Ciąg dalszy wspomnień Leszka Mierzejewskiego z okresu jego pracy w szczycieńskim szpitalu.
Po którejś tam kolejnej kontroli doszło do rezygnacji ze stanowisk: dyrektora naczelnego i zastępcy ds. lecznictwa. Po prostu mieli wówczas wszystkiego powyżej dziurek w nosie. Każdy z nich pracował, oprócz dyrektorowania, na swoich lekarskich posadach, tj. dyrektor naczelny jako okulista, natomiast zastępca jako ordynator neurologii w szpitalu. Wojewoda olsztyński przyjął rezygnację lek. Wenantego Lewalskiego, mianując lek. Teresę Paciorkowską-Olbryś dyrektorem naczelnym ZOZ.
Z nową dyrektor również świetnie od samego początku współpracowałem. Zresztą w swoim życiu zawodowym nigdy nie miałem zgrzytów z przełożonymi. Jeżeli coś mi nie pasowało, to robiłem dobrą minę do złej gry!{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Przy tych największych szpitalnych zmartwieniach, mieliśmy multum innych problemów, bo występowały one w każdej innej jednostce służby zdrowia i to w całym naszym powiecie szczycieńskim! Wszystko się sypało, wszystko wymagało remontów i modernizacji - nie tylko szpital powiatowy, również przychodnie lekarskie w Szczytnie, mieszkania służbowe w całym powiecie, gminne i wiejskie ośrodki zdrowia w powiecie, nawet te usytuowane pod samym Olsztynem. Czy ktoś dziś uwierzy, że Gminny Ośrodek Zdrowia w Klewkach podlegał pod nas, a co za tym idzie i wszystkie w okolicy wiejskie ośrodki zdrowia? Obłęd! Na dodatek hotel dla pielęgniarek wymagał natychmiastowego remontu, gdzie w 40 pokojach mieszkały całe rodziny. Usytuowany był on na działce obok sanepidu, za obecnym biurowcem dyrekcji. Najgorszym dla mnie „ropiejącym wrzodem” były rozgrzebane budowy, z brakiem środków finansowych, które rozdzielał, albo jak kto woli mówić - przydzielał Wydział Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie.
Zastępcy ds. lecznictwa zmieniali się dość często, najdłużej utrzymywali się ginekolodzy. Czyżby wiedzieli jak trzymać się fotela, bo faktycznie, to oni całe życie mieli do czynienia z fotelami! Mój przyjaciel Andrzej Dudko wyjechał z całą rodziną na stałe do Niemiec. Szkoda, teraz przesyłamy sobie świąteczne życzenia i to mailami. Drugim był chirurg, przeszedł na ordynatora, mieliśmy do niego trochę żalu po odejściu, ale jak to się mówi - było minęło. Ja z nim mam dziś serdeczne kontakty. Jesteśmy aktualnie w jednym kole myśliwymi. Ostatnim, za moich czasów, zastępcą do spraw lecznictwa był również ginekolog położnik. Osobiście nie czuliśmy do siebie służbowej sympatii. On nie mógł ścierpieć, że mnie powołano na naczelnego, a nie jego... Ale to już minęło, nie ma sensu rozdrapywać zabliźnionych ran...
Cdn.
Leszek Mierzejewski{/akeebasubs}
