Pracując w ostrołęckiej elektrociepłowni, Tadeusz Petrykowski studiował jednocześnie zaocznie na Politechnice Warszawskiej. Po dziesięciu latach spędzonych w Ostrołęce, ze względu na stan zdrowia, powrócił do miasta swojej młodości – Szczytna.

STUDIA I PRACA
Pracę w ostrołęckiej elektrociepłowni po raz drugi rozpocząłem w kwietniu 1963 r., początkowo w oddziale eksploatacji, a potem, po szkoleniu i zdaniu egzaminu jako inżynier, a następnie starszy inżynier ruchu energetycznego. Praca była na zmiany, a jeden dzień w tygodniu miałem wolny. Na zmianie pracowało około czterdziestu ludzi: elektrycy, mechanicy, palacze kotłów. Nad wszystkim miałem pieczę, nadzór i odpowiedzialność nad urządzeniami. Otrzymałem mieszkanie służbowe, zarabiałem dużo, żyło nam się dobrze. Łączenie studiów zaocznych z pracą nie było łatwe, ale mając wsparcie i pomoc żony oraz mojej mamy wiedziałem, że je ukończę. Po każdej zmianie, po powrocie domu – nauka, skrypty, notatki z wykładów, pisanie prac kontrolnych, które co dwa tygodnie zawoziłem do Warszawy. W soboty, niedziele, wykłady na uczelni, sprawdzania i ocena prac i ich zaliczenia. Na nocnej zamianie, jak nie było awarii lub remontów urządzeń, mogłem się uczyć. Prawie nie miałem urlopów, bo te dni wykorzystywałem na dodatkowe wyjazdy, kolokwia, egzaminy itp. Najgorzej było, jak nie mogłem wykonać zadanych prac kontrolnych na czas. Koledzy, którzy mieszkali w miastach, gdzie były uczelnie, np. Gdańsk, Lublin, Bydgoszcz mogli otrzymać
pomoc na tych uczelniach lub od starszych kolegów. Ja byłem sam. Ale im bliżej końca studiów, tym miałem lepsze wyniki. Bardzo często zdawaliśmy egzaminy razem ze studentami uczelni dziennych, wieczorowych i zaocznych. Okazywało się, że moja wiedza teoretyczna połączona z praktyką daje rezultaty w postaci czwórek i piątek. Pracę dyplomową, liczącą kilkadziesiąt stron, obroniłem 26 maja 1965 r., uzyskując tytuł inżyniera elektryka, specjalność: elektrownie i układy elektroenergetyczne.
PREZENT DLA RZEKUNIA
Pracowałem z ludźmi, którzy pochodzili z mojego rodzinnego Rzekunia, wsi znajdującej się pod Ostrołęką. W miejscowości było światło, ale brakowało oświetlenia ulicznego. Często moi współpracownicy, kolejarze i młodzież szkolna musieli poruszać się lub dojeżdżać do pracy czy szkoły po ciemku. Poprosili mnie o pomoc. Zrobiłem im niespodziankę. Wykonałem projekt, znalazłem monterów, zdobyliśmy w gminie fundusze i składki. Tym sposobem już na jesieni wszędzie było widno. Wszyscy byli zadowoleni, a zwłaszcza ja, bo dotrzymałem danego słowa.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Z POWROTEM W MIEŚCIE MŁODOŚCI
W elektrociepłowni przepracowałem na wspomnianym stanowisku 10 lat. Praca na zmiany, wysiłek studiowania, a w szczególności wyziewy i zapachy z zakładu celulozy zrobiły swoje – zacząłem chorować. Dokuczały mi bóle głowy, żołądek. Lekarze zalecili mi zmianę otoczenia i klimatu. Powstał problem – co robić?
Nie interesowało mnie stanowisko w nowo powstającej elektrowni 3 x 200 MW. Interesowała mnie praca jak najbliżej Ostrołęki. ZE Płock proponował mi zatrudnienie w rejonach Mława, Żuromin itp. W międzyczasie uzyskałem informację, że Szczytno ma wolny etat kierownika technicznego. Posiadałem już samochód marki Wartburg i mogłem wszędzie dojechać. Rodzina moja i żony zaakceptowała decyzję. W Szczytnie kierownikiem rejonu nadal był pan Gólcz. Razem pojechaliśmy do dyrekcji Zakładu Energetycznego do Olsztyna. Tam odbyłem rozmowę z głównym inżynierem Tadeuszem Baczyńskim, który zaproponował mi stanowisko. Byłem pierwszym, który znał i elektrownie, i sieci energetyczne, tak w rejonach, jak i zakładzie. Pracę w RE Rejonie Energetycznym Szczytno rozpocząłem ponownie w 1972 roku.
WYCHODZENIE NA PROSTĄ
Zastałem Rejon w rozsypce kadrowej, część załogi była za zwolnionym kierownikiem technicznym, część za panem Gólczem. Panował brak dyscypliny, słabe wyniki w pracach eksploatacyjnych, wykonawstwie, bezpieczeństwie pracy itd. Rejon był w końcówce współzawodnictwa z sąsiednimi. Dałem sobie słowo, że razem z kierownikiem Gólczem wyprowadzę go na prostą. Z dniem 1 kwietnia 1975 r. zostałem powołany na stanowisko kierownika Rejonu. Od pewnego czasu pracował w nim młody inżynier po Politechnice Białostockiej, Marek Podkowa, mieszkaniec Szczytna. Powierzyłem mu obowiązki p.o. kierownika technicznego rejonu, potem kierownika technicznego. Po kilku latach wspólnej pracy i obserwacji jej wyników doszedłem do wniosku, że będzie to w przyszłości mój zastępca.
(cdn.)
Tadeusz Petrykowski{/akeebasubs}
