Kaszarnia w Szczytnie ma nowego właściciela. Historyczny obiekt kupiła ukraińsko – polsko – rumuńska spółka Cereal Polska mająca siedzibę w Mrągowie, która zamierza produkować tu kaszę. Produkcja ruszy jednak najwcześniej za rok, bo nieużywany od ośmiu lat budynek wymaga generalnego remontu.
NISZCZAŁA OSIEM LAT
Szczycieńska kaszarnia to, obok browaru, jeden z ciekawszych pod względem architektonicznym obiektów przemysłowych w mieście. Przez ostatnie osiem lat budowla nie była użytkowana. Jej poprzedni właściciel, firma Melvit z Ostrołęki, po uruchomieniu nowoczesnego zakładu w podostrołęckich Krukach, całkowicie zaprzestał produkcji w Szczytnie. Obiekt został wystawiony na sprzedaż, ale przez długi czas nie znajdował nabywcy i niszczał. Kilka miesięcy temu kaszarnia przeszła w nowe ręce. Kupiła ją ukraińsko – polsko – rumuńska spółka Cereal Polska mająca siedzibę w Mrągowie. Jak czytamy na jej stronie internetowej, jest to młoda firma pod kierownictwem zespołu o ponad 15-letnim doświadczeniu w sektorze agrarnym. Jej cel to współpraca między przedsiębiorcami ukraińskimi a krajami Unii Europejskiej.
KASZARNIA ZOSTANIE KASZARNIĄ
Prezes spółki Cereal Polska Oleksii Vlasenko informuje, że w kaszarni ma być kontynuowana produkcja kaszy. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NAJPIERW REMONT
Produkcja nie ruszy jednak prędko. Według Oleksija Vlasenki, może to nastąpić najwcześniej za rok. Najpierw nieużytkowany od lat i niszczejący budynek trzeba gruntowanie wyremontować. - Dach przecieka, większość rur zardzewiała. Stan obiektu jest słaby. Teraz wszystko naprawiamy, wymieniamy dach, remontujemy biuro – mówi prezes, podkreślając, że pracy jest bardzo dużo. Konieczne będzie także zamontowanie nowego sprzętu, bo stary można wykorzystać jedynie w niewielkim stopniu.
Docelowo w zakładzie zatrudnienie znajdzie ok. 40 osób. - Już teraz zatrudniamy 8-9 mieszkańców Szczytna – informuje Oleksii Vlasenko.
NAJPIERW BYŁ TARTAK I MŁYN
Szczycieńska kaszarnia ma długą i ciekawą historię. Początkowo nie była ona wcale kaszarnią. Dzieje budowli na ul. Polnej sięgają jeszcze końca XIX w. i są nierozerwalnie związane z zasłużoną dla przedwojennego Szczytna rodziną pruskiego fabrykanta Richarda Andersa. W 1889 r., wkrótce po osiedleniu się tu, zbudował on w pobliżu torów kolejowych tartak oraz młyn. Była to pierwsza większa inwestycja Richarda Andersa w ówczesnym Ortelsburgu. Powstałe pod koniec XIX w. obiekty w czerwcu 1909 r. strawił wielki pożar, który zagrażał nawet budynkowi dworca kolejowego znajdującego się po drugiej stronie torowiska. Zniszczone budowle zostały w stosunkowo krótkim czasie odbudowane. W miejscu spalonych, powstały dwa nowe budynki, z których jeden, obecna kaszarnia, zachował się do dziś.
W okresie II wojny światowej w pobliżu zakładu usytuowane były baraki dla jeńców przydzielonych do pracy w fabrykach Andersa przez nazistowskie władze. Wśród nich znajdowali się Polacy, Włosi i Francuzi, łącznie około 500 osób.
KASZE DOPIERO PO WOJNIE
Po wojnie, w latach 50., w opuszczonych magazynach dawnego młyna funkcjonował spichlerz zbożowy. W 1961 r. władze zdecydowały o utworzeniu tu kaszarni. Pierwszym jej dyrektorem został Edmund Słomiński, który na tym stanowisku pracował aż do połowy lat 80. - Od początku produkowaliśmy tu kaszę jęczmienną i gryczaną. Jak na owe czasy był to jeden z lepiej rozwiniętych zakładów pod wzg lędem technologicznym – wspominał na łamach „Kurka” ówczesny kierownik produkcji Włodzimierz Wilczek, pracujący w kaszarni od 1965 r. W tamtym okresie zatrudnienie sięgało stu osób. Szczycieńska kaszarnia wchodziła w skład większej struktury organizacyjnej Państwowych Zakładów Zbożowych, które obejmowały także młyny w Pasymiu, Olsztynie i Biskupcu.
ZAPACH, KTÓRY WIELU PAMIĘTA
Od początku istnienia zakładu funkcjonowały w nim dwie niezależne linie do produkcji kaszy jęczmiennej i gryczanej. W przypadku tej drugiej zboże po przyjęciu do kaszarni było wsypywane do silosów. Potem poddawano je czyszczeniu, a następnie trafiało do prażarek. To z nich pochodził charakterystyczny, dobrze znany okolicznym mieszkańcom zapach. Po prażeniu odbywało się obłuskiwanie ziaren. Jako produkt uboczny powstawały wtedy łuski oraz otręby. Pierwsze wykorzystywano do produkcji materacy antyodleżynowych, drugie stanowiły paszę dla zwierząt. W latach 70. ubiegłego stulecia łuska ze szczycieńskiego zakładu trafiała m.in. do Japonii. Miesięcznie wysyłano tam nawet 130 ton. Produkcja była na takim poziomie, że zakład pracował na trzy zmiany, w tym soboty i niedziele.
CZY WRÓCI DAWNA RENOMA?
Kasze wytwarzane w Szczytnie przez lata cieszyły się dużą renomą. Można je było kupić nie tylko w kraju, ale też poza jego granicami, w tym w Stanach Zjednoczonych. Do dziś na półkach niektórych sieci sklepowych można znaleźć produkty z nazwą Szczytna. W rzeczywistości z naszym miastem nie mają one już nic wspólnego – powstają w zakładach pod Ostrołęką. Czy kasze, które ma zamiar produkować tu spółka Cereal Polska zyskają podobną popularność? Tego dowiemy się za jakiś czas …
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
