Opuszczone z pozoru magazyny na ul. Gnieźnieńskiej w Szczytnie, tuż przy granicy miasta z Korpelami, kryły mroczną tajemnicę. W pomieszczeniach funkcjonowało jedno z największych w regionie laboratoriów narkotyków oraz linia produkcyjna nielegalnych wyrobów tytoniowych. Sprawa ujrzała światło dzienne po tym, jak w sąsiednim pustostanie doszło do pożaru śmieci. Okazuje się jednak, że miejsce to już wcześniej intrygowało pracowników spółki „Aqua”.

Fabryka narkotyków na obrzeżach miasta
Największe w regionie laboratorium narkotyków funkcjonowało w wyglądających na pierwszy rzut oka na pustostany pomieszczeniach magazynowych

TAJEMNICA OPUSZCZONEGO MAGAZYNU

Magazyny na ul. Gnieźnieńskiej w Szczytnie, na obrzeżach miasta, tuż przy granicy z Korpelami, nie wyróżniają się niczym spośród sąsiadujących z nimi obiektów o podobnym przeznaczeniu. Na pierwszy rzut oka wyglądają na pustostany, z tym że dostępu do nich broni stosunkowo nowa brama i wysokie betonowe ogrodzenie. Z naszych informacji wynika, że teren należy do mieszkającego w Szczytnie przedsiębiorcy branży budowlanej. Mężczyzna dzierżawił go swojej partnerce, pracownicy jednego z banków. We wtorek 14 stycznia wyszło na jaw, że w magazynach prowadzona była, na szeroką skalę, nielegalna działalność. Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy w sąsiednim obiekcie doszło do zadymienia spowodowanego pożarem znajdujących się tam śmieci.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - Zgłoszenie wpłynęło do nas o godzinie 12.26. Pożar wybuchł w jednym z pomieszczeń na parterze, gdzie składowane były w dość dużej ilości odpady budowlane – informuje kpt. Karol Doryn, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie. Na miejscu interweniowali strażacy i policjanci. Pożar okazał się niegroźny i został szybko opanowany. Ze względu na wysoką temperaturę jednej ze ścian, kierujący działaniami postanowił sprawdzić pobliski magazyn pod kątem ewentualnego rozprzestrzeniania się ognia. Jednak znajdująca się na miejscu osoba dozorująca budynek poinformowała go, że nie ma do niego kluczy. W tej sytuacji strażacy w obecności policji usunęli jedną z blach broniących dostępu do środka. Wtedy funkcjonariusze odkryli maszyny do produkcji wyrobów tytoniowych i linię produkcyjną do wytwarzania narkotyków.

PRODUKCJA NA NIESPOTYKANĄ SKALĘ

Na miejsce zadysponowano dodatkowe siły policyjne, m. in. grupę dochodzeniowo – śledczą, policjantów z Wydziału Kryminalnego KWP w Olsztynie, specjalistów z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Olsztynie, policyjnych pirotechników oraz specjalną grupę chemiczną PSP z Olsztyna. Po zakończeniu czynności sprawdzających to miejsce pod kątem zagrożeń chemicznych i stwierdzeniu, że takie nie występuje, przystąpiono do oględzin pomieszczeń wewnątrz budynku.

Oględziny zabezpieczonych substancji trwały kilka dni

Służby zabezpieczyły niespotykane dotąd w regionie ilości nielegalnych substancji. Wśród nich była krajanka tytoniowa o łącznej wadze ok. 4,5 tony, 800 litrów płynnego klefedronu, z którego można przygotować kilkaset kilogramów gotowego narkotyku oraz 100 kg w postaci sproszkowanej. Ponadto na miejscu znajdowało się około 30 kilkudziesięciolitrowych beczek płynnych substancji, wykorzystywanych najprawdopodobniej do produkcji narkotyków i obróbki krajanki tytoniowej, a także maszyny służące do jej wyrobu. W sprawie w charakterze świadków przesłuchano początkowo pięciu mężczyzn, mieszkańców gminy Szczytno w wieku od 47 do 60 lat, których udział w procederze jest wyjaśniany. Oględziny zabezpieczonych substancji trwały kilka dni. Czynności prowadzi Prokuratura Rejonowa w Szczytnie. - Pracujemy dzień i noc. Co do czynności procesowych, ze względu na dobro postępowania, nie mogę ujawniać szczegółów – mówi prokurator rejonowy Artur Bekulard. Czy wiadomo już, jak długo funkcjonowało nielegalne laboratorium? - Trudno na ten moment to określić. Biorąc jednak pod uwagę ilość zabezpieczonych środków odurzających i suszu tytoniowego, na pewno nie trwało to krótko – odpowiada szef prokuratury. Według wstępnych ustaleń, czarnorynkowa wartość zabezpieczonych środków może wynieść nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

NA RAZIE DWÓCH W TYMCZASOWYM ARESZCIE

Jak poinformował nas we wtorek 21 stycznia rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Daniel Brodowski, na razie w sprawie zatrzymano dwóch mężczyzn, Patryka K. i Radosława G. Pierwszy jest mieszkańcem jednego z okolicznych powiatów województwa warmińsko – mazurskiego, drugi – mieszkańcem powiatu szczycieńskiego. Obaj decyzją sądu trafili do tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Patryk K. usłyszał zarzut wytwarzania narkotyków, natomiast Radosław G. - zarzut związany z pomocnictwem w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej poprzez pomoc jednej z osób w ukryciu się przed organami ścigania. Jak podkreśla rzecznik, sprawa jest na początkowym etapie i planowane są dalsze zatrzymania.

„AQUA” ODKRYWA NIELEGALNE PRZYŁĄCZE

Początkowo w sprawie zatrzymano pięć osób, ale obecnie w tymczasowym areszcie przebywa dwóch mężczyzn

Okazuje się, że przestępcza działalność odbywała się niemałym kosztem miasta, a konkretnie spółki „Aqua”. Jej pracownicy krótko przed ujawnieniem fabryki narkotyków odkryli, że na terenie posesji istnieje nielegalne przyłącze, z którego w dużych ilościach pobierana jest woda. - Długo nie był odczytywany tam wodomierz. Powodem było to, że od 2023 r. nasi pracownicy nie byli wpuszczani na tę posesję. Zawsze, kiedy przyjeżdżali, brama była zamknięta – relacjonuje prezes spółki „Aqua” Arkadiusz Brzozowski. - W rozmowach telefonicznych z osobą dzierżawiącą teren, otrzymywaliśmy informacje, że nic tam się nie dzieje i stan wodomierza jest stale ten sam. Dlatego na fakturach naliczaliśmy tylko opłatę abonamentową – tłumaczy prezes. Wreszcie, pod koniec grudnia, pracownicy spółki, przejeżdżając ul. Gnieźnieńską, zauważyli, że brama na posesję jest otwarta. Wtedy postanowili sprawdzić stan wodomierza i porobić zdjęcia. - Zużycie wody wyszło bardzo duże. Faktura, którą wystawiliśmy pani dzierżawiącej nieruchomość, opiewa na 138 tys. zł – mówi Arkadiusz Brzozowski. Na tym jednak nie koniec. - Stwierdziliśmy, że są tam także łazienki, a dzierżawca nie ma umowy na korzystanie z sieci kanalizacyjnej i nie płaci za odprowadzanie ścieków – zdradza prezes, dodając, że jeśli tylko otrzyma na to potwierdzenie, wystawi fakturę na większą sumę.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}