Orlen Reklama Top

Hubert Jasionowski, urodzony i wychowany w Jeleniowie potomek Mazurów, fascynację fotografią przyrodniczą łączy z kultywowaniem tradycji i pamięci o swojej małej ojczyźnie. Jako jeden z nielicznych już mieszkańców powiatu szczycieńskiego, doskonale zna gwarę mazurską, którą wciąż posługuje się, rozmawiając z 95-letnią mamą. „Kurkowi” opowiada o odchodzącym w zapomnienie świecie Mazurów, a także o tym, jak myśliwską strzelbę zamienił na aparat fotograficzny.

Mazur, który zamienił strzelbę na aparat
Hubert Jasionowski fotografią pasjonuje się już od 55 lat, a najbardziej lubi fotografować ptaki

MAZURSKA KREW

„Mowa nasza już tylko w kancjonałach, a kancjonały – w rękach umarłych” – ten cytat zaczerpnięty z twórczości zmarłego niedawno mazurskiego poety i pisarza, a zarazem swojego dobrego znajomego Erwina Kruka, Hubert Jasionowski często przywołuje, mówiąc o Mazurach. Sam jest synem tego ludu, którego tradycja i zwyczaje powoli odchodzą w zapomnienie. Urodził się i wychował w Jeleniowie, dziś małej wsi w gminie Dźwierzuty. – Stąd pochodziła cała moja rodzina. Na tamtejszym cmentarzu leżą moi przodkowie, których ja już nie znałem, jak na przykład prababcia, babcia mamy – mówi Hubert Jasionowski. Wspomina, że kiedy był jeszcze dzieckiem i młodym chłopakiem, w Jeleniowie przeważali rodowici Mazurzy, a tylko trzy rodziny przybyły tu z terenów centralnej Polski. Wieś miała charakter rolniczy, choć niektórzy mieszkańcy zajmowali się także rybołówstwem oraz pracowali w lesie, przy wyrębie, czy też zbierając żywicę z drzew. – Gromadziło się ją w beczkach, a następnie trafiała ona do fabryki kalafonii w Kolonii – opowiada. Jego rodzice poznali się w Królewcu, gdzie pracowała mama, która niedawno obchodziła swoje 95. urodziny. Podczas bombardowania tego miasta przez Rosjan ojciec, pochodzący z Wilkas pod Giżyckiem, został ciężko ranny. Pobrali się i zamieszkali w Jeleniowie, gdzie w 1949 r. urodził się pan Hubert. Podobnie jak większość Mazurów, także jego bliskich nie ominęły tragiczne wydarzenia z 1945 r. Dziadkowie, bojąc się nadchodzących Rosjan, próbowali uciekać w kierunku Mierzei Wiślanej. Jednak już w Lutrach zostali zatrzymani.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.