Ciąg dalszy wspomnień Leszka Mierzejewskiego z okresu jego pracy w szczycieńskim szpitalu.

Szpitalne utrapienia
Leszek Mierzejewski

Po którejś tam kolejnej kontroli doszło do rezygnacji ze stanowisk: dyrektora naczelnego i zastępcy ds. lecznictwa. Po prostu mieli wówczas wszystkiego powyżej dziurek w nosie. Każdy z nich pracował, oprócz dyrektorowania, na swoich lekarskich posadach, tj. dyrektor naczelny jako okulista, natomiast zastępca jako ordynator neurologii w szpitalu. Wojewoda olsztyński przyjął rezygnację lek. Wenantego Lewalskiego, mianując lek. Teresę Paciorkowską-Olbryś dyrektorem naczelnym ZOZ.

Z nową dyrektor również świetnie od samego początku współpracowałem. Zresztą w swoim życiu zawodowym nigdy nie miałem zgrzytów z przełożonymi. Jeżeli coś mi nie pasowało, to robiłem dobrą minę do złej gry!{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Przez 47 lat pracy nie skłóciłem się, nie obraziłem, nie gniewałem się, nie byłem oburzony, nie miałem pretensji ani żalu do przełożonych i dobrze na tym wychodziłem. A mogłem i mogę wiele niegospodarności wygarnąć niektórym swoim przełożonym – ale po co? Do dziś mile wspominam swoich szefów: Wojtka Walkiewicza, Ryszarda Czaickiego, Lecha Bielawskiego, Zbigniewa Gintra, Andrzeja Wołowskiego, Tadeusza Dyla, Janusza Illukowicza, Tadeusza Molendę, Heńka Ratajczaka, Wenantego Lewalskiego, Teresę Paciorkowską – Olbryś, Janusza Woźniaka, Henryka Żuchowskiego, Danutę Górską, Ilonę Bańkowską i wielu innych, jak z pierwszej pracy w Stoczni Gdańskiej – mistrza Henryka Wołowca czy też dyrektorów z Żyrardowa jak również przełożonych z UW z Olsztyna, a w szczególności lek. stom. Marka Michniewicza. Powracając do pracy w służbie zdrowia, do naszej dwójki dołączył zastępca ds. lecznictwa lek. Andrzej Dudko, z którym znalazłem wspólny język i zaprzyjaźniłem się. Wiedzieliśmy gdzie tkwi przyczyna „zakaraluszenia i zarobaczenia” szpitala. Byliśmy świadomi, że w obiekcie, w którym jest ciepło, wilgoć i jedzenie, tam robactwo ma raj i żadnym znanym sposobem nie wytępi się go. W piwnicy szpitala, gdzie obecnie jest szatnia - pracowała przez cały rok kotłownia. Produkowała parę dla kuchni i pralni oraz ciepłą wodę do celów sanitarnych i grzewczych. Przed frontem szpitala zmagazynowany był w zwałach węgiel kamienny! Na parterze, gdzie obecnie usytuowany jest rtg, pracowała na dwie, a niejednokrotnie i trzy zmiany pralnia z suszarnią, prasowalnią z maglem. Dziś to nie do pomyślenia, ale tak było faktycznie! Obok pralni, na dwie zmiany funkcjonowała kuchnia, zaopatrująca chorych w posiłki i dostarczająca pożywienie dla personelu. Więc robactwo miało wszystko, czego dusza zapragnie, niczym w puszczy amazońskiej - nie do wytropienia i nie do usunięcia.

Szpitalne utrapienia
Na zdjęciu Andrzej Dudko wraz żoną Barbarą, która pracowała jako pielęgniarka w naszym szpitalu - wrzesień 1987 r., kiedy to gościli w mojej posiadłości w Warchałach

Przy tych największych szpitalnych zmartwieniach, mieliśmy multum innych problemów, bo występowały one w każdej innej jednostce służby zdrowia i to w całym naszym powiecie szczycieńskim! Wszystko się sypało, wszystko wymagało remontów i modernizacji - nie tylko szpital powiatowy, również przychodnie lekarskie w Szczytnie, mieszkania służbowe w całym powiecie, gminne i wiejskie ośrodki zdrowia w powiecie, nawet te usytuowane pod samym Olsztynem. Czy ktoś dziś uwierzy, że Gminny Ośrodek Zdrowia w Klewkach podlegał pod nas, a co za tym idzie i wszystkie w okolicy wiejskie ośrodki zdrowia? Obłęd! Na dodatek hotel dla pielęgniarek wymagał natychmiastowego remontu, gdzie w 40 pokojach mieszkały całe rodziny. Usytuowany był on na działce obok sanepidu, za obecnym biurowcem dyrekcji. Najgorszym dla mnie „ropiejącym wrzodem” były rozgrzebane budowy, z brakiem środków finansowych, które rozdzielał, albo jak kto woli mówić - przydzielał Wydział Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie.

Zastępcy ds. lecznictwa zmieniali się dość często, najdłużej utrzymywali się ginekolodzy. Czyżby wiedzieli jak trzymać się fotela, bo faktycznie, to oni całe życie mieli do czynienia z fotelami! Mój przyjaciel Andrzej Dudko wyjechał z całą rodziną na stałe do Niemiec. Szkoda, teraz przesyłamy sobie świąteczne życzenia i to mailami. Drugim był chirurg, przeszedł na ordynatora, mieliśmy do niego trochę żalu po odejściu, ale jak to się mówi - było minęło. Ja z nim mam dziś serdeczne kontakty. Jesteśmy aktualnie w jednym kole myśliwymi. Ostatnim, za moich czasów, zastępcą do spraw lecznictwa był również ginekolog położnik. Osobiście nie czuliśmy do siebie służbowej sympatii. On nie mógł ścierpieć, że mnie powołano na naczelnego, a nie jego... Ale to już minęło, nie ma sensu rozdrapywać zabliźnionych ran...

Cdn.

Leszek Mierzejewski{/akeebasubs}