STEROWIEC NAD MIASTEM
Zwiastunem wojny w Wielbarku był sterowiec, który 14 lipca 1914 r. pojawił się nad miastem i na krótko zatrzymał się nad ratuszem
Po wybuchu wojny komendantem Wielbarka został podporucznik Stephan Rittau. 31 lipca przez Wielbark w kierunku granicy przeciągnęli olsztyńscy dragoni. 2 sierpnia zmobilizowani zostali rezerwiści. Wśród nich znalazł się również burmistrz Paul Romanowski, którego od 23 sierpnia zastąpił po powrocie z ucieczki kupiec Puffke. 21 sierpnia 1914 r. II Armia generała Samsonowa rozpoczęła inwazję na Prusy Wschodnie. Jako pierwszy granicę prowincji przekroczył tu rosyjski XIII Korpus gen. Klujewa. Przemieszczał się on w pasie Chorzele – Zaręby, pod wieczór zajmując Wielbark. Rankiem tego dnia z miasta wycofała się 5. kompania 152. Pułku Piechoty z Malborka. Jeden z cofających się oddziałów niemieckich wysadził most kolejowy oraz kolejową wieżę ciśnień.
SPÓŹNIONA EWAKUACJA
W Wielbarku zostały głównie kobiety z dziećmi, które utworzyły w ratuszu lazaret. Działania wojenne zaskoczyły ludzi w regionie przygranicznym i część mieszkańców miasta nie zdążyła się ewakuować.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
WEJŚCIE SZCZYCIEŃSKICH STRZELCÓW
29 sierpnia o godzinie 19.00 do Wielbarka dotarła grupa wydzielona generała Maxa von Schmettaua wraz z batalionem szczycieńskich strzelców. Ich zadaniem było domknięcie okrążenia próbujących się wycofać na Mazowsze oddziałów II Armii. Strzelcy po wkroczeniu do Wielbarka przystąpili do oczyszczania go z rosyjskich maruderów. W mieście paliły się nieliczne budynki, a przy drodze do Szczytna „stał niezliczony tłum rosyjskich jeńców”. Strzelcy zostali przywitani w Wielbarku z wielką radością, a mieszkańcy konkurowali ze sobą o zaszczyt zaproszenia ich do siebie na kwaterę. Dzięki temu po raz pierwszy od dłuższego czasu przynajmniej część strzelców mogła zasnąć w wygodnych łóżkach. O 5.00 rano Niemcy zostali ostrzeżeni o zbliżających się od północnego-zachodu Rosjanach. Były to oddziały, którym udało się wydostać z Chwalibogów i które próbowały się już tylko poddać. Pojawiła się biała flaga, a za nią wyszli z lasu pierwsi żołnierze rosyjscy, jednak Niemcy w zamieszaniu otworzyli do nich ogień. Następnie wysłali do lasu po poddających się Rosjan pluton z 147. Pułku Piechoty, jednak tym razem to Rosjanie otworzyli ogień z karabinu maszynowego i pluton został wybity.
NEGOCJACJE Z POPEM
Około godziny 9.00 na skraju lasu pojawiła się postać w luźnych, długich i czarnych szatach. To był pop, który chciał negocjować z niemieckim dowódcą. Rozmawiał z nim poprzez tłumacza, dowodzący 3 kompanią szczycieńskich strzelców, porucznik Löwe. Pop otrzymał ultimatum polegające na tym, że Rosjanie do godziny 10.00 mają wyjść z lasu bez broni i poddać się. W razie niespełnienia tych warunków Niemcy mieli otworzyć ogień z rozlokowanej za Wielbarkiem artylerii.
PODDANIE SIĘ ROSJAN
Do niewoli dostało się tu 210 oficerów i 11 000 żołnierzy rosyjskich. Niemcy zdobyli wówczas 26 karabinów maszynowych, 41 dział i około 2 000 koni.
Jeszcze przed poddaniem się, żołnierze i oficerowie przystąpili do zakopywania rzeczy, które miały się nie dostać w ręce wroga. To właśnie pod Wielbarkiem detektoryści znaleźli w rowie srebrny ołtarz polowy 23. Niżowskiego Pułku Piechoty oraz wiele innych przedmiotów z wyposażenia rosyjskiej armii.
Tak moment poddania się nadciągających do Wielbarka drogą z Chwalibogów wojsk rosyjskich opisał w 1927 r. uczestnik tamtych wydarzeń, podpułkownik Stefan Drapiński, który w 1914 r. służył jako oficer w Armii Narew.
Od czasu do czasu dla dodania sobie otuchy krzyczano „Hura”. Wśród takiego hałasu kolumna doszła do wyjścia z lasu i zakrętu drogi tuż za rzeczką, przepływającą na zachód od Willenberga. Jeżeli znajdowały się w pobliżu oddziały niemieckie, to z samego hałasu wiedziały o naszym marszu. My zaś o nich - absolutnie nic. W celu rozpoznania odkrytego terenu kolumnę zatrzymano. Z lasu wyjechała zaledwie 1 bateria i połowa 2-ej. Wkrótce obok nas na przełaj przez pole kłusem przeskoczyły szwadrony 6. pułku dragonów ze sztandarem swoim i 11. konną baterią. Z kawalerią odjechała również 6. dyw. piech. ze sztandarem. Byliśmy pozostawieni samym sobie. Ledwo kawaleria przejechała, gdzieś z południowej strony zagrały niemieckie karabiny maszynowe, ostrzeliwując czoło naszej kolumny. Pod kulami k. m. konie w zaprzęgach artyleryjskich zaczęły padać. Wśród dowódców powstała konsternacja. Nie było dwóch zdań, że jesteśmy okrążęni i że droga odwrotu jest zamknięta. (...) Z dwudziestu kilku zebranych posiadających broń piechurów zorganizowano tyralierę, z którą poszło 2 oficerów artylerii. Niestety pod ogniem karabinów maszynowych tyraliera legła i nie mogła ruszyć się z miejsca. (...) Gdy od ognia k. m. zginęła jeszcze pewna ilość koni w zaprzęgach, dowódcy bateryj po naradzie z dowódcą dywizjonu, wyczerpani fizycznie i moralnie, postanowili przerwać walkę i poddać się. Dowódca dywizjonu pułkownik Białkowskij wydał rozkaz trębaczowi, by grał „odbój”. Podeszła tyraliera niemiecka i odebrała nam broń. Jednocześnie z lasu zaczęły wychodzić masy szeregowych piechoty bez broni i poddawali się Niemcom.
Witold Olbryś{/akeebasubs}
