Reklama

Węgiel

Tegoroczne Dni i Noce Szczytna to już historia. Uznaliśmy, że skoro emocje opadły, nadszedł dobry moment, żeby zastanowić się nad obecną formułą imprezy, jej poziomem artystycznym i przyszłością.

JERZY KLENCZON: - Na pewno Dni i Noce Szczytna są dobrą impreza jeśli rozpatrywać ją pod kątem miejskim, lokalnym. Mieszkańcy miasta oczekują przede wszystkim zabawy i bez względu na zestaw wykonawców mają z niej zawsze wielką radość. Wydaje mi się natomiast, że gdzieś zatracił się pierwotny sens Dni i Nocy. Od początku miała to być impreza poświęcona pamięci Krzysztofa. Kiedyś artyści zapewniali, że występując w Szczytnie, wykonają przynajmniej jeden utwór z jego repertuaru. Owszem, co roku akcenty klenczonowski są obecne, ale mam wrażenie, że z roku na rok jest ich coraz mniej. Dni i Noce zaczynają przypominać wielki piknik. Moim zdaniem nie jest dobre to, że organizacja spoczywa wyłącznie na barkach Miejskiego Domu Kultury. Może należałoby zwrócić się o pomoc do jakiejś profesjonalnej firmy, zajmującej się takimi przedsięwzięciami. Warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza, że wydarzenie jest dotowane z kasy miejskiej, a jego bilans finansowy wcale nie olśniewa. Jeśli chodzi o przyszłość, to na pewno trzeba kontynuować konkurs dla młodych wykonawców. W tym roku poziom uczestników konkursu był bardzo wysoki. Może dzięki temu Szczytno zacznie być jednoznacznie kojarzone z muzyką lat 60? Z formułą muzyczną trudno utrafić w gusta społeczeństwa. Wiadomo, że nie można usatysfakcjonować wszystkich, ale należy próbować poszukać rozwiązania bardziej optymalnego niż obecne. Tutaj dostrzegam rolę lokalnej prasy, która powinna rozpisać ankiety, kto czego oczekuje po Dniach i Nocach Szczytna. Na tej podstawie organizatorzy mogliby zaproponować formułę najbardziej zbliżoną do preferencji mieszkańców miasta.

MONIKA HAUSMAN-PNIEWSKA (radna): - Tegoroczne Dni i Noce Szczytna spędziłam w serdecznej i przyjacielskiej atmosferze. Brałam udział tylko w koncercie sobotnim, który mi się nie podobał, choć nie wiem, jak było do końca, bo wyszłam w trakcie jego trwania. Na uwagę zasługuje coraz wyższy poziom wykonawców startujących w konkursie. Szczególnie słuchając ich w pubie "Gama" miałam bardzo pozytywne wrażenia. Nieco gorzej wypadli na głównej scenie. Poza tym poprawia się kultura biorących udział w zabawie. Nie dostrzegłam znanych z poprzednich lat, gorszących scenek: pijanych rodzin z dziećmi ani aktów chuligaństwa. Sprawniej niż zazwyczaj przebiegało sprzątanie - w poniedziałek Plac Juranda był już czysty.

Formuła Dni i Nocy jest dostosowana do potrzeb mieszkańców. Ludzie chcą się bawić właśnie tak. Ja osobiście oczekiwałabym bardziej wyrafinowanej rozrywki. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to święto miasta, obrosło już pewną tradycją i każda poważniejsza zmiana wywołałaby protest. Tak było chociażby z pomysłem, żeby Jurand wjeżdżał do miasta na motorze. Podejmowane wcześniej próby urozmaicenia, jak zorganizowany kilka lat temu koncert folkowy, kompletnie nie wypaliły. Ludzie przyzwyczaili się do piknikowego charakteru imprezy. Nastawiają się na zabawę, spotkania ze znajomymi, nie zaś doznania artystyczne. Wiedzą, że będą stragany, piwo i kiełbaski. Ryzyko się w tym wypadku nie opłaca. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Dni i Noce Szczytna oddalają się od tradycji klenczonowskiej. Muzyki Klenczona jest wciąż bardzo dużo. Co więcej: widać, że wcale się ona nie przejadła, że w poszukiwaniu wspomnień z lat 60. do Szczytna przyjeżdżają ludzie z całej Polski.

opinie zebrał: (W.K.)

2006.07.26