Sprawa zwrotu środków wydatkowanych niezgodnie z prawem przez stowarzyszenie Helper, które prowadziło Środowiskowy Dom Samopomocy w Jedwabnie, wciąż spędza sen z powiek władzom gminy. Temat powrócił podczas niedawnego spotkania samorządowców i mieszkańców z wojewodą Arturem Chojeckim.
POPADNIEMY W TARAPATY
Środowiskowy Dom Samopomocy w Jedwabnie do stycznia 2018 r. prowadziło stowarzyszenie Helper, na czele którego stała najpierw Katarzyna K., a potem jej mąż, były poseł Prawa i Sprawiedliwości, znany także jako agent Tomek, Tomasz Kaczmarek. Dotacje na funkcjonowanie placówki z budżetu państwa, za pośrednictwem Urzędu Wojewódzkiego, gmina przekazywała właśnie tej organizacji. Kontrole przeprowadzane przez Urząd Kontroli Skarbowej, a potem także przez wojewodę warmińsko – mazurskiego, wykazały szereg nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy. Od kilku lat postępowanie w tej sprawie prowadzi też Prokuratura Regionalna w Białymstoku, która postawiła do tej pory zarzuty kilkudziesięciu osobom, w tym także Katarzynie K.
Spory problem mają samorządy, na terenie których Helper prowadził środowiskowe domy, w tym gmina Jedwabno. Od dłuższego czasu wisi nad nią widmo zwrotu pobranej przez stowarzyszenie dotacji. Do tej pory Urząd Kontroli Skarbowej zakwestionował, w przypadku Jedwabna, kwotę ok. 5 mln złotych. - Razem z odsetkami wychodzi 8 milionów – szacuje wójt Sławomir Ambroziak. Przyznaje, że dla samorządu oznacza to poważne tarapaty finansowe.
TO NIE MY UKRADLIŚMY
Temat zwrotu środków poruszono podczas niedawnego spotkania mieszkańców gminy i samorządowców z wojewodą Arturem Chojeckim. - To zagrożenie dla naszego budżetu – alarmował włodarz, przypominając, że gmina i tak jest już zadłużona, więc konieczność oddania jeszcze 8 milionów z tytułu działalności Helpera, skutkować może niewypłacalnością. - Dla nas to sytuacja kłopotliwa, bo dlaczego mamy oszczędzać np. na edukacji naszych dzieci, czy budowie dróg i kanalizacji. Przecież to nie my ukradliśmy te pieniądze – mówił Ambroziak. Przypominał też, że do nieprawidłowości dochodziło w okresie, kiedy gminą rządził jego poprzednik Krzysztof Otulakowski, a urząd wojewody sprawował Marian Podziewski. - Ani pan, ani ja żeśmy w tym nie uczestniczyli, a przyszło nam sprzątać po naszych poprzednikach – zwracał się do Artura Chojeckiego, ubolewając, że cała ta sprawa stawia ich obu po przeciwnych stronach barykady. Wójt apelował do wojewody, aby pochylił się nad sytuacją. Podkreślał również, że w całej tej sprawie winę ponosi także Urząd Wojewódzki, który pod poprzednimi rządami niewłaściwie kontrolował wydatki Helpera. Wojewoda Chojecki nie do końca zgadzał się z tą argumentacją.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
TO NIE BĘDZIE 8 MILIONÓW
Chojecki uspokajał przybyłych na spotkanie, zapewniając, że kwota do zwrotu będzie niższa od szacunków przedstawionych przez wójta. - Urząd Kontroli Skarbowej bardzo rygorystycznie to określa, ale to wojewoda wydaje decyzję – tonował obawy włodarza gminy. Zwracał też uwagę, że do zwrotu środków droga jeszcze bardzo daleka. - To nie jest tak, że wojewoda wydaje decyzję, a wójt zaraz następnego dnia musi przekazać pieniądze – uspokajał Artur Chojecki, przypominając, że po drodze są instancje odwoławcze, takie jak ministerstwo finansów oraz sądy. - Trzeba spokojnie czekać na przejście całej procedury – dodawał.
Przewodnicząca Rady Gminy Elżbieta Brzóska przypominała, że wydatki Helpera wzbudzały wątpliwości radnych. Zwracali się oni z prośbą o interwencję do poprzedniego wojewody, zapraszając go nawet na wspólne posiedzenie komisji. - Niestety, było to lekceważone – ubolewała przewodnicząca. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wtedy, gdy na jaw wyszły nieprawidłowości w innych domach prowadzonych przez Helpera. Zdaniem wojewody reakcja samorządu może być brana pod uwagę w całym postępowaniu i zadziałać na jego korzyść.
Z kolei radny Daniel Dunajski zwracał uwagę, że sprawa ciągnie się już bardzo długo, a przez ten czas gminie rosną odsetki. Dlatego prosił wojewodę, aby ten wpłynął na odpowiednie organy w sprawie przyspieszenia procedur. - My w tym momencie boimy się podejmowania konkretnych i nwestycji czy uchwalania budżetu – mówił. Artur Chojecki zadeklarował, że przyjrzy się sprawie na poziomie Urzędu Wojewódzkiego oraz będzie monitował w ministerstwie finansów.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
