Reklama

Węgiel

Wracamy do tematu dzikich ptaków, których śmierć wstrząsnęła mieszkańcami Bartnej Strony. Najbardziej dotknęła ich jednak reakcja urzędników, którzy przez długi czas lekceważyli niepokojące doniesienia.

Dlaczego tak późno

BEZSKUTECZNY ALARM

Od połowy września na szczycieńskich jeziorach padają dzikie ptaki. Sytuacja ta zaniepokoiła mieszkańców Bartnej Strony, których posesje znajdują się w sąsiedztwie jeziora. Łącznie znaleźli oni ok. 14 martwych ptaków, głównie kaczek i łabędzi, ale również był wśród nich perkoz i rybitwa.

- Parę razy telefonowałam w tej sprawie do miejskiego Wydziału Ochrony Środowiska - mówi Jolanta Jankiewicz mieszkanka Bartnej Strony, nauczycielka w ZS nr 1. - Jednak bez skutku. Urzędnicy powiedzieli mi, że ptaki w ten sposób śpią na wodzie.

Ta wypowiedź zbulwersowała panią Jolantę. - Zostawiłam swój numer telefonu i zaproponowałam, że wskażę miejsce, gdzie znajdują się martwe ptaki - dodaje. Jej sąsiad Andrzej Rybacki osobiście wyciągał z wody nieżywe kaczki.

- Nie wiedziałem, co robić, zakopałem więc martwe ptaki, aby zapobiec rozszarpaniu ich przez psy.

W dniu, w którym z nim rozmawialiśmy dwie padłe kaczki nadal leżały na brzegu półwyspu.

NA RATUNEK ŁABĘDZIOM

Mieszkańcy Bartnej Strony, nie godząc się z bezczynnością urzędników, zasugerowali im przetransportowanie pozostałych przy życiu ptaków w bezpieczne miejsce.

Tylko jeden z nich został przewieziony przez straż miejską do Mazurskiego Parku Krajobrazowego w Krutyni, resztę pozostawiono na miejscu.

- Gdyby wtedy wywieziono wszystkie ptaki, na pewno nadal by żyły - twierdzi Jolanta Jankiewicz.

Wśród mieszkańców zaczęły krążyć domysły o możliwości pojawienia się na naszym terenie wirusa ptasiej grypie. Próbowaliśmy zadzwonić pod uruchomiony niedawno numer alarmowy, pod którym zbierane są informacje o niepokojących zachowaniach ptactwa. Jednak szef działającego przy starostwie Wydziału Zarządzania Kryzysowego nie był w stanie podać nam numeru telefonu, dziwiąc się (!), że taki w ogóle istnieje.

Skontaktowaliśmy się więc z Powiatowym Lekarzem Weterynarii. Po naszym telefonie weterynarze zabrali dwa ptaki na badania.

- Perkoz był zainfekowany posocznicą paciorkową, u niego i u drugiego ptaka stwierdziliśmy zmiany w przewodzie pokarmowym - poinformował nas Maciej Kandulski zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Szczytnie, wykluczając jednocześnie zakażenie ptaków chorobą wirusową.

BRAK KOMPETENCJI

Dopiero po zabraniu dwóch ptaków przez weterynarzy nad jeziorem zjawiły się pracownice sanepidu. Reporterzy "Kurka" wskazali im miejsce, gdzie leżą martwe kaczki. O dziwo, zostało to zlekceważone. W sporządzonym po oględzinach jeziora i brzegów protokole czytamy: "Podczas wizji lokalnej nie stwierdzono martwego ptactwa wzdłuż linii brzegowej Jeziora Domowego Dużego." Zdziwiło nas też, że sanepid nie pobrał do analizy próbek wody.

- Do naszych obowiązków należy tylko badanie wody z miejskiego kąpieliska - usłyszeliśmy od Grażyny Sosnowskiej, kierowniczki Oddziału Higieny Komunalnej. - Wodę w jeziorze powinien zbadać Inspektorat Ochrony Środowiska w Olsztynie - dodaje. Innego zdania jest naczelnik Wydziału Inspekcji Ochrony Środowiska przy Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Olsztynie Wiesław Aftanas. - Działania w takim przypadku powinien podjąć sanepid, który jest upoważniony do przeprowadzenia pełnych badań. Poza tym powinno się sprawdzić wyloty wszystkich studzienek wodno-kanalizacyjnych.

