W niedzielę w parku w Jedwabnie odbył się VI Festiwal Folklorystyczny. Miłośników kultury ludowej nie przestraszył nawet padający tego dnia deszcz. Ci, którzy wzięli udział w wydarzeniu organizowanym przez Stowarzyszenie Kulturalne „Tanecznik” nie żałowali – na scenie wystąpiły zespoły z różnych stron Polski – z Warmii, Kurpiowszczyzny, Pomorza i Kujaw, prezentując nie tylko pieśni i tańce swoich regionów, ale też przepiękne ludowe stroje.
MACIE SWOJĄ PEREŁKĘ
Festiwal Folklorystyczny w Jedwabnie odbywa się od 2015 r. z inicjatywy Stowarzyszenia Kulturalnego „Tanecznik”, opiekującego się Zespołem Pieśni i Tańca „Jedwabno”. W tym roku zorganizowano go już po raz szósty. Miłośnikom kultury ludowej nie dopisała aura. Od rana w niedzielę padał deszcz. Z tego też powodu, po zakończeniu mszy inaugurującej wydarzenie, zrezygnowano z korowodu z udziałem zaproszonych zespołów oraz gości. W minionych latach maszerował on od kościoła do parku, gdzie odbywały się występy.
Podczas otwarcia festiwalu, prezes stowarzyszenia „Tanecznik” Mirosław Łachacz przywołał fragment felietonu Andrzeja Symonowicza z „Kurka Mazurskiego”, w którym autor podkreślał wartość i znaczenie sztuki ludowej w coraz bardziej zglobalizowanym i cyfrowym świecie. Z kolei członkini Zarządu Województwa Warmińsko – Mazurskiego Sylwia Jaskulska, dziękując organizatorom wydarzenia za cenną inicjatywę, zwracała uwagę, że poprzez kultywowanie tradycji, taniec i śpiew najpiękniej wyraża się miłość do miejsca, z którego się pochodzi. Wraz z obecnym na festiwalu prezesem Lokalnej Grupy Działania „Brama Mazurskiej Krainy” Krzysztofem Margolem, miała dla uczestników dobrą wiadomość. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
MAZURZY, WARMIACY, KURPIE, KASZUBI …
Zgodnie z festiwalową tradycją, jako pierwsi wystąpili gospodarze, którzy w przyszłym roku będą świętować jubileusz 40-lecia działalności. Po nich na scenę wkroczył zespół „Warmińska Kuźnia” z Czerwonki. Artyści z Warmii zaprezentowali pełną humoru scenkę darcia pierza, a na koniec częstowali publiczności napitkiem oraz słodkim plackiem. Następnym wykonawcą był Zespół Tańca Ludowego „Neptun” z Gdańska działający przy Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu. Jest on dowodem na to, że folklorem zajmują się nie tylko osoby starsze, ale i młodzi ludzie odbywający studia. Gdańszczanie przybliżyli publiczności kulturę i język kaszubski. Kolejnym wykonawcą był nieodległy geograficznie, ale bardzo się różniący pod względem strojów „Młody Toruń”. Po nim przyszedł czas na wykonawców z Mazowsza, czyli Zespół Folklorystyczny „Polkadot” z Warszawy. Następnie wystąpiła gwiazda festiwalu, laureat wielu nagród, Zespół Folklorystyczny „Kurpianka” z Kadzidła. Na koniec publiczności zaprezentował się gość specjalny – Cezary Kuczyński z zespołem „Brylanty & Bażanty”.
SZTUKA TWORZENIA WARMIŃSKICH CZEPCÓW
Festiwalowi towarzyszyły stoiska rękodzielników. Można było spróbować swoich sił w tkaniu kolorowych chodników, kaletnictwie czy lepieniu garnków. Wśród zaproszonych na imprezę twórców były mama i córka – Wiktoria Jagiełło i Jadwiga Kowalczyk z Węgoja na Warmii. Obie panie specjalizują się w wykonywaniu czepców warmińskich. Tworzą je od kilkunastu lat, a sztuki tej nauczyły się podczas warsztatów prowadzonych przez Krystynę Tarnacką z Lidzbarka Warmińskiego. Panie Wiktoria i Jadwiga są członkiniami zespołu „Węgojska Strużka” i czepce robią przeważnie na jego potrzeby. Znajdują również na nie nabywców. - W żadnym innym regionie nie było takich czepców jak na Warmii – mówi pani Wiktoria. Charakteryzowały się one bogatymi zdobieniami. W środku zawsze znajdował się motyw krokosza oraz granatu. - Wzory z czepców często były przyszywane na ornaty księży – mówi pani Jadwiga. Jej mama tłumaczy, że czepiec musi mieć gruby podkład. Nie bez powodu te nakrycia głowy były nazywane dawniej „twardymi myckami”. Dlatego robi się je na specjalnie przygotowanej ramce, aby materiał był mocno naciągnięty. Wykonanie jednego czepca zajmuje twórczyniom dwa, trzy tygodnie. Czepce na Warmii mogły nosić tylko mężatki. - Zdarzały się jednak wyjątki. Czasem nosiły je panienki, ale tylko te z bogatych domów – tłumaczy pani Wiktoria. Czepce mężatek i panien różniły się wiązaniami. Te pierwsze miały szerokie wstążki pod brodą, a drugie – wąskie.
O ile na temat nakryć głowy Warmiaczek zachowało się wiele informacji, o tyle niewiele dziś wiadomo o Mazurkach. - Ich czepki były dużo skromniejsze, zwykle czarne, obszyte aksamitem – mówi pani Wiktoria.
Umiejętność wykonywania czepców warmińskich została w ubiegłym roku wpisana na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.
(ew){/akeebasubs}
