i uzyskać jako taką przejezdność. - Gdybym miał czekać na reakcję miasta, to nie wiadomo jak długo – komentuje jeden z mieszkańców ul. Gałczyńskiego. Dlatego sam wziął się za robotę. Po rozsypaniu kruszywa przejechał po nim kilka razy samochodem, aby chociaż w ten sposób utwardzić nałożoną warstwę.

POZDROWIENIA ZZA ATLANTYKU

Kilka dni temu otrzymaliśmy słoneczne i serdeczne pozdrowienia z USA. Przysłał je nam Janusz Orzeł, były mieszkaniec naszego  miasta, a od 35 lat Arizony, konkretnie miasta Phoenix.
Pan Janusz dobrze zorientowany jest w szczycieńskiej problematyce, bo w swojej korespondencji wyraża nadzieję, że miasto w końcu pozbędzie się dziury po kinie Jurand i brzydkiego pawilonu przy ul. Odrodzenia. Liczy, że w tych miejscach powstaną równie ładne obiekty co te, które wyrosły niedawno przy placu Juranda. Na zdjęciu pan Janusz opala się na swojej posesji. Warto dodać, że w Phoenix panuje gorący, pustynny klimat. Ostatni śnieg spadł w mieście 30 grudnia 2010 roku, bo w lutym średnie temperatury wynoszą 18 – 20o C.  Latem słupek rtęci sięga momentami powyżej 40o C, czyli ponad 100o Fahrenheita, bo w  takiej skali mierzą temperaturę w USA. Phoenix liczy 1,4 mln mieszkańców, a władzę sprawuje menedżer i rada miejska. Urząd menedżera jest jednoosobowy, z kolei rada składa się z burmistrza oraz ośmiu członków(!), reprezentujących osiem dystryktów miasta. Kadencja obu urzędów trwa jak u nas cztery lata.

 

PAMIĘTA O SZCZYTNIE

Nasz czytelnik zza Atlantyku przysłał nam jeszcze jedno zdjęcie. Prezentuje się nam nim na tle swojego samochodu z ciekawą tabliczką. Teraz uwaga, bo nie jest to tablica rejestracyjna. W stanie Arizona, jak nam wyjaśnia pan Janusz, wymagana jest jedynie taka z tyłu pojazdu. Z przodu można bowiem instalować co się komu podoba. Akurat naszemu Czytelnikowi spodobała się tablica z napisem Szczytno. Dowodzi ona ciągłych związków emocjonalnych z naszym miastem. W nim bowiem urodził się pan Janusz i mieszkał do 33. roku życia.
- W dalszym ciągu, pomimo upływu tych lat, ja i moja rodzina, żyjemy problemami naszego miasta, cieszymy się z jego rozkwitu i martwimy z zaniedbań w tym zakresie - pisze na zakończenie.

W DZIURZE BEZ ZMIAN, CHYBA ŻE NA GORSZE

Czując się w pewnym sensie wywołanymi do tablicy odnośnie dziury po kinie, postanowiliśmy sprawdzić jak ona wygląda, zwłaszcza, że dawno do niej nie zaglądaliśmy. Cóż, właściwie nie widać w niej żadnych zmian, a jeżeli już, to na gorsze. Coraz bardziej rozpada się stalowy płot, sztukowany drewnianymi elementami.
Zieją w nim liczne dziury, więc nie dziwi, że ostatnio do dołu wrzucono plastikowe rynny. Widać w nim także bardzo dużo butelek po trunku o nazwie żołądkowa gorzka. W dole nie widać natomiast jakichkolwiek działań budowlanych. Co gorsza, nie zapowiada się na to, aby były one kiedykolwiek prowadzone. Burmistrz Danuta Górska niedawno rozmawiała z inwestorem, aby ten przynajmniej zasypał odgrzebane fundamenty i poprawił ogrodzenie. Działka stanowi własność prywatną, więc miasto może jedynie prosić, a nie cokolwiek nakazywać jej właścicielowi.

ORYGINALNY KOSZ NA ŚMIECI

Przy głównym przejeździe kolejowym w mieście leży sobie wielka opona, zapewne od ciągnika rolniczego. Nikt jednak w tym miejscu nie wykonywał orki, ani innych prac polowych. Gumowy przedmiot nie został zatem zgubiony - służył niegdyś za reklamę warsztatu wulkanizacyjnego. Teraz, choć leży,  także pełni dość pożyteczną role, bo służy za... śmietnik. Wnętrze opony,  jak się przekonaliśmy zaglądając do środka, wypełniają nieczystości.

 

 

 

 

KOCUR OCHRONIARZ

Często na furtkach czy bramach wjazdowych wiodących do rozmaitych posesji wiszą tabliczki z groźnie brzmiącymi napisami typu: uwaga, groźny pies! Właściciele po prostu nie życzą sobie, aby ktoś nieproszony wchodził na ich posesje, no i dlatego je wieszają. Jest to też dość skuteczna ochrona przed amatorami cudzego mienia, ale niekiedy treści  tabliczek są przesadzone. Niby napisy mają być dowcipne, ale akurat takimi nie są.
Tymczasem na jednej z posesji leżących na kolonii wsi Jeruty „Kurek” natrafił na coś takiego, co prezentujemy na zdjęciu poniżej. Tutaj posesję ochrania nie pies, a kot! Jak się można domyślać, pewnie z ostrymi pazurami.{/akeebasubs}