Inwestorzy, którzy planują budowę wyciągu do nart wodnych na małym jeziorze, wystąpili do miasta o dzierżawę terenu potrzebnego do realizacji inwestycji. Radni nie kwapią się jednak do zajęcia w tej sprawie stanowiska. Część z nich sprzeciwia się przedsięwzięciu, inni domagają się przeprowadzania przez inwestorów konsultacji społecznych wśród mieszkańców.
WĄTPLIWOŚCI RADNYCH
Budowa wyciągu do nart wodnych i jazdy na desce ma pochłonąć ok. 6 mln zł, przy czym miasto nie poniosłoby żadnych kosztów. W ramach inwestycji planowany jest sześciosłupowy wyciąg, który byłby w stanie obsłużyć nawet 90 narciarzy wodnych w ciągu godziny. Inwestorzy są obecnie na etapie zbierania niezbędnych pozwoleń. Aby jednak je uzyskać, muszą dysponować tytułem prawnym do gruntów potrzebnych do realizacji przedsięwzięcia. Dlatego zwrócili się do miasta z wnioskiem o ich dzierżawę. Decyzja w tej sprawie należy do radnych. Część z nich ma jednak poważne zastrzeżenia.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
KONSULTACJE, ALE JAK?
Część radnych domaga się także, aby inwestorzy przeprowadzili konsultacje społeczne wśród mieszkańców. Sceptycznie do tego podchodzi wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk. - Niby jak mieliby to zrobić? Wynająć salę w MDK-u, żeby przyszło trzech ludzi, albo oni przyprowadzili zwolenników inwestycji? - zastanawia się, apelując do radnych o szybkie zajęcie stanowiska i przedstawienie konkretnej odpowiedzi w sprawie dzierżawy. - Ciągle dywagujemy, a tu trzeba pilnie odpowiedzieć – ponagla wiceburmistrz, dodając, że sam nie widzi żadnych przeciwwskazań do budowy na małym jeziorze wyciągu. Jego zdaniem odrzucenie pomysłu, na realizację którego inwestor chce wyłożyć 6 mln zł, byłoby niewłaściwe. - Przecież ciągle słyszymy narzekania, że w mieście nie ma żadnych atrakcji – mówi Krzysztof Kaczmarczyk. - Nie powinniśmy blokować tej inwestycji – wtóruje mu radny Piotr Gregorczyk. Podobnego zadania jest jego klubowy kolega Robert Siudak. - Jestem jak najbardziej „za”. Jeśli ktoś chce zainwestować w naszym mieście pieniądze, to tylko Bogu dziękować – przekonuje.
NIECH RADNI WEZMĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Zdaniem wiceburmistrza, radni, jako reprezentanci mieszkańców, nie powinni się bać odpowiedzialności za swoje decyzje. Dlatego zgłosił postulat, aby zajęli w sprawie dzierżawy konkretne stanowisko, po ewentualnym zasięgnięciu opinii w swoich okręgach. Mają to zrobić, wpisując się na listę wyłożoną w biurze rady. Za wnioskiem takim opowiedzieli się członkowie komisji oświaty. Rozwiązanie to nie do końca satysfakcjonuje radną Agnieszkę Kosakowską. - Uważam, że zainteresowana firma najpierw powinna przeprowadzić kampanię informacyjną wśród mieszkańców, a dopiero później my możemy uzyskać ich opinię – przekonuje radna, dodając, że sama ma bardzo skąpe informacje na temat inwestycji, więc nie wie, jak przekonać do niej swoich wyborców.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
