W sobotni ranek pracownik Miejskiego Ośrodka Sportu zauważył w trzcinach koło mola na dużym jeziorze pływające zwłoki mężczyzny. Ich stan wskazywał, że mogły leżeć w wodzie od kilku dni. Zmarłym okazał się 60-letni szczytnianin, który ostatnio nie miał stałego zameldowania. Okoliczności zdarzenia wskazują, że mógł popełnić samobójstwo.

Śmierć w jeziorze
Ciało 60-latka zostało wyłowione w sobotni ranek, ale do utonięcia doszło najprawdopodobniej kilka dni wcześniej

W sobotę 21 września po godzinie 7.00 pracownik Miejskiego Ośrodka Sportu zauważył dryfujące w trzcinach przy molo na dużym jeziorze ciało. Na miejsce przyjechały policja i straż, która wydobyła zwłoki na brzeg. Ich stan wskazywał, że mogły leżeć w wodzie już od kilku dni.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Zmarły to 60-letni mieszkaniec Szczytna, który ostatnio nie miał stałego zameldowania. W poniedziałek przeprowadzono sekcję zwłok. - Według wstępnych ustaleń biegłego z zakresu medycyny sądowej, przyczyną śmierci było utonięcie. Wykluczono udział osób trzecich w zdarzeniu – informuje Krzysztof Batycki, zastępca prokuratora rejonowego w Szczytnie. Dodaje, że nadal będą przesłuchiwani świadkowie oraz członkowie rodziny zmarłego, by szczegółowo ustalić okoliczności jego śmierci.

Te mogą wskazywać na samobójstwo. W środę 18 września wczesnym rankiem pracujący w MOS-ie były radny Zbigniew Dobkowski, podczas codziennych porządków na molo, znalazł na ławce kulę oraz reklamówkę z dokumentami na nazwisko 60-latka. Jak mówi, wszystkie te przedmioty były równo ułożone. To wzbudziło jego niepokój. Dlatego udał się pod adres widniejący w dowodzie osobistym mężczyzny. Tam jednak dowiedział się, że ten już tam nie mieszka, a lokal został sprzedany. Nowy lokator odesłał go do siostry właściciela dokumentów. Zbigniew Dobkowski podejrzewa, że do śmierci 60-latka mogło dojść w nocy z wtorku na środę, lub wtorkowy wieczór 17 września. - W ostatnich dniach często go widywałem na molo – mówi pan Zbigniew. Mężczyzna korzystał z pomocy społecznej, miał problemy z nadużywaniem alkoholu. Przez jakiś czas przebywał nawet w specjalnym ośrodku w Mikołajkach. Niedawno przeszedł operację biodra i poruszał się o kulach. Znajomym miał się żalić, że po powrocie z ośrodka nie ma gdzie się podziać. Zapowiadał, że odbierze sobie życie, ale nikt nie brał tego na poważnie.

(ew){/akeebasubs}