W budynku komunalnym przy ul. Polskiej zdarzyła się awaria przyłącza sanitarnego. Ścieki zalały mieszkanie, wskutek czego jego lokatorki musiały spędzić całą noc w oparach okropnego smrodu. Przez kolejne dni los ich także nie rozpieszczał.

Życie w ruderze
W ruderze przy ul. Polskiej zajmowanej przez Monikę Miratyńską zapadło się ze starości przyłącze kanalizacyjne, zalewając mieszkanie ściekami

W rozpadającej się przybudówce doklejonej do budynku nr 35 przy ul. Polskiej mieszkają, a właściwie egzystują, dwie kobiety – Jadwiga Miratyńska i jej córka Monika. Mały budynek, w którym nie ma nawet łazienki, a tylko wc, od dawna był przeznaczony do rozbiórki. Niestety, została ona wstrzymana i jego mieszkanki, które miały być przeniesione do lokalu socjalnego, nadal gnieżdżą się w ruinie. Prawie dwa tygodnie temu zdarzyła się tu awaria.

- Z kratki kanalizacyjnej wc zaczęły wydobywać się ścieki i zalały pół mieszkania – skarży się pani Monika. Zaraz z mamą powiadomiły o awarii administratora, czyli ZGK. Pracownicy nawet dość szybko zjawili się na miejscu, ale niestety, niewiele, a właściwie nic nie zdziałali.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Pierwszą noc po zalaniu mieszkania ściekami obie panie spędziły w oparach okropnego smrodu. Dopiero następnego dnia ZGK dał im lokal zastępczy przy ul. Bartna Strona. Cóż, pomieszczenie bez łazienki i pieca, tylko z farelką do ogrzewania właściwie nie nadaje się do zamieszania. Lokatorki trafiły z deszczu pod rynnę do jeszcze gorszej rudery. Zamiast marznąć, mimo wszystko chciały powrócić na „stare śmieci”. - Minął tydzień i nic, jak rozgrzebano mieszkanie, tak nadal pozostaje w tym stanie – skarży się pani Jadwiga. Dziwi się, że pracownicy, którzy rozkuli podłogi w kuchni i wc, nie mogą dać sobie rady z naprawą.

PRZESZŁO STULETNIA RUDERA

- Domek przy ul. Polskiej 35A liczy sobie ponad sto lat – informuje Andrzej Pleskot, dyrektor ZGK. Dodaje, że usunięcie awarii stało się trudne, bo okazało się, że ze starości zawaliło się całe przyłącze kanalizacyjne. Teraz jest ono odbudowywane i w ciągu dnia, najwyżej dwóch lokatorki będą mogły powrócić do swojego mieszkania. Historia kończy się niby happy endem, ale warunki mieszkaniowe w starym domku, gdy awaria zostanie już usunięta, pozostaną nadal fatalne.

- Nawet gdyby budynek został rozebrany, a panie Miratyńskie przeniesione do lokalu socjalnego, niewiele by to dało – mówi Andrzej Pleskot. Te, którymi dysponuje miasto, są o podobnym standardzie i w równie marnym stanie technicznym.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}