WYSTAWA W MUZEUM
W związku z setną rocznicą plebiscytu na Warmii i Mazurach, Muzeum Mazurskie w Szczytnie przygotowało poświęconą temu wydarzeniu ekspozycję, która będzie czynna do końca sierpnia 2020 r.
Wystawa poza skondensowaną informacją na temat sytuacji plebiscytowej, przyczyn klęski strony polskiej - zawiera wiele ciekawych fotografii przedstawiających: pomniki plebiscytowe usytuowane na terenie powiatu szczycieńskiego oraz powiatów ościennych, zdjęcia dokumentów organizacji mazurskich, pism propagandowych oraz przybliża czołowych działaczy mazurskich związanych z ruchem propolskim.
SPOTKANIE NAUKOWE
Ponadto w Muzeum Mazurskim w Szczytnie z okazji setnej rocznicy plebiscytu odbyło się spotkanie naukowe, którego organizatorami było szczycieńskie muzeum, Starostwo Powiatowe w Szczytnie, Mazurskie Stowarzyszenie Regionalne oraz Muzeum w Mrągowie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIE MA CZEGO ŚWIĘTOWAĆ
Szczycieńskie wydarzenia związane z obchodami setnej rocznicy plebiscytu były skromne z dwóch powodów. Pierwszy to trwająca epidemia, która nie pozwoliła na zaproszenie publiczności. Drugi powód to ten, że w zasadzie nie ma czego świętować. Plebiscyt był niepotrzebnym wydarzeniem. Żądanie oderwania czyjegoś terytorium, które zamieszkuje ludność, która tego zdecydowanie nie chce, chwały nam raczej nie przynosi. Mazurom było bliżej do Niemców niż do Polaków. Oczywiście sprawa nie jest taka prosta. W grę wchodziły względy strategiczne. Polacy próbowali rozbić Prusy Wschodnie, które stanowiły dla naszego kraju wielkie niebezpieczeństwo. Trzeba pamiętać, że Niemcy nie byli w stanie pogodzić się z utratą ziem odebranych im przez Polskę. Polacy nie chcieli plebiscytu. Był on skutkiem polskich żądań przyłączenia Warmii, Mazur i Powiśla. Osoby bardziej zorientowane w sytuacji zdawały sobie sprawę z nastrojów na obszarze plebiscytowym, stąd spodziewano się przegranej. Skoro jednak wcześniej twierdziliśmy, że tereny te zamieszkują ludzie chcący należeć do Polski, to nie mogliśmy się wycofać. Trzeba było podjąć walkę, której rezultatem mogło być tylko wykazanie istnienia na tym obszarze silnej mniejszości polskiej. Plebiscyt wykazał istnienie takiej mniejszości, zwłaszcza na południowej Warmii, ale przyczynił się do jeszcze szybszej germanizacji, szczególnie Mazurów. Nawet dla tych nielicznych, opowiadających się za Polską Mazurów nasz kraj był mniejszym złem. Emil Leyk, pobity wcześniej przez Niemców, gdy ci obiecali mu autonomię kulturalną Mazur, przeszedł na jakiś czas na ich stronę.
WALCZYLI O MAZURSKĄ TOŻSAMOŚĆ
O Mazurach tradycyjnie zapomniano w trakcie tegorocznych obchodów lub starano się ich wepchnąć w ramy polskości. Co prawda przypomniano życiorysy mazurskich działaczy plebiscytowych, w tym roku szczególnie chętnie wspominano tych zmarłych przed wojną lub zaraz po niej, którzy nie „splamili” się życiem w PRL-u. Nikt jednak jasno nie powiedział, że nie walczyli oni o polskość a o własną, mazurską tożsamość. Była to walka wyjątkowo trudna, ponieważ większość ich pobratymców była zgermanizowana, obojętna lub zastraszona. Polska nie była dla Mazurów atrakcyjna. Nie dawała bezpieczeństwa ani w sensie ficznym, ani materialnym. Była też katolicka, co jak pokazał przykład Działdowszczyzny (kawałka Mazur włączonego do Polski bez plebiscytu) nie było bez znaczenia. Polska mimo wszystkich swoich wad dawała jednak szansę na przetrwanie mazurskości. Istniała grupa Mazurów, której na tym zależało. W związku z tym, że nie pozwolono im w Niemczech na żadną formę autonomii, zmuszeni oni byli szukać sojusznika. Jedynym realnym sojusznikiem był dla nich nasz kraj. Jednak polskie cele nie zawsze pokrywały się z celami działaczy mazurskich, których często traktowaliśmy instrumentalnie. W latach 30. byli oni potrzebni do szpiegowania Prus Wschodnich i ewentualnej destabilizacji regionu. Po wojnie wykorzystywano ich jako uzasadnienie naszych praw do Mazur. By zachować żywioł mazurski na Mazurach, szli oni na trudny kompromis z władzą. Rządzący ówczesną Polską nie dali się nabrać i nie pozwolili im działać. Aresztowano ich, bito, więziono, usuwano ze stanowisk. Dzisiaj, jako kolaboranci, są przez oficjalną politykę historyczną odrzucani. Powinni dać się Niemcom zabić w trakcie plebiscytu lub wojny. Wówczas, jak Bogumił Linka, mogliby być symbolami polskości Mazur. Ludzie ci zasługują na olbrzymi szacunek nie dlatego, że walczyli o Polskę, a swoją tożsamość i ziemię ojczystą, o Mazury. Tylko czy nas Polaków to interesuje, czy jest to nam do czegoś potrzebne?
Obecnie również niewiele rozumiemy z tej mazurskiej odrębności, czego przykładem są niektóre rocznicowe uroczystości. Dalej pobrzmiewają propagandowe hasła i na siłę szuka się wytłumaczenia przyczyn plebiscytowej porażki, zamiast przyznać, że ludzie ci po prostu w zdecydowanej większości nie chcieli żyć w Polsce.
Witold Olbryś{/akeebasubs}
