Emil Leyk, działacz ruchu mazurskiego, inżynier i przedsiębiorca, który w czasie wojny, jako oficer Wehrmachtu, współpracował z polskim i greckim ruchem oporu, doczekał się tablicy pamiątkowej w Wielbarku. Została ona odsłonięta na domu należącym niegdyś do rodziny Leyków, w pobliżu ich dawnego tartaku oraz cegielni.

Inżynier, który kochał Mazury
Odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej Emilowi Leykowi dokonali jego syn Wiktor Marek Leyk (z prawej) i burmistrz Wielbarka Grzegorz Zapadka

MAZURSKI HANS KLOSS

Emil Leyk to postać, o której można by nakręcić trzymający w napięciu film. Nic dziwnego, że uchodzi za pierwowzór serialowego Hansa Klossa. Urodzony w podszczycieńskich Lemanach syn Gottlieba Leyka i brat Fryderyka, był uzdolnionym inżynierem, architektem i innowatorem, a także działaczem ruchu mazurskiego. W 1919 r. wybudował w Wielbarku dom, tartak i cegielnię. Majątek utracił po plebiscycie 1920 r., kiedy to opowiedział się po stronie polskiej. Za swoje przekonania był przez Niemców prześladowany, a podczas jednego z zebrań przedplebiscytowych dotkliwie pobity. Brał udział w dwóch wojnach światowych. Podczas pierwszej został ranny w trakcie bitwy pod Łodzią.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W czasie drugiej, jako oficer Wehrmachtu współpracował z greckim i polskim ruchem oporu. Po jej zakończeniu wrócił do Polski, gdzie był prześladowany przez komunistyczne władze i poddany brutalnemu śledztwu przez UB, które podejrzewało go o szpiegostwo. Nigdy nie odzyskał swojego rodzinnego majątku. W Szczytnie był zatrudniony w różnych zakładach, m.in. w fabryce mebli, fabryce przemysłu drzewnego i gazowni. Zmarł w Olsztynku w 1972 r., spoczywa na cmentarzu przy ul. Poprzecznej w Olsztynie.

PRZEDSIĘBIORCA I INNOWATOR

Kilka lat temu jednej z ulic w Wielbarku nadano imię Emila Leyka. W minioną środę, w 130. rocznicę jego urodzin, działacz ruchu mazurskiego doczekał się kolejnej formy upamiętnienia w mieście, gdzie żył i prowadził interesy. Na zachowanym do dziś domu przy ul. Kopernika należącym niegdyś do rodziny Leyków, odsłonięto pamiątkową tablicę. W uroczystości wzięła udział najbliższa rodzina Emila Leyka, w tym jego syn Wiktor Marek wraz z żoną Teresą Astramowicz – Leyk i córką Wiktorią, dwie przybyłe z Niemiec wnuczki, Karin i Gunda, a także bratanica, córka Fryderyka Leyka – Lidia Leyk – Juranek. Licznie przybyli też samorządowcy na czele z członkinią Zarządu Województwa Sylwią Jaskulską, starostą Jarosławem Matłachem, burmistrzem Wielbarka Grzegorzem Zapadką, a także wójtami – Jedwabna Sławomirem Ambroziakiem i Rozóg Zbigniewem Kudrzyckim.

Wspominając postać Emila Leyka, włodarz Wielbarka przybliżał jego mniej znane oblicze zasłużonego dla rozwoju miasta przedsiębiorcy i innowatora. Wspominał, że wybudował tu tartak, który działał jeszcze potem przez wiele lat. Obecnie jego symboliczną następczynią jest IKEA Industry, będąca fundatorem tablicy. - W tartaku pracowała maszyna parowa z czasów Emila Leyka. Funkcjonowała jeszcze do końca lat 70. Z dzieciństwa pamiętam jej charakterystyczny dźwięk. W Wielbarku nie trzeba było mieć zegarka, bo tartak gwizdał o godzinie 6.00, potem o 14.00 i na końcu o 22.00 – dzielił się swoimi wspomnieniami burmistrz, który wraz z synem Emila, Wiktorem Markiem dokonał odsłonięcia tablicy. Włodarz opowiadał także o innym przedstawicielu rodziny Leyków, który był ostatnim pocztylionem Poczty Cesarskiej i obsługiwał dyliżans kursujący do Szczytna.

POCZUCIEM HUMORU MASKOWAŁ GORYCZ

W uroczystości udział wzięła rodzina Emila Leyka oraz licznie przybyli samorządowcy wraz z kierownictwem szczycieńskiego muzeum

Biografię Emila Leyka przybliżył przybyłym na uroczystość historyk i regionalista, współpracownik „Kurka Mazurskiego”, Witold Olbryś. Na bardziej osobiste wspomnienia o stryju dała się namówić Lidia Leyk – Juranek. - Emil, mimo tak trudnego losu, do samego końca był osobą niezwykle społeczną, towarzyską i niebywale dowcipną – mówiła. W rozmowie z „Kurkiem” zdradziła, że stryj bardzo sobie cenił dobre jedzenie. - Zawsze mówił: jedzenie to dla mnie nabożeństwo – opowiada Lidia Leyk – Juranek. Dodaje, że nie miał swoich ulubionych potraw, bo zarówno w jej domu rodzinnym, jak i stryja Emila, kuchnia stała zawsze na wysokim poziomie, więc wszystko mu w niej smakowało. Pani Lidia przyznaje, że nigdy nie opowiadał o swoich wojennych losach. Pod koniec życia, podobnie jak jej ojciec, nie krył też rozczarowania tym, co spotkało go w Polsce, o którą przecież walczył. Po wojnie na obu braci Leyków spadły szykany, nieprzyjemności oraz wrogość i to nie tylko ze strony komunistycznych władz. - Czasami Emil spotykał się z moim ojcem. Wtedy siadali u nas w Szczytnie, w tzw. dużym pokoju i opowiadali sobie o dawnych czasach. Kiedyś, jak opowiadała mi mama, obaj się popłakali – mówi pani Lidia. Jej ojciec Fryderyk nie chciał, aby jego dzieci włączały się w działalność polityczną. - Kategorycznie nam tego zakazał. Nikt z rodzeństwa, a mam dwóch braci i siostrę, nie zajmował się nigdy polityką – podkreśla pani Lidia.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}