Drugim ciekawym zdarzeniem związanym z zakupem materiałów dla naszej przychodni na ul. Kościuszki nr 20 było to, gdy ówczesny naczelnik miasta dr Jan Hoffman zabrał nas z sobą w celu załatwienia ich przydziału. Jechaliśmy z towarzyską wizytą, a przy okazji chcieliśmy wykorzystać wpływy komendanta ośrodka rządowego w Łańsku płk. Kazimierza Doskoczyńskiego.

Wizyta w Łańsku
Leszek Mierzejewski

Wybraliśmy się w podróż w pięciu: naczelnik miasta Janek Hoffman, dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Jurek Jusis, major z Wyższej Szkoły Oficerskiej Milicji Obywatelskiej Włodek Włodarczyk, prezes Spółdzielni „Jurand” Stefan Bigus i ja - kierowca. Jechaliśmy z duszami na ramieniu, gdyż Janek bez przerwy uprzedzał nas o różnorakich humorach pułkownika. - On potrafi opieprzyć przywódcę zaprzyjaźnionego państwa socjalistycznego lub dygnitarza z partii warszawskiej! - uprzedzał nas.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - Jeżeli mu podpasujemy, to wszystko będzie OK, na stole będą kieliszki, chleb i wędliny… Włodek Włodarczyk od razu zrobił kontrę swoją warszawska gwarą, że to on „łustawi” pułkownika, a nie odwrotnie. Janek dalej nas instruował, żeby na początku spotkania nie odzywać się, aż zobaczymy w jakim jest nastroju komendant! Wspominał, że sam gościł w Łańsku dwukrotnie, jeszcze gdy był wiceprzewodniczącym ZG ZMS w Warszawie, razem z Jerzym Jaskiernią. Podkreślał, że ten rządowy ośrodek wypoczynkowy znajduje się na terenie Urzędu Rady Ministrów, niedostępny dla nikogo poza najwyższymi urzędnikami państwa! Mogli przebywać w nim zaproszeni goście, wojsko z ochrony oraz obsługa.

- Rozkwit Łańska nastąpił w roku 1952, gdy często rezydował tu Bolesław Bierut, który zdecydował o rozbudowie obiektu. Przez kolejne lata gościło tu wielu ówczesnych polityków: Władysław Gomułka, Józef Cyrankiewicz, a następnie Edward Gierek - informował nas Janek. - Teren jest zalesiony i obfituje w zwierzynę, więc często organizowane są tu przyjęcia, polowania na dziki, jelenie i wilki. Są tu tysiące nieprzebytych hektarów, ogrodzone i strzeżone przez wojsko!

Gdy już dojeżdżaliśmy, to i Janek kończył, że częstymi gośćmi są przywódcy bloku wschodniego, prezydenci i koronowane głowy z Zachodu. Na koniec zaśmiał się, że nie wymienia pośrednich gości, takich jak teraz my. - A ten Doskoczyński, to pod kogo podlega, że jest taki ważny? - zapytałem Janka Hoffmana. - On może wszystko i wszędzie załatwić, jest wszechmocny, pan na włościach! Podlega bezpośrednio pod sekretarza KC PZPR w Warszawie, ale którego, to sam teraz nie wiem! - odpowiedział.

Imponujący architektonicznie budynek rządowego ośrodka wypoczynkowego w Łańsku

Gdy dojechaliśmy do celu, to wojsko nam sprawdzało dokumenty, dopiero po telefonie potwierdzającym naszą wizytę otworzyli bramę i wjechaliśmy przed wielki skrzydłowy budynek w stylu retro, kryty strzechą. Był wspaniały architektonicznie, z pruskich murów, miał białe ściany i żwirowy podjazd z małym rondem!

Ale my pojechaliśmy dalej, do domku myśliwskiego, nad samym jeziorem. Tam czekał zastawiony stół ze smakołykami i zimną wódką. Naczelnik naszego miasta bardzo dobrze znał pułkownika z czasów, gdy był wysoko postawionym w nomenklaturze partyjnej.

Okazało się, że komendant był przyjaźnie nastawionym facetem. Od razu znaleźliśmy wspólny język przy stole. Na początku, gdy nie chciałem pić alkoholu, tłumacząc się że robię za kierowcę, to pułkownik niby w żartach kazał mi się przenieść do kantorka, gdzie urzęduje jego kierowca. Piłem na równi ze wszystkimi, a odwozili nas jego kierowcy wojskowi. Dwóch ich jechało, jeden moim samochodem, drugi służbowym, żeby zabrać kolegę.

Rubaszny komendant na początku poczęstunku sam zagaił, w czym nam może pomóc. Zachęcał do tego, byśmy go o załatwienie jakiegoś tematu prosili, wówczas był chyba w swoim żywiole! Hoffman z Jusisem poprosili o sprawy typowo zaopatrzeniowe dla miasta. Ja - o przydział materiałów budowlanych i wykończeniowych na będącą w końcowej fazie inwestycji budowę przychodni rejonowej. Miałem z sobą przygotowany ich wykaz. W następstwie jednego telefonu do wojewody olsztyńskiego, otrzymałem zwiększony przydział farb, klejów, płytek, terakoty, armatury sanitarnej, wykładzin, mebli, itd. Cholernie mi ten towar był potrzebny, bo podległy mi Zakład Remontowo - Budowlany wykorzystał materiały ze służbowego przydziału, a termin odbioru na 22 lipca 1984 roku zbliżał się szybkimi krokami! Powracając do biesiady, to Włodek Włodarczyk od pierwszego kieliszka przypadł do gustu komendantowi – nawet chciał go zatrudnić, mówiąc: - Jeden mój telefon do Warszawy i zostaniesz przeniesiony służbowo do Łańska. Włodek się nie zgodził, ale przyrzekł komendantowi, że jeszcze go odwiedzi. W trakcie biesiady tak się rozochocił, że nawet pozwolił sobie na ostry kawał. My słuchaliśmy wystraszeni, ale kawał spodobał się pułkownikowi, brzuch mu się trząsł ze śmiechu z pięć minut. Kawał w ustach Włodka brzmiał następująco, a opowiedziany akcentem człowieka z przedmieść Warszawy wypadł wspaniale: Dzwoni telefon do ośrodka w Łańsku i ktoś pyta: - Czy to pułkownik Doskoczyński? - Tak, to ja. - Ty wyzyskiwaczu, ty ciemiężco! - Kto mówi!? - Wszyscy tak mówią!!!

Nam było głupio, ale nie pułkownikowi, chciał jeszcze kawałów, które Włodek sypał jak z rękawa, ja mu wtórowałem.

Cdn.

Leszek Mierzejewski{/akeebasubs}