Orlen Reklama Top

Właściciele domów w Powałczynie są oburzeni. Nie mogą zrozumieć, dlaczego gmina, budując we wsi sieć kanalizacyjną, pominęła ich, a zamiast tego puściła rurę przez tereny niezamieszkałe, położone w lesie, na działkach, które dopiero mają być przeznaczone do sprzedaży i w dodatku należą do prywatnego inwestora. – Ktoś zrobił przysługę deweloperowi – protestują poirytowani mieszkańcy.

Kanalizacja na pustkowiu

DLA KOGO TA RURA?

Powałczyn to mała, urokliwa wieś leżąca w gminie Świętajno. Oprócz starej części, miejscowość składa się z kolonii domów letniskowych oraz całorocznych. Te ostatnie w znacznej części zamieszkują emerytowani mieszkańcy Warszawy, dla których osiedlenie się tu było spełnieniem marzeń. Tymczasem ostatnie wydarzenia spowodowały, że nie mają oni spokoju. Wszystko z powodu realizowanej przez gminę inwestycji wodno-kanalizacyjną. To, co miało poprawić ludziom komfort życia, stało się zarzewiem konfliktu. Jego źródłem jest lokalizacja instalacji kanalizacyjnej. Omija ona zasiedlony już teren, a biegnie poprzez ... niezamieszkałe grunty orne i las, przez obszar ponad stu działek, które w przyszłości mają zostać sprzedane. To rodzi oburzenie i szereg podejrzeń mieszkańców pominiętych domostw.

– Nam bardzo zależy na kanalizacji, bo nadal mamy szamba, a tymczasem gmina wzbogaciła dewelopera o uzbrojenie – nie kryją irytacji mieszkanki Barbara Rudak, Irena Pacanek i Grażyna Matias. – Dla kogo zbudowano tę sieć na odludziu? Dla saren i dzików? – zastanawiają się. Mają wielki żal do władz gminy Świętajno o to, że nie informowały one mieszkańców o zakresie finansowanej ze środków zewnętrznych inwestycji.

– Wiedzieliśmy tylko o budowie wodociągu. O tym, że będzie także kanalizacja dowiedzieliśmy się dopiero od robotników kładących rury – mówią mieszkanki. Dodają, że kiedy zaczęły wyjaśniać sprawę, wójt Janusz Pabich zwołał zebranie. Było to w sierpniu, ale nie przyniosło oczekiwanych rezultatów.

WÓJT: - TO NORMALNOŚĆ

Wójt Pabich jako przyczynę niepoprowadzenia kanalizacji przez zasiedlone tereny podaje brak zgody jednego z mieszkańców oraz Nadleśnictwa Spychowo. Jako dowód przedstawia pismo od nadleśniczego Krzysztofa Krasuli, który zaproponował inny przebieg inwestycji, właśnie przez działki należące do jednego z prywatnych właścicieli. Do niego jednak mieszkańcy nie mają pretensji, bo ich zdaniem możliwy był inny, bardziej racjonalny wariant lokalizacji sieci, ale nie wzięto go pod uwagę.

- Nie mieliśmy już na to czasu, bo upływał termin złożenia wniosku o dofinansowanie inwestycji – tłumaczy się Pabich. Jego zdaniem pretensje mieszkańców nie są uzasadnione.

– O tym, jak ma przebiegać sieć, decydują fachowcy, którzy się na tym znają i ja im wierzę – mówi. Zaznacza, że położona na niezasiedlonych działkach sieć to jeszcze nie cała kanalizacja.

– Obecnie wkopano tam tylko rurę tłoczną, do niej dopiero trzeba dobudować całą sieć – tłumaczy. Jego zdaniem to normalne, że najpierw uzbraja się teren w niezbędną infrastrukturę, a dopiero potem zasiedla.

– Musimy dojrzeć do takich standardów myślenia – uważa Pabich. Zapewnia jednak, że kanalizacja nie ominie właścicieli domów w Powałczynie, bo zadanie to zostanie wpisane do przyszłorocznego budżetu.

FUNDUSZ NIE STWIERDZIŁ NIEPRAWIDŁOWOŚCI

Żadnych nieprawidłowości w działaniach władz gminy nie widzi też prezes WFOŚiGW w Olsztynie Adam Krzyśków, w przeszłości także wójt gminy Świętajno i do niedawna poseł. To właśnie ze środków funduszu finansowano zadanie, w związku z czym mieszkańcy informowali jego przedstawicieli o swoich wątpliwościach. Żadnej odpowiedzi jednak nie dostali.

– Temat był przez nas badany, przeprowadzono kontrolę, która nie wykazała żadnych rozbieżności pomiędzy tym, co w ramach inwestycji zaprojektowano, a realizacją – mówi prezes. Dlaczego fundusz nie odpowiedział mieszkańcom na ich pismo?

– Po pierwsze było ono tylko do naszej wiadomości, po drugie dla nas nie jest stroną komitet mieszkańców czy niezadowolony obywatel – odpowiada Krzyśków.

Tłumaczenia władz gminy właściciele domów w Powałczynie przyjmują z nieufnością. Obawiają się, że zapewnienia wójta to tylko wybieg, który ma odłożyć inwestycję na bliżej nieokreślony termin. Czy ich przewidywania się spełnią? Czas pokaże, a my wrócimy do tematu.

Ewa Kułakowska