Właściciele garaży przy ul. Targowej mają nie lada problem. Aby wyjechać z nich samochodem muszą się nieźle nagimnastykować, szczególnie w dni targowe.

Samowola parkingowa
Wyjazd z garażu przy ul. Targowej w dzień targowy nie należy do zadań łatwych. Naprzeciwko stoi sznur samochodów, a pole manewru jest mocno ograniczone

Z obu stron drogi prowadzącej do garaży przy ulicy Targowej stoją znaki zakazu ruchu. Nie dotyczy to tylko użytkowników garaży, ale kto by to respektował. W każdy wtorek i piątek na drodze ustawia się sznur samochodów, których kierowcy, szczęśliwi ze znalezienia wolnego miejsca, udają się na zakupy. - Wyjechanie w tym czasie samochodem z garażu wymaga nie lada cierpliwości. Trzeba ostrożnie manewrować kierownicą, raz w lewo raz w prawo, aby nie otrzeć się o zaparkowany naprzeciwko pojazd – mówi Zdzisław Adamczewski, użytkownik jednego z garaży. Jego sąsiad w dni targowe wstaje wcześnie rano i podjeżdża samochodem pod dom, aby nie robić sobie potem problemu.

MY TYLKO NA CHWILKĘ

Użytkownicy garaży próbują zwracać uwagę parkującym w niedozwolonym miejscu kierowcom. Ci szukają różnych usprawiedliwień. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}- My tylko na chwilę. Żona wraca już zakupami – słyszymy od starszego wiekiem mężczyzny, który stanął tu wozem na warszawskich rejestracjach. Gdy dociskamy go mówiąc, że łamie zakaz, odpowiada z rozbrajającą szczerością: - Chyba nie będziecie chcieli ukarać emerytowanego policjanta i pisać o tym do gazety.

To, jak się okazuje, jedna z bardziej kulturalnych reakcji. Inni na zwrócenie im uwagi reagują milczeniem, głupimi uśmiechami, czy wręcz arogancką odzywką. - Większość tłumaczy się, że stanęli tu tylko na chwilę, albo nie zauważyli znaku – mówi pan Zdzisław. Garażowicze kilkakrotnie zwracali się z prośbą o interwencję do policji i straży miejskiej. - Owszem, przyjeżdżają i wtedy szybko droga jest odblokowywana. Ledwo tylko stróże prawa odjadą, znów ustawia się przy niej sznur samochodów. To taka walka z wiatrakami – słyszymy.

WYPŁOWIAŁE ZNAKI

Komendant Straży Miejskiej w Szczytnie Janusz Gutowski: - Na każde wezwanie interweniujemy, jeśli tylko możemy, bo na całe miasto mamy tylko jeden patrol

Tłumaczenie kierowców, że nie zauważyli znaku, nie do końca nie ma uzasadnienia. Znaki zakazu stojące z obu stron drogi są bowiem mocno już nadgryzione zębem czasu. Na jednym z nich czerwony otok jest zupełnie wyblakły, na drugim można go tylko ledwie dostrzec. - Już dawno zwracałem na to uwagę straży miejskiej, ale do tej pory znaków nie wymieniono – rozkłada ręce pan Zdzisław.

ROBIMY CO MOŻEMY

Komendant Straży Miejskiej w Szczytnie Janusz Gutowski przyznaje, że problem jest mu znany. - Na każde zgłoszenie staramy się interweniować, chociaż roboty jest sporo, bo na całe miasto mamy tylko jeden patrol – mówi komendant.

- Jakie stosujecie w takiej sytuacji kary?

- Są i mandaty, i pouczenia. Dużo zależy od tego jakie jest zachowanie kierowcy.

- Dlaczego do tej pory znaki nie zostały wymieniono na nowe?

- My za znaki nie odpowiadamy. Przekazaliśmy natomiast wniosek w tej sprawie do wydziału gospodarki miejskiej.

Komendant zaraz jednak dodaje, że z nowymi znakami jest problem, bo często ich brakuje na składzie. - Trzeba zamówić i długo czekać – tłumaczy.

Chcieliśmy o to zapytać też pracownika wydziału gospodarki miejskiej pilotującego sprawy drogowe, ale nie udało się, bo przebywa właśnie na urlopie.

(o){/akeebasubs}