Leszek Mierzejewski kontynuuje wspomnienia o swoich nieżyjących już znajomych z okresu pracy w szpitalu.
Kolejną nieodżałowaną osobą, którą pożegnaliśmy 1 grudnia 2020 roku był lekarz ginekolog WIESŁAW MUSZYŃSKI.
Urodził się w 1937 w leśniczówce na przedmieściach Śniadowa w powiecie łomżyńskim. Jego ojciec Bolesław był miejscowym leśniczym a matka nauczycielką. W 1939 roku, gdy miał 3 lata, zginął ojciec przez nieszczęśliwy przypadek. Został zastrzelony przez niemieckich lotników, którzy w drugim dniu wojny robili rozeznanie na ziemiach polskich. Gdy piloci ujrzeli Polaka w mundurze, to byli pewni, że to wojskowy! Zrobili nawrót i zastrzelili leśnika! Bolesław Muszyński zginął na schodach swojej leśniczówki. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Śniadowie. Znam te fakty dokładnie, bo śp. Bolesław Muszyński przyjaźnił się z moim dziadkiem śp. Stanisławem Powichrowskim. Leżą pochowani niedaleko od siebie. Odwiedzając grób rodzinny dziadków, również zapalam znicz na grobie śp. Bolesława Muszyńskiego.
W 1945 roku, po wyzwoleniu, pani Muszyńska wraz z 8-letnim Wieśkiem wyjechała do niedalekiej wsi Giełczyn w gminie Łomża położonej w województwie podlaskim. Tam została kierowniczką miejscowej szkoły podstawowej, którą 7 lat później skończył jej syn. W latach 1951 – 1954 Wiesław Muszyński uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Łomży. Studia Wyższe medyczne sześcioletnie ukończył w Warszawie. Studiując trenował sport w stołecznej Legii, gdzie osiągnął znakomite wyniki na miarę ogólnopolską, o czym „Kurek” już informował. Po studiach medycznych z dyplomem lekarza w kieszeni – w wieku 26 lat przyjechał do Szczytna i związał się na stałe z naszym szpitalem, a konkretnie z oddziałem ginekologiczno-położniczym, gdzie pod kierunkiem najpierw lek. Janusza Jerzego Nowowiejskiego, a następnie pod okiem Tadeusza Olbrysia uzyskał specjalizację I i II stopnia z położnictwa i ginekologii.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W początkowym okresie pobytu w Szczytnie zamieszkał na kwaterze u państwa Olszewskich, a gdy otrzymał mieszkanie spółdzielcze na ul. Lipperta, to sprowadził na stałe do siebie matkę. Ożenił się w dość zaawansowanym wieku z Urszulą, było to nadzwyczaj udane małżeństwo. Żona pracuje w administracji szpitalnej w obsłudze rentgena – przesympatyczna kobieta! Mieli jedno dziecko, córkę.
Wiesiek, oprócz medycyny, miał inne zainteresowanie, mianowicie brydż! Był czas, że była to jego druga miłość! Zawsze był uśmiechnięty, życzliwy, pełen ciepła i zrozumienia dla innych! Mam nadzieję, że pozostanie na zawsze w naszej pamięci!
15 grudnia 2020 roku odeszła z naszego grona nieodżałowana URSZULA HACZKIEWICZ.Śmierć jest nieuniknionym przeznaczeniem każdego człowieka. Wszyscy jesteśmy świadomi nieuchronności takiego finału naszego żywota, a nawet uznajemy go za przejaw najdoskonalszej sprawiedliwości w egzystencji rodzaju ludzkiego, gdyż w takim samym stopniu dotyczy ludzi z elit intelektualnych, z nizin społecznych, a nawet ludzi z różnych ugrupowań, związków, kół i zawodów... Osobiście mnie zabolało, że tuż po śmierci Pani Urszuli, niektóre nasze publikatory wciąż informowały, że pełniła funkcję prezesa Koła Światowego Związku Żołnierzy AK w Szczytnie, sekretarza Światowego Związku Żołnierzy AK, była żołnierzem AK, a zapominano dodać, że to wieloletnia naczelna pielęgniarka naszego powiatowego szpitala w Szczytnie. Że to pielęgniarka z „krwi i kości” i z wykształcenia. Pamiętam, gdy razem pracowaliśmy z Panią Urszulą, to zawsze na pierwszym miejscu stawiała siebie, jako pielęgniarkę niosącą chorym pomoc w każdej chwili, w każdym miejscu i w każdym ustroju! Często wspominała o swoim ojcu, który był dla niej wzorem do naśladowania. Dopiero w dalszej kolejności liczyła się dla niej działalność w Związku Żołnierzy AK, jako byłej żołnierki Armii Krajowej. Wielokrotnie korygowała swoje wypowiedzi, twierdząc z miłym uśmiechem na ustach, że nade wszystko przedkłada swoją rodzinę, swojego męża Stefana, swoje dwie córki z zięciami i potomstwem…
Przez długi czas, na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, więcej przebywałem w obecności Haczkiewiczów, niż ze swoją rodziną. Do południa, na okrągło miałem przyjemność współpracować z Panią Urszulą, jako z naczelną pielęgniarką. Nasze drogi służbowe krzyżowały się na naradach, odprawach, inspekcjach, wyjazdach służbowych…
Po godzinach pracy ruszałem na polowanie indywidualne do koła łowieckiego „Świt” Pasym, a tam już towarzyszyłem mężowi pani Urszuli – Stefanowi Haczkiewiczowi, który w tym czasie pełnił funkcję łowczego rejonowego. Mieliśmy swoją dobraną kompanię specjalizującą się w polowaniu na pióro: Jurek Jusis, Kazimierz Oleszkiewicz, Stefan Haczkiewicz, Eugeniusz Zapadka i ja. Często towarzyszyli nam inni koledzy z koła, jak Krzysztof Roman, Wenanty Lewalski, Jan Wależak, Jan Majek, Remigiusz Borowski i wielu innych. Prezes koła Jurek Jusis zapraszał gości z zaprzyjaźnionych kół naszego powiatu jak i spoza nawet naszego województwa. Wielokrotnym finiszem polowania były gościny na domku u państwa Haczkiewiczów nad jeziorem Sasek Wielki. Polowania odbywały się cały dzień, z podchodu. Oprócz „pióra” uczestniczyłem w towarzystwie Stefana Haczkiewicza w polowaniach zbiorowych i indywidualnych na zające, rogacze, dziki, byki i inną dziką zwierzynę - zgodnie z planem polowań i z odstrzałem.
Nie będę rozpisywał się o biografii śp. Urszuli Haczkiewicz, gdyż byłoby to powielaniem wielu danych. Dopowiem tylko, że dożyła szacownego wieku 89 lat, że gdy ja przyszedłem do pracy w Zespole Opieki Zdrowotnej w Szczytnie, to Pani Urszula za rok rozpoczęła pracę na stanowisku naczelnej pielęgniarki. Była szanowana i miała „mir” wśród podległego personelu średniego. Idealnie współpracowała z dyrekcją, była po prostu „normalną i lubianą kobietą”. Dopowiadała nam, że zwiedziła już całą Polskę, w której są słynne browary! Gdyż jest nie tylko pielęgniarką i kombatantem, ale i żoną browarnika, za którym podąża, gdzie go skierują służbowo!
W dniu 20 grudnia 2020 r. uczestniczyłem w mszy św. na której została pożegnana śp. Urszula Haczkiewicz. Serce mnie się radowało, że nasza pielęgniarka również w hołdzie powiedziała kilka miłych, pożegnalnych słów!
Leszek Mierzejewski
Cdn.{/akeebasubs}
