Orlen Reklama Top

Ernst Mey i Bruno Armgardt (cz.I)

Na łamach "Kurka" niejednokrotnie wspominaliśmy o ludziach mających istotny wpływ na rozwój i dzieje naszego miasta. W najbliższych kilku odcinkach chcielibyśmy przybliżyć sylwetki dwóch burmistrzów, których rządy przypadły na lata, gdy u steru państwa niemieckiego stał Adolf Hitler.

Na łamach "Kurka" niejednokrotnie wspominaliśmy o ludziach mających istotny wpływ na rozwój i dzieje naszego miasta. W najbliższych kilku odcinkach chcielibyśmy przybliżyć sylwetki dwóch burmistrzów, których rządy przypadły na lata, gdy u steru państwa niemieckiego stał Adolf Hitler.

Niewygodny dla nazistów

ERNST MEY

Rok 1933, w którym władzę w Niemczech przejmował Adolf Hitler, był ostatnim rokiem burmistrzowania w Szczytnie Ernsta Meya. Stanowisko to sprawował 30 lat.

Pochodzący z Biskupca Pomorskiego Ernst Mey przez cały okres swego urzędowania zżył się z miastem i mieszkańcami. W okresie jego rządów w naszym mieście urodziło się, wychowało oraz dorosło jedno pokolenie szczytnian. Nigdy nie stosował jakiegokolwiek podziału klasowego czy narodowościowego i jednakowo traktował Polaków, Niemców i Żydów. Jako jeden z nielicznych wschodniopruskich burmistrzów pozostał z garstką mieszkańców miasta w czasie bombardowania Szczytna przez Rosjan w 1914 roku. Znany był ze swojej przedsiębiorczości. Już w trzy lata po objęciu stanowiska - w 1906 roku - nabył w imieniu miasta należące do Fiugat tereny leżące pomiędzy dzisiejszą ulicą Pasymską a Korpelami i nakazał przeprowadzenie wzdłuż Jeziora Domowego Dużego ulicy. Również dzięki jego staraniom w 1913 roku włączono do miasta Bartną Stronę wraz z przysiółkami. Powstanie za jego rządów węzła kolejowego umożliwiło wybudowanie nowej dzielnicy mieszkaniowej wzdłuż ówczesnej Banhoffstrasse (obecnie ulica Bogumiła Linki), którą połączono nową ulicą Rönnerstrasse (dziś ulica Chrobrego) z Fiugatami.

Wiosną 1933 roku Ernst Mey w pełni zdawał sobie sprawę z tego, że dni jego urzędowania w mieście są policzone. Wszyscy ówcześni wyżsi urzędnicy administracji państwowej otrzymali nakaz wstępowania do partii nazistowskiej. Jednak wywodzący się ze starej szlacheckiej rodziny niemieckiej Ernst Mey za nic miał nakazy i zakazy "austriackiego krzykacza", jak miał zwyczaj nazywać nowo wybranego kanclerza III Rzeszy. Za nic nie chciał wstąpić do partii nazistowskiej.

Taka postawa szczycieńskiego burmistrza dla nowo wybranych władz niemieckich była bardzo niewygodna. Jednak nawet prominentne i wpływowe osoby nie mogły usunąć ze stanowiska urzędnika, który posiadał tak szerokie wpływy w całym państwie. Ernst Mey był znany nie tylko w Królewcu, ale i w Berlinie oraz w Wiedniu. Również m.in. dzięki jego inicjatywie i staraniom zawarto po I wojnie światowej porozumienie partnerskie pomiędzy Wiedniem, Berlinem a Szczytnem, które miało na celu odbudowę zniszczonego wskutek działań wojennych naszego miasta. Ponadto za Meyem murem stali miejscowi przedsiębiorcy. Miał między innymi przyjaciół w osobach Richarda i Heinza Andersa oraz starosty szczycieńskiego Wiktora von Posera.

Cieszył się wśród mieszkańców Szczytna powszechnym szacunkiem i uznaniem, więc usunięcie takiego człowieka ze stanowiska było nie lada kłopotem.

Rozwiązanie problemu nazistowskim władzom przyniosło samo życie. W czerwcu 1933 roku w czasie tajnego i nieoficjalnego zebrania szczycieńskiego magistratu - oczywiście bez Ernsta Meya - ustalono, że zbliża się ku temu bardzo dobra sposobność. Otóż w lipcu tego roku mijała trzydziesta rocznica piastowania przez niego urzędu burmistrza, a co za tym idzie - w mieście miała odbyć się z tego powodu wielka i doniosła uroczystość.

Ernst Mey wcale nie był zdziwiony, gdy podczas obchodów trzydziestolecia jego pracy na rzecz miast przedstawiciel władz zwierzchnich z Królewca podziękował mu za długoletnią służbę oraz przekazał mieszkańcom Szczytna, że burmistrz Mey udaje się w końcu na zasłużoną emeryturę. Na otarcie łez jego imieniem nazwano jedną z ulic, którą komuniści po II wojnie światowej sprytnie przemianowali na ulicę 1 Maja.

Mieszkańcy Szczytna długo nie wiedzieli, kto zostanie następcą Meya. Nie widziano po prostu odpowiedniego kandydata na to stanowisko. Nie minął zaledwie dzień od okazałej uroczystości, gdy do miasta zawitał aż z Wrocławia niejaki Schuchmacher. Miał on być tylko komisarycznym burmistrzem Szczytna do czasu, aż zostanie wybrana w Królewcu właściwa osoba. Niestety, Schuchmacher ze względu na prowadzenie rozwiązłego trybu życia w żaden sposób nie nadawał się na to stanowisko. Spotkania szczycieńskiego magistratu odbywały się na ogół bez obecności burmistrza. Jego absencja chorobowa wynikająca najprawdopodobniej z typowego kaca alkoholowego spowodowała u władz pośpiech w poszukiwaniu bardziej odpowiedniego następcy Maya. Wybór padł na nikomu nieznanego urzędnika z Królewca Bruno Armgardta. Stało przed nim bardzo trudne zadanie. Musiał zmierzyć się z legendą swojego poprzednika. O tym, czy mu się udało, już za tydzień.

Robert Arbatowski

2005.11.16