PRZEJĘCI UCZNIOWIE

Losem łabędziej rodziny przejęli się uczniowie ZS nr 1 w Szczytnie.

Nagłe padanie ptaków zbiegło się w czasie z obchodzonym 6 października Szczycieńskim Dniem Ekologii. Pod kierownictwem Jolanty Jankiewicz młodzież wystawiła sztukę pod tytułem "Historia pewnej rodziny w 3 aktach". Bohaterowie to oczywiście łabędzie ze szczycieńskiego jeziora. Młodzież przygotowała również wystawę zdjęć, na których można było zobaczyć kompletną jeszcze łabędzią rodzinę (liczącą początkowo 7 sztuk) oraz fotografie konającego młodego łabędzia. Po występach młodzieży Lucjan Wołos naczelnik Wydziału Rozwoju Miasta oznajmił, że sytuacja została już opanowana. Nie wspomniał jednak, dlaczego tak późno.

REAKCJA PO TRZECH TYGODNIACH

Zapytaliśmy wiceburmistrz Danutę Górską, dlaczego zlekceważono pierwsze sygnały mieszkańców.

- O całej sprawie dowiedzieliśmy się w momencie padnięcia dwóch ptaków (29 września) i natychmiast zareagowaliśmy - mówi Górska. - Zleciliśmy pobranie i zbadanie próbek wody WIOŚ-owi, martwe ptaki zostały również wysłane do badania, natomiast trzy łabędzie przewieziono do Dąbrówki.

Rzeczywiście, pozostałe przy życiu ptaki dopiero 5 października, czyli po upływie trzech tygodni od zgłoszenia pierwszych niepokojących sygnałów, przewieziono do Ośrodka Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych Leśnictwa Dąbrówka przy Nadleśnictwie Olsztyn.

- Ptaki czują się dobrze, zostały pobrane wymazy kałowe, na podstawie których będzie można określić ich kondycję. Jeśli wyniki wyeliminują ewentualną chorobę, łabędzie zostaną wypuszczone na kanał Łyny - poinformował nas Paweł Bednarczyk, leśnik z Ośrodka Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych w Leśnictwie Dąbrówka.

- Łabędzie to jedne z najbardziej odpornych dzikich ptaków. Musiałoby być naprawdę duże skażenie wody, żeby zaczęły padać - dodaje leśnik.

Ewentualną przyczyną padania ptaków może być także nienaturalnie duże stężenie sinic. Na razie nie wiadomo jednak, czy w wodzie znajdują się również zanieczyszczenia chemiczne.

ZANIEPOKOJONA KONSERWATOR

Na wyniki badań trzeba poczekać jeszcze kilka dni. Mieszkańcy Bartnej Strony przypuszczają, że przyczyną choroby ptaków mogą być zaobserwowane na jeziorze wycieki czarnej, mazistej i cuchnącej substancji wydobywającej się z rury na wysokości roszarni. Taką sytuację po raz kolejny odnotowali 7 października.

- Zgłosiliśmy to strażakom, którzy pobrali próbkę wody w słoiku - mówi Andrzej Rybacki.

Zaniepokojona sytuacją na szczycieńskim akwenie i reakcją miejscowych władz oraz odpowiedzialnych instytucji jest Maria Mellin, Wojewódzki Konserwator Przyrody. Kilka dni temu wysłała pismo do burmistrza Szczytna, w którym prosi o udzielenie informacji o podjętych działaniach w sprawie padających ptaków i wyjaśnienie stanowiska sanepidu w tej sprawie. Podobne pismo trafiło także do Warmińsko-Mazurskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Olsztynie z prośbą o "przeprowadzenie badań wody Jeziora Domowego Dużego pod kątem skażenia wód tego zbiornika."

Justyna Maciejczyk

2005.10.12