Opuszczone z pozoru magazyny na ul. Gnieźnieńskiej w Szczytnie, tuż przy granicy miasta z Korpelami, kryły mroczną tajemnicę. W pomieszczeniach funkcjonowało jedno z największych w regionie laboratoriów narkotyków oraz linia produkcyjna nielegalnych wyrobów tytoniowych. Sprawa ujrzała światło dzienne po tym, jak w sąsiednim pustostanie doszło do pożaru śmieci. Okazuje się jednak, że miejsce to już wcześniej intrygowało pracowników spółki „Aqua”.
TAJEMNICA OPUSZCZONEGO MAGAZYNU
Magazyny na ul. Gnieźnieńskiej w Szczytnie, na obrzeżach miasta, tuż przy granicy z Korpelami, nie wyróżniają się niczym spośród sąsiadujących z nimi obiektów o podobnym przeznaczeniu. Na pierwszy rzut oka wyglądają na pustostany, z tym że dostępu do nich broni stosunkowo nowa brama i wysokie betonowe ogrodzenie. Z naszych informacji wynika, że teren należy do mieszkającego w Szczytnie przedsiębiorcy branży budowlanej. Mężczyzna dzierżawił go swojej partnerce, pracownicy jednego z banków. We wtorek 14 stycznia wyszło na jaw, że w magazynach prowadzona była, na szeroką skalę, nielegalna działalność. Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy w sąsiednim obiekcie doszło do zadymienia spowodowanego pożarem znajdujących się tam śmieci.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
PRODUKCJA NA NIESPOTYKANĄ SKALĘ
Na miejsce zadysponowano dodatkowe siły policyjne, m. in. grupę dochodzeniowo – śledczą, policjantów z Wydziału Kryminalnego KWP w Olsztynie, specjalistów z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Olsztynie, policyjnych pirotechników oraz specjalną grupę chemiczną PSP z Olsztyna. Po zakończeniu czynności sprawdzających to miejsce pod kątem zagrożeń chemicznych i stwierdzeniu, że takie nie występuje, przystąpiono do oględzin pomieszczeń wewnątrz budynku.
Służby zabezpieczyły niespotykane dotąd w regionie ilości nielegalnych substancji. Wśród nich była krajanka tytoniowa o łącznej wadze ok. 4,5 tony, 800 litrów płynnego klefedronu, z którego można przygotować kilkaset kilogramów gotowego narkotyku oraz 100 kg w postaci sproszkowanej. Ponadto na miejscu znajdowało się około 30 kilkudziesięciolitrowych beczek płynnych substancji, wykorzystywanych najprawdopodobniej do produkcji narkotyków i obróbki krajanki tytoniowej, a także maszyny służące do jej wyrobu. W sprawie w charakterze świadków przesłuchano początkowo pięciu mężczyzn, mieszkańców gminy Szczytno w wieku od 47 do 60 lat, których udział w procederze jest wyjaśniany. Oględziny zabezpieczonych substancji trwały kilka dni. Czynności prowadzi Prokuratura Rejonowa w Szczytnie. - Pracujemy dzień i noc. Co do czynności procesowych, ze względu na dobro postępowania, nie mogę ujawniać szczegółów – mówi prokurator rejonowy Artur Bekulard. Czy wiadomo już, jak długo funkcjonowało nielegalne laboratorium? - Trudno na ten moment to określić. Biorąc jednak pod uwagę ilość zabezpieczonych środków odurzających i suszu tytoniowego, na pewno nie trwało to krótko – odpowiada szef prokuratury. Według wstępnych ustaleń, czarnorynkowa wartość zabezpieczonych środków może wynieść nawet kilkadziesiąt milionów złotych.
NA RAZIE DWÓCH W TYMCZASOWYM ARESZCIE
Jak poinformował nas we wtorek 21 stycznia rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Daniel Brodowski, na razie w sprawie zatrzymano dwóch mężczyzn, Patryka K. i Radosława G. Pierwszy jest mieszkańcem jednego z okolicznych powiatów województwa warmińsko – mazurskiego, drugi – mieszkańcem powiatu szczycieńskiego. Obaj decyzją sądu trafili do tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Patryk K. usłyszał zarzut wytwarzania narkotyków, natomiast Radosław G. - zarzut związany z pomocnictwem w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej poprzez pomoc jednej z osób w ukryciu się przed organami ścigania. Jak podkreśla rzecznik, sprawa jest na początkowym etapie i planowane są dalsze zatrzymania.
„AQUA” ODKRYWA NIELEGALNE PRZYŁĄCZE
Okazuje się, że przestępcza działalność odbywała się niemałym kosztem miasta, a konkretnie spółki „Aqua”. Jej pracownicy krótko przed ujawnieniem fabryki narkotyków odkryli, że na terenie posesji istnieje nielegalne przyłącze, z którego w dużych ilościach pobierana jest woda. - Długo nie był odczytywany tam wodomierz. Powodem było to, że od 2023 r. nasi pracownicy nie byli wpuszczani na tę posesję. Zawsze, kiedy przyjeżdżali, brama była zamknięta – relacjonuje prezes spółki „Aqua” Arkadiusz Brzozowski. - W rozmowach telefonicznych z osobą dzierżawiącą teren, otrzymywaliśmy informacje, że nic tam się nie dzieje i stan wodomierza jest stale ten sam. Dlatego na fakturach naliczaliśmy tylko opłatę abonamentową – tłumaczy prezes. Wreszcie, pod koniec grudnia, pracownicy spółki, przejeżdżając ul. Gnieźnieńską, zauważyli, że brama na posesję jest otwarta. Wtedy postanowili sprawdzić stan wodomierza i porobić zdjęcia. - Zużycie wody wyszło bardzo duże. Faktura, którą wystawiliśmy pani dzierżawiącej nieruchomość, opiewa na 138 tys. zł – mówi Arkadiusz Brzozowski. Na tym jednak nie koniec. - Stwierdziliśmy, że są tam także łazienki, a dzierżawca nie ma umowy na korzystanie z sieci kanalizacyjnej i nie płaci za odprowadzanie ścieków – zdradza prezes, dodając, że jeśli tylko otrzyma na to potwierdzenie, wystawi fakturę na większą sumę.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
