Obok bloku przy ul. Polskiej 20 nie ma pojemników na odpady segregowane. Aby się ich pozbyć, mieszkańcy muszą chodzić na inne, oddalone posesje. To sprawia, że nie wszyscy wywiązują się z obowiązku segregacji, narażając siebie i sąsiadów na płacenie kar.
DALEKO DO POJEMNIKÓW
Od początku tego roku segregacja odpadów jest obowiązkowa. Zgodnie z uchwałą Rady Miejskiej w Szczytnie, ci, którzy się od tego uchylają, zapłacą dwa razy więcej za odbiór śmieci. Okazuje się jednak, że jeśli nawet mieszkańcy chcą segregować plastik, papier i szkło, to nie zawsze mają taką możliwość. Przykładem jest wspólnota mieszkaniowa z ul. Polskiej 20. Jej blok, w którym znajduje się osiemnaście mieszkań, stoi pomiędzy pocztą a Zespołem Szkół nr 2 i nie przynależy do żadnego większego osiedla. Zapewne z powodu tego „odosobnienia” nie ma przy nim pojemników na odpady segregowane, tzw. dzwonów. To sprawia duży kłopot mieszkańcom. Zarządca budynku, TBS „Jurand” wskazał im, że najbliżej mają do pojemników stojących na terenie posesji przy ul. Polskiej 37, na tyłach restauracji „Niebieski Zaułek”. Żeby tam się dostać, trzeba jednak przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy. Inne miejsce, jeszcze bardziej oddalone, to ul. Narońskiego. Jedna i druga lokalizacja nie pasuje mieszkańcom. - Raz w tygodniu wywożę odpady segregowane na inne osiedle. Przez ten czas leżą u mnie w reklamówkach na korytarzu – mówi jeden z członków wspólnoty.
SPÓR O MIEJSCE
Z powodu braku dostępu do pojemników, część mieszkańców nie segreguje śmieci i trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę, że to w większości osoby starsze, dla których spacery po mieście z odpadami to poważny problem. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Problem jednak w tym, że między nimi samymi nie ma zgody co do tego, gdzie „dzwony” miałby stanąć. Jedno z najlepszych do tego miejsc niedawno zostało wydzierżawione od miasta przez jednego z mieszkańców bloku i służy mu jako parking. To nie podoba się części jego sąsiadów. Mężczyzna jednak tłumaczy, że dopiero w kwietniu, już po zawarciu umowy z urzędem, dowiedział się, że wykorzystywane przez niego miejsce brano pod uwagę jako teren pod śmietniki. Z kolei inne lokalizacje też budzą kontrowersje. - Nie chcę mieć pojemników naprzeciwko swojego okna – protestuje inny mieszkaniec.
JEDNO „GNIAZDO” NA 500 OSÓB
Czy jest szansa na to, że na posesji pojawią się „dzwony”? Dyrektor TBS Alfred Kryczało w to wątpi. - Zasadniczo jest tak, że jedno „gniazdo” pojemników obsługuje 500 mieszkańców – tłumaczy, dodając, że blok na ul. Polskiej 20 nie spełnia tego kryterium. Jak mówi, z podobnymi problemami borykają się także inne wspólnoty. Jako przykład wskazuje większy niż na ul. Polskiej 20 blok na ul. Kościuszki 17, gdzie również nie ma pojemników do segregacji. - Mieszkańcy powinni wykazać się determinacją i przemaszerować do najbliższych pojemników – nie widzi innego scenariusza Alfred Kryczało.
URZĄD DAJE NADZIEJĘ
Większe szanse na zrealizowanie postulatu mieszkańców widzi naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej Katarzyna Hrybek – Dudek. Po naszej interwencji skontaktowała się z firmą Remondis, która odbiera śmieci z terenu miasta. - Technicznie pewnie można by było to rozwiązać, ale najpierw muszę zrobić wizję lokalną w terenie – mówi naczelnik, zapewniając, że pochyli się nad problemem. Jednocześnie wyjaśnia, że w grę nie wchodzi wprowadzenie w tym bloku systemu workowego, co podpowiadają niektórzy mieszkańcy. - Takie rozwiązanie może być stosowane w budynkach zamieszkiwanych przez nie więcej niż dziesięć rodzin – wyjaśnia.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